google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: THE OLD GUARD | Nieśmiertelni lecz nudnawi

RECENZJA: THE OLD GUARD | Nieśmiertelni lecz nudnawi
Reklamy

Całkiem niedawno na Netfliksie pojawił się kolejny film wyprodukowany przez tego streamingowego giganta. The Old Guard, bo o nim mowa jest adaptacją komiksu stworzonego przez Grega Ruckę i Leandro Fernandeza. Szczerze powiem, że nie znam pierwowzoru i nie zamierzam porównywać wersji aktorskiej z powieścią graficzną. Już po obejrzeniu filmu przeczytałem tylko kilka informacji i krótkich tekstów mówiących o tym, że jest to dość wierne przeniesienie historii z kart komiksu na ekran oraz, że sam pierwowzór jest naprawdę dobry i sporo czytelników czekało na to, aż ktoś weźmie się za ekranizację. Netflix znów nie pożałował pieniędzy – są znani i dobrzy aktorzy, są efekty specjalne, jest wycieczka po lokalizacjach rozsianych na całym świecie. Czy jednak produkcja daje radę? Zapraszam do czytania.

fot. Aimee Spinks/Netflix

Na początku poznajemy grupę najemników, która przyjmuje zlecenia na niebezpieczne misje. Z tym, że walczą oni po stronie „dobra”. Ich zlecenia to zawsze coś w stylu uwolnienia zakładników czy zlikwidowania terrorystów. Ich liderką jest Andy, grana przez Charlize Theron. Z niechęcią przyjmuje kolejne zadanie, które zleca im tajemniczy Copley. Jak się okazuje przeczucia Andy miały uzasadnienie – grupa została wystawiona, a misja miała za zadanie udowodnić właścicielowi potężnej firmy farmaceutycznej, Merrickowi, że bohaterowie są nieśmiertelni i posiadają dar leczenia swoich ran oraz ożywania. Merrick chce dostać ich w swoje ręce i po wyizolowaniu czynnika w DNA, który za to odpowiada stworzyć preparaty i lekarstwa znacznie wydłużające ludzkie życie oraz zwalczające choroby. Oczywiście robi to tylko z chęci zysku i nie ma przy tym żadnych skrupułów. W tym samym czasie pojawia się kolejny nieśmiertelny, a właściwie nieśmiertelna – Nile. To dzięki niej i temu, że dołącza do grupy i jej członkowie muszą wyjaśniać „nowej” co i jak, dowiadujemy się więcej o przeszłości tytułowej Old Guard.

fot. Aimee Spinks/Netflix

Początek filmu jest naprawdę niezły. Mamy tu zawiązanie akcji, poznajemy głównych bohaterów i czarne charaktery. Ekspozycja jest udana. Jednak im dalej w las, tym jest niestety gorzej. Z tego co czytałem, komiks jest zamkniętą historią, kompletną opowieścią. Tutaj wkrada się lekki chaos i wątki, które nie mają zakończenia. Pojawiają się też postacie, które wcale nie pchają akcji do przodu i wprowadzają tylko niepotrzebne zamieszanie. Ewidentnie widać, że twórcy mają nadzieję, iż projekt wypali i powstaną kolejne filmy w uniwersum (chodzą plotki o trzech częściach). I to jest problem tego obrazu – w drugim, a nawet i trzecim akcie akcja spowalnia. Jest sporo egzystencjalnych gadek i jak to zwykle bywa przy okazji filmów z nieśmiertelnymi bohaterami zastanawiania się czy jest to dar czy przekleństwo. Jest kilka przebitek, pokazujących nam przeszłość Andy, a tak naprawdę Andromachy Scytyjki, lecz i one nie mają w sobie pazura. Nie dość, że nic tak naprawdę nie wyjaśniają, to pogłębiają uczucie zamętu i chęci twórców do pociągnięcia historii w kolejnych filmach. I trochę to dziwne, bo za scenariusz odpowiada Greg Rucka, czyli scenarzysta komiksu. Jak widać nie zawsze da się zrobić to samo w dwóch zupełnie innych mediach. Poza tym jak już wspominałem, pewnie dostał nakaz, by historię rozpisać na kilka części.

fot. Aimee Spinks/Netflix

Co do reszty – widoki i sposób ich filmowania są w porządku. Realizacyjnie wygląda to naprawdę OK. Sceny walk również są sprawnie nakręcone i mordobicie, strzelaniny oraz machanie mieczami czy toporami raczej na pewno się obronią. Może nie jest to jakaś rewolucja i wszystko widzieliśmy to już wcześniej, ale nie ma się do czego przyczepić. Przechodząc do aktorstwa też raczej nie będziemy narzekać, chociaż nikt nie wzbija się tu na wyżyny swojego rzemiosła. Charlize Theron jest ładna i sprawdza się w akcji, w końcu ma już na tym polu doświadczenie, ale do ról z np. Mad Maxa czy Atomic Blonde nie ma co porówynać. Chiwetel Ejiofor nie miał tu za dużo do zagrania, to i niewiele pokazał, a przecież wiemy że jest dobrym aktorem. Matthias Schoenaerts również ma w swoim CV lepsze role. Zdecydowanie najgorzej wypada w tym towarzystwie Harry Melling (to ten koleś co grał Dudziaczka w Potterach!!!). Swoją ekspresją i szarżowaniem niebezpieczne dryfuje w rejony Jessego Eisenberga z BvS: Świt sprawiedliwości, a umówmy się – nie jest to wzór do naśladowania.

fot. Aimee Spinks/Netflix

Tak więc jeśli zastanawiacie się co obejrzeć wieczorem i nie macie jakiegoś zdecydowanego faworyta – The Old Guard może być niezłym wyborem. Z tym, że musicie być gotowi na więcej pytań niż odpowiedzi i na to, że pewnie by te odpowiedzi dostać trzeba będzie poczekać jakiś czas. Nie zniechęcam Was, absolutnie. Na pewno wielu z Was film spodoba się bardziej niż mnie. Jednak jeśli chcecie spędzić przed telewizorem czas na fajnej rozwałce i niezobowiązującym, buchającym adrenaliną akcyjniaku propozycja Netflixa nie jest najlepszą opcją.

Andrzej – 5/10

Andrzej

Wielki fan filmów Marvela i niezobowiązującego mordobicia na ekranie. Co nie przeszkadza mu w tym, że "Ojca chrzestnego" stawia ponad wszystko inne. Seriale też wciąga bez opamiętania i często siedzi przed ekranem całe godziny. A za Red Hot Chili Peppers dałby się pokroić.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: