google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

ZESTAWIENIE: Dobry polski hip-hop, dla tych co polskiego hip-hopu nie lubią (CZĘŚĆ 1)

ZESTAWIENIE: Dobry polski hip-hop, dla tych co polskiego hip-hopu nie lubią (CZĘŚĆ 1)
Reklamy

Człowiek w pewnym wieku z niektórych rzeczy wyrasta. No i wyrosło mi się z niechęci do rapu, hip-hopu, głównie polskiego, nawet takiego podwórkowego. Wciąż jednak próbując porozumieć się z długowłosymi znajomymi zasłuchanymi w ekstremalnych dźwiękach zdarza mi się natrafić na ścianę nie do przebicia. I to nie jest tak, że oni słuchają tylko szarpidrutów, ściana pojawia się także podczas rozmów z tymi bardziej otwartymi na eksperymenty osobnikami. Problem polega na tym, że po prostu postrzegają tę muzykę przez pryzmat stereotypów, które narosły wokół subkultury rap sceny. Nie da się ukryć, że do niezaznajomionego słuchacza docierają często utwory i artyści zupełnie niereprezentatywni dla gatunku, lub zawodnicy uprawiający jego pochodne gatunki (na przykład trap, który także w środowisku hip-hopowym uchodzi za dość kontrowersyjny delikatnie mówiąc). Jeśli więc do Waszych uszu dotarły kawałki Gangu Albanii, Meza czy mało wyrafinowane bangiery od, dajmy na to, Tedego to nic dziwnego, że macie dość niewyraźny obraz tego co dzieje się na tamtejszej scenie. We wpisie pozwoliłem sobie pominąć najbardziej rozpoznawalnych, jeszcze w latach 90-tych artystów pokroju Kaliber 44, Paktofonika, Trzeci Wymiar, Molesta Ewenement czy WWO. Mój wybór jest czysto subiektywny, kierowałem się tym, czego sam najczęściej słucham, snując przy tym podejrzenia, że to by się mogło spodobać osobom na rap uczulonym. Tak więc zapraszam do słuchania i czytania, dajcie znać kogo Wy byście dorzucili do poniższego zestawienia!

Od lewej Andrzej Mikosz (Webber) oraz Adam Bogumił Zieliński (Łona).

ŁONA/ŁONA I WEBBER. Łona, a właściwie Adam Bogumił Zieliński jest szczecińskim raperem, który swoją karierę zaczynał pod koniec lat 90-tych, a swój debiutancki album wydał w 2001 roku. Od trzeciego krążka jego albumy podpisywane są także przez producenta Webbera, a właściwie Andrzeja Mikosza. Łona jest zawodowym prawnikiem specjalizującym się dziedzinie prawa własności intelektualnej, co już wiele może nam powiedzieć o bohaterze niniejszego wpisu. Raper słynie z zabawy słowem, oraz trafnych obserwacji względem typowych polskich przywar. Z sarkazmem i ironią w swoich kawałkach punktuje „nasze” przywiązanie do alkoholu, nieróbstwa, skłonności do narzekania i ogólnego malkontenctwa. A że robi to nieco delikatniej od Hansa w To my Polacy i mniej wholesome od takiego Taco Hemingwaya to powinien przypaść do gustu osobom z rapem mającym na bakier. Oczywiście nie należy umniejszać roli Webbera w tym wszystkim, bowiem jego podkłady muzyczne, dalekie od generycznych, ogranych do bólu bitów sprawiają, że każdy kawałek ma bardzo indywidualne flow, często zakorzenione w zupełnie różnych od siebie gatunkach muzycznych. Łona dostarcza rozkminy, refleksji, motywacji i specyficznego, podszytego delikatną szyderą humoru. Nie da się na poważnie brać takich utworów jak Rozmowa z cutem, nie da się nie docenić filozoficznej Rozmowy z Bogiem, nie da się nie docenić peanu na cześć pewnej liściastej rośliny w Reż tę herbę, nie da się nie nie uśmiechnąć słuchając pokrzepiającego Fruźki wolą optymistów. To jednak jest jeszcze wczesny etap jego kariery, śmiało mogę stwierdzić, że dopiero odkąd Webber zaczął oficjalnie figurować na okładkach płyt jako współtwórca płyt Łona spiął się na należytą mu pozycję w rap grze. Kawałki takie jak Błąd, Wyślij sobie pocztówkę, Kaloryfer, Miej wątpliwość, Gdzie tak pięknie?czy To nic nie znaczy to już klasyki, a numery z tegorocznego EP za kilka lat do nich dołączą. Zdecydowanie jeden z moich ulubionych artystów odwalających fenomenalną robotę, nie mających słabych punktów w dyskografii.

Od lewej Piotr Waglewski (Emade) oraz Bartosz Waglewski (Fisz), czyli duet Tworzywo

FISZ/FISZ EMADE TWORZYWO. Zaznajomieni z twórczością Bartosza Waglewskiego (syna Wojciecha Waglewskiego lidera grupy Voo Voo) mogą mi zarzucić delikatne oszustwo, bowiem Fisz ostatnimi laty bardzo rzadko sięga po strictce hip-hopowe środki wyrazu. Jego ostatnie płyty z Tworzywem to seria poszukiwań nowych brzmień, elektroniczne odjazdy, rockowe, szlachetne ballady, albo wyskoki w stronę pokrętnie brzmiącej muzyki tanecznej. Dużo tu wpływów ojcowskich (nawet głos ma młody podobny do starego Wagle), sporo rzeczy wyniesionych z alternatywnego projektu Kim Nowak. Takiego Fisza całkiem łatwo polubić, a stąd już niedaleka droga do jego rapowych, takich stricte rapowych początków. Oporni mogą sięgnąć po płytę Heavi Metal, gdzie w utworze tytułowym artysta wspomina jak to się słuchało Sodom i Anthrax. Natomiast w utworze o wiele mówiącym tytule Iron Maiden Fisz podkreśla, że dalej zna cały skład na pamięć. Tematyka tekstów jest całkiem nieźle rozpięta między melancholijnym wspominaniem dzieciństwa i lat szkolnych, a refleksjami nad przemijaniem, dorastaniem, poszukiwaniem swojej wewnętrznej równowagi. Fisz należy do tego wąskiego grona artystów, którzy za każdym przesłuchaniem zyskują coraz bardziej, ujmują swoją przenikliwością, elokwencją w składaniu storytellingu, co stawia go w moich oczach w tym samym rzędzie co Łonę. Warto też wspomnieć o Emade, Piotrze Waglewskim czyli bracie Fisza, który dba o to by muzyka była jak najbardziej urozmaicona. Emade gra na perkusji, jest DJ-em i producentem. Wspólnie (nomen omen) tworzą Tworzywo, któremu często przypina się w ostatnich latach łatkę jazz-hopu, czy też chillout-rapu.

4 Słonie, wesołe Słonie (Wojciech Zawadzki)

SŁOŃ. Rodowity poznaniak, współzałożyciel Wyższej Szkoły Robienia Hałasu wraz z Shellerinim, podpisujący się do spółki z Mikserem pod projektem Demonologia. Słoń to jeden z najbardziej bezkompromisowych, niesamowicie kreatywnych i indywidualnych graczy na polskiej scenie. Nikt tak w horrorcore w Polsce jak on, nikt. W jego twórczości jest bezliku odniesień do popkultury, sceny ekstremalnego metalu, a w tekstach nie brakuje dosadnych opisów brutalności, przemocy, fizycznego i psychicznego terroru. Rymowane opowieści grozy są tutaj środkiem, a nie celem samym w sobie. Raper wielokrotnie podkreślał, że jego pyskate flow, wizerunek i satanistyczna otoczka nie powinny być brane na serio. Pięknie to wszystko przerysowane niczym zgony w filmach Tarantino i klasycznych slasherach, biciwa są często mocno zakorzenione w muzyce rockowej i metalowej, zresztą Słoń już w 2010 roku na pierwszej Demonologii znalazł się feat z obecnym wokalistą Turbo, Tomaszem Struszczykiem. Natomiast w 2016 remiks kawałka Mitsukurina zasilili panowie z deathcore’owego Drown My Day. W tym roku zaś, dokładnie w Walentynki (cóż za ironia) ukazało się EP SICK6SIX stworzony wraz z Dope D.O.D. Lata mijają, a Słoń właściwie nie wychylając się zbyt mocno ze swojej krwawej szufladki wciąż jest w rewelacyjnej formie i rozstawia po kątach wszelakich łaków. Jak to mówił Bezlitosny Władca Ciemności „jaraj się albo pierdol się„. Idealny osobnik dla nie mogących się przekonać do polskiego hip-hopu.

Od lewej Piotr Szulc (Steez83) oraz Oskar Tuszyński (Oskar), czyli duet PRO8L3M

PRO8L3M. Duet Oskar (Oskar Tuszyński) i Steez83 (Piotr Szulc) to jeden z najbardziej charakterystycznych projektów na scenie hip-hopowej. Oskar słynie ze znakomitego offbeatowego storytellingu, Steez z niepowtarzalnych beatów i sampli z klasyki chociażby kinematografii (chociażby Heat będący hołdem dla głośnej Gorączki z Alem Pacino i Robertem DeNiro). Miejskie opowieści o nocnych eskapadach kończących się rozpierduchą, opisy melanży o jakich niektórzy mogliby tylko pomarzyć, ale także niepokojące wizje wcale nie tak odległej przyszłości (utwory 2040, IV katastrofa EP Hack3d By GH05T 2.0) czy sentymentalne podróże do czasów dzieciństwa to tematyka przewijająca się przez longi i mixtejpy tego progresywnie myślącego o rapie duetu. Zachwyca mnie lekkość z jaką Oskar potrafi w jednym kawałku nawijać o „dupach, wódzie i ćpaniu” (Molly, VHS, Jak Disney) by w kolejnym spojrzeć na „dobrodziejstwa doczesności” krytycznie, wręcz z depresyjnym wydźwiękiem (Vanitas, Magnolie, K-PAX). Albumy PRO8L3M-u są więc koncepcyjnymi opowieściami z bezimiennymi bohaterami, których życiorysy choć odrobinę przerysowane, podkoloryzowane, wcale nie są dalekie od naszych i jak podejrzewam od samego twórcy tekstów. Obcowanie z muzyką duetu mogę więc porównać do słuchowiska radiowego, swoistego podcastu, soundtracku do nieistniejącego filmu. Najbliżej pro8l3mowej estetyce do tej wykreowanej w serialu Ślepnąc od świateł gdzie zresztą panowie mieli swój muzyczny udział. Podsumowując: działalność Oskara i Steeza to (przynajmniej moim zdaniem) najjaśniejszy przykład, że hip-hop może być sztuką najwyższych lotów, która powinna być analizowana w szkołach średnich za kilka ładnych lat.

Robert Piernikowski i Przemysław Jankowiak (1988), czyli duet Syny

SYNY/PIERNIKOWSKI. Zastanawiałem się czy to dobry pomysł. Na tle Synów i solowego Piernikowskiego pozostali zawodnicy w tym zestawieniu wypadają zaskakująco konwencjonalnie. Piernikowski i 88 musieli być chyba wychowywani w najmroczniejszych uliczkach Twin Peaks, bowiem ich twórczość jest niepokojąca, jakby intencjonalnie autystyczna, sami swoje dokonania określają mianem primeshit. Siłą Piernikowskiego jako MC jest bardzo prosta nawijka, archetypowe rymowanie, lepienie wręcz częstochowskich linijek, które co najciekawsze zupełnie nie rażą, pasują idealnie do odrealnionej muzyki, do barwy głosu rapera, tych kosmicznych, potykających się o siebie pasaży generowanych przez 88. Na solowych krążkach Piernikowski idzie jeszcze o krok dalej zapuszczając się w rejony duchologiczne, dream popowe rejony (utwór Dobre duchy z Kachą Kowalczyk z grupy Coals) zupełnie uciekając od rapowej estetyki, jednocześnie będąc ucieleśnieniem podwórkowego ziomala. Nie wiem czy nie przestrzelę takim porównaniem, ale na moje ucho jest to sztuka regresywna, minimalistyczna, bliska swoistemu performance’owi. Zindustrializowane, niemalże post-apokaliptyczne, zamglone ulice po których panowie błądzą w poszukiwaniu wytwórnicy dymu w teledysku do Nag Champa są chyba najbardziej pasującym wizualnie odpowiednikiem tego co sobie wyobrażam słuchając ich pozostałych utworów. Znacznie bardziej kolorowy, surrealistyczny świat jest na drugiej płycie Piernikowskiego The Best of moje ghetto gdzie gościnnie pojawia się Hades, Monika Brodka (rewelacyjny Horyzont) czy folkowy songwriter Adam Repucha. Syny myśleniem o muzyce wyprzedzają obecną scenę o kilka długości i wydaje mi się, że są baaaardzo świadomi tego, że zawsze będą w dość specyficznym miejscu. Niby undergroundowi, komercyjnie niedocenieni, lecz w prosty sposób udowadniających, że w rapie/hip-hopie jeszcze nie wszystkie szlaki zostały przetarte. Warto wspomnieć, że 1988 wypuścił w marcu tego roku solowy krążek Ring The Alarm, a obecnie współpracuje z legendarnym raperem jakim niewątpliwie jest Włodi. I to było na tyle dnia dzisiejszego, spodziewajcie się drugiej części zestawienia jakoś w przyszłym miesiącu!

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: