google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

IDŹ POBIEGAJ | Bojack, doomerzy i romantyczne samobójstwo [wywiad]

IDŹ POBIEGAJ | Bojack, doomerzy i romantyczne samobójstwo [wywiad]
Reklamy

Dziś prezentujemy rozmowę z Zosią i Martyną – autorkami bloga „Idź Pobiegaj” na temat depresji w kulturze masowej. Szczególnie kino przyzwyczaiło nas do tego, że wszelkiego rodzaju choroby natury psychicznej są idealnym materiałem na fabułę. Popularne w ostatnich latach produkcje o seryjnych mordercach, psychopatach i socjopatach kreują bardzo jednostronny obraz postaci złych do szpiku kości, bez wyczerpującego przedstawienia genezy ich zaburzeń. Jednak doskonale zdajemy sobie sprawę, że efektowny język kina nie traktuje tematu w sposób wyczerpujący, co w konsekwencji przyczynia się do kreowania błędnych stereotypów. A jak jest w przypadku depresji?

[Baniorylce]: Tematyka „Idź Pobiegaj” skupiona jest wokół zagadnienia depresji i memicznej szydery z postaw społecznych, które jednoznacznie wskazują na niezrozumienie tematu, lub zupełną ignorancję. A jak się sprawy mają z kulturą masową? W licznych produkcjach problem depresji przedstawiony jest tak jak przycisk on/off, a zmiana trybu jest zależna jedynie od potrzeb scenariusza, co w jeszcze większym stopniu wypacza pojęcie szerszej widowni o tym zagadnieniu.  Wskażcie proszę filmy/seriale, który mierzą się z zagadnieniem w sposób wyczerpujący. 

[Zosia]: Kultura popularna, podobnie jak każda inna dziedzina, jest pełna zupełnie różnych pozycji, wśród których można niestety również odnaleźć filmy, seriale czy książki bazujące na szkodliwych stereotypach, także dotyczących zaburzeń psychicznych. Na szczęście nie tak ciężko znaleźć również takie dzieła, które do tematu podchodzą z dużą dojrzałością i zrozumieniem. Wymieniłabym tutaj serial „After Life”, który świetnie odzwierciedla dobitność smutku i braku sensu po utracie ukochanej osoby, a także w prześmiewczy, lecz trafny sposób pokazuje, jak bardzo należy uważać z wyborem psychologa. Z kolei problemy z pogodzeniem się z przeszłością i ogólnym nieradzeniem sobie z codziennością zostały moim zdaniem genialnie uchwycone przez Pablo Almodovara w „Bólu i blasku”.

[Martyna]: W przypadku kultury popularnej należy rozdzielić temat depresji od tematu innych zaburzeń psychicznych. Hollywoodzkie produkcje całkiem nieźle opanowały umiejętność przedstawiania np. schizofrenii – można tu przywołać chociażby film „Piękny umysł” (chociaż należy podkreślić, że tego typu produkcje nieraz zbytnio romantyzują chorobę). Stosunkowo łatwo oddać na ekranie schorzenia, które w pewien sposób zmieniają odbiór rzeczywistości.

Inaczej sprawa ma się z depresją. Filmowcy nie wiedzą jak do niej podejść, bo jak pokazać na ekranie w ujęciu ciekawej historii niemoc? Jak pokazać ciągłe zmęczenie, brak odczuwania przyjemności z rzeczy, które wcześniej cieszyły? Niewielu reżyserom i aktorom udaje się to oddawać w odpowiedni sposób. Na pewno wyjątkiem od reguły jest brytyjska produkcja „After Life”, o której wspomniała Zosia; Ricky Gervais w roli Tony’ego, głównego bohatera, zdołał odegrać postać o niemal autentycznych przeżyciach i zachowaniach w okresie żałoby.

A największym nieporozumieniem traktującym temat po łebkach jest… i dlaczego?

Z: Wydaje mi się, że najczęściej krzywdzące spojrzenie na problemy psychiczne można znaleźć w popularnych komediach opartych na stereotypach. Nie jest prosto tak trudny temat uchwycić w zabawnej formie. Ale są też przypadki takie jak serial „13 powodów”, który z założenia miał nakłaniać do dyskusji o tematach depresji czy samobójstwa, a osiągnął skutek odwrotny, gdyż śmierć została ukazana jako jedyne możliwe wyjście z problemu. Nie zachęca więc do prób przepracowania sytuacji; ekipie odpowiedzialnej za serial zarzuca się nawet, że ukazali samobójstwo jako coś słusznego.

M: Mam podobne odczucia. Serial „13 powodów” przedstawia samobójstwo w sposób romantyczny, złośliwi porównują Hannah (główną bohaterkę) do XIX-wiecznego Wertera. To bardzo negatywny przekaz w dzisiejszym świecie, gdzie staramy się być bardziej świadomi. Organizacje związane ze zdrowiem psychicznym z całego świata wyrażały wątpliwości co do przekazu tegoż serialu.

Czy kultura popularna może motywować i okazać się realną pomocą w walce z chorobą? Z reguły obserwujemy bohatera który przejawia objawy depresji, takie jak niemoc i marazm, a następnie w cudowny sposób napotyka na jedna złotą myśl  która sprawia, że świat zaczyna robić się radosny, a protagonista naładowany nową energią odzyskuje pełnię sił i dokonuje rzeczy niemożliwych. 

Z: Wszelkie zainteresowania i formy przyjemności mogą być pomocne w procesie terapeutycznym. To ważne, niezależnie od tego czy zmaga się z ciężkimi problemami psychicznymi, aby mieć w życiu jakieś odskocznie od codzienności i przestrzeń do odpoczynku. Jedną z dróg do tego na pewno może być zagłębianie się w kulturę popularną. W żadnym wypadku nie zastąpi to jednak profesjonalnej pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej. Dobrze być jednak ostrożnym przy doborze treści oglądanych filmów, seriali czy słuchanej muzyki.

Wróćmy na chwilę na bardziej pozytywne tory. Opowiedzcie proszę o filmach i serialach które podnoszą was na duchu. 

Z: Myślę, że najlepiej pasuje tutaj „Rocky Horror Picture Show”, przede wszystkim dzięki niezwykle optymistycznej warstwie muzyczno-estetycznej. Oraz serial „Good Place”, który mimo komediowej konwencji, porusza bardzo poważne tematy z dojrzałością i niesamowitym ciepłem płynącym z wszystkich bohaterów.

M: Z mojej strony to na pewno wcześniej wspomniane „After Life”, skądinąd bardzo bliskie dla mnie z racji na swoją tematykę.

A najbardziej przygnębia mnie…?

Z: „Doskonały świat”, „Krótki film o zabijaniu” oraz „Droga na drugą stronę”, wszystkie opowiadają o losach ludzi zagubionych, skrzywdzonych i postawionych w trudnych życiowych sytuacjach. Są także bardzo dobrze zrobione i nastawione na wywoływanie silnych emocji oraz (SPOILER), chociaż do końca ma się nadzieję na happy end, w żadnym z nich nie następuje.

M: Amerykański serial animowany „Bojack Horseman”. Świetne przedstawienie upadku gwiazdy z lat 90., satyra na celebrytów, ale również poruszanie tematów traum, uzależnienia od alkoholu i narkotyków, depresji. Jeden z niewielu długich seriali (6 sezonów), które w życiu obejrzałam w całości, w pewien sposób – mimo ciekawej fabuły i swojej lekkiej formy – zawsze mnie trochę przygnębia.

A co powiecie o „doomerach”?  Osobach celowo sięgających po wyroby kultury, które docelowo mają doprowadzić do poczucia jeszcze większego osamotnienia, izolacji i pogłębienia podłego nastroju. To szkodliwe zjawisko czy zupełnie naturalna forma wyrazu?

Z: Zupełnie naturalnym jest sięganie po pozycje wywołujące negatywne emocje i gorszy nastrój, bo nie da się ukryć, że poruszanie trudnych tematów często wpływa pozytywnie na wartość dzieła. Naturalne jest także poszukiwanie tych emocji w kulturze, lepiej pozyskiwać je tam, niż w swoim życiu. Jednak wiadomo, że każda skrajność jest niewskazana, tym bardziej taka forma samo-nakręcającego się smutku.

M: Ja uważam, że zjawisko osób określających się „doomerami” nieco wyszło poza swoje pierwotne znaczenie; początkowo postać doomera pojawiała się tylko na memach czy w wątkach na wykopie. Później niektórzy ludzie chyba nieco za bardzo zaczęli się utożsamiać z postacią z obrazków, co może przerodzić się w coś stosunkowo szkodliwego.

A na sam koniec naszej rozmowy zapytam o muzykę, która jest najłatwiej dostępnym wyrobem  kultury masowej/kontr-kultury niszowej 😉 Wymieńcie proszę zespoły/utwory które polecacie i działają na was motywująco, a które omijacie szerokim łukiem. Co sądzicie terapeutycznym działaniu muzyki?

Z: Najczęściej sięgam po utwory poezji śpiewanej, które bardzo często poruszają skrajnie trudne i emocjonalne zagadnienia, w związku z czym nie powiedziałabym, że działają szczególnie motywująco. Myślę, że taką rolę mogłyby pełnić weselsze części mojego gustu muzycznego, jak chociażby folkowe Buena Vista Social Club czy (bardzo motywujący!!) projekt muzyczny Playing for Change. Prywatnie omijam większość muzyki popularnej.

Muzyka bez wątpienia stanowi ważną część życia wielu ludzi i dodaje mu melodyjności, dźwięku, stanowi jakąś odskocznię. Wielu ludzi ma takie zespoły i wokalistów, którzy poprawiają im smutniejsze dni. Sama często stosuję muzykę, by się przenieść „do innego świata”, odpocząć, zrelaksować.

M: Osobiście bardzo lubię polską muzykę w niemal każdej odsłonie, od przebojów z lat 60., poprzez Lady Pank i Dżem, aż po dzisiejszą, młodą scenę alternatywną, do której zaliczyć można np. Ralpha Kaminskiego czy duet Kwiat Jabłoni. Ponadto słucham sporo zagranicznej muzyki rockowej i punkowej, czasem najdzie mnie na klasykę – ciężko więc określić co działa na mnie motywująco, skoro jednego dnia rano słucham Dezertera, a kolejnego poranka – Mozarta. Trudno mi w pełni odpowiedzieć na to pytanie, bo nie traktuję muzyki jako istotnej części życia, raczej jako „umilacz czasu”; uważam że – podobnie jak w kontekście innych wyrobów kultury – muzyka może nieco podnosić na duchu, ale trzeba pamiętać, że nigdy nie można traktować jej jako elementu profesjonalnej terapii na równi ze spotkaniami z terapeutą czy psychiatrą.

Dziękujemy za rozmowę! 

Łukasz "Amov" Jefimow

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: