google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

Kiedyś to było… Refleksja z okazji 7 lat FILMÓW.

Kiedyś to było… Refleksja z okazji 7 lat FILMÓW.
Reklamy

Miałem w sumie dość duży problem jak zacząć. Do głowy przyszły mi jakieś wzniośle brzmiące, zalatujące tanim sentymentalizmem zdania, które przeczytawszy kilka razy po prostu kasowałem. W końcu to czym się zajmuję od 7 lat w sieci ma swoją wartość, której nie zamierzam podważać. W końcu nieraz przeczytałem, czy też usłyszałem, że to „kawał dobrej roboty”, że „oby tak dalej” i w ogóle. Bezwstydnie mogę to przyznać: jestem zadowolony z tego co udało mi się osiągnąć, mimo że z perspektywy czasu nie wszystkie decyzje wydają się trafione. Życie nas weryfikuje, czasem wbrew naszej woli, tak jak ten nieszczęsny 2020 rok.

Obecnie czuję się jakbym był w takim pokracznym rozkroku, bowiem żyję w ciągłej niepewności czego dowiem się jutro snując jednocześnie jakieś plany, które uważam za, górnolotnie ujmując, całkiem ambitne. I nie wiem jaką kłodę pod nogi rzuci mi dzień jutrzejrzy, kolejny miesiąc, następny rok. Ta niepewność, z którą się oswajam, i która jest równie przerażająca co fascynująca, stępia i szlifuje moją kreatywność. Emocjonalny rollercoaster, balansowanie na granicy między „nic mi się nie chce”, a „mogę wszystko”. Izolacja pozwala przewietrzyć umysł, zmusza do zerwania z codziennym ładem, czas zlewa się w potężną magmę. To na co czekałem z zapartym tchem, do czego odliczałem dni nagle okazuje się czymś minionym i do tego niespełnionym. Hej, w tym roku miała być premiera filmu X, miałem zobaczyć na żywo zespół Y, czekałem na kolejny, zapewne znakomity sezon serialu Z. Odpadły założenia i plany, odpadły oczekiwania i tak zwany constant. Coś co do niedawna było czymś stałym jest teraz wielką improwizacją pozszywaną naprędce przez kolejne odgórne zmiany.

Co ciekawe, ta przymusowa regulacja działań, montowana przez rozmaite organy tak samo po omacku właściwie na całym świecie pokazuje mi, że w dobie kryzysu i walki z niewidzialnym wrogiem nadal jest miejsce na kulturę i popkulturę. Czyli na to czym od lat się jaram, co po swojemu „badam” i własnymi słowami opisuję. By do reszty nie chodzić po ścianach dokarmiamy się memami, piosenkami, książkami, filmami, serialami, całym tym stuffem, który ubarwią nam bardzo szarą, podawaną nam w bardzo bezpośredni sposób rzeczywistość.

Zupełnie nie dziwię się jednostkom kwestionującym to co nas obecnie otacza, często w budzący kontrowersje sposób, ale to jest po prostu odzew człowieczego wnętrza, coraz bardziej zmęczonego, targanego przez informacyjny zamęt, z którego każdy przesiewa zupełnie coś innego. Jedni popadają w sentymentalne rozkminy na temat lat minionych, inni skupiają się na buntowaniu tu i teraz, jeszcze inni z niepokojem patrzą w przyszłość.

Musiało wydarzyć się coś tak dla nas irracjonalnego, wręcz filmowego, by pozwolić nam zastanowić się dokąd zmierzamy, dokąd tak pędzimy i za czym. Czy zmarnowałem czas na obcowanie z tymi wszystkimi godzinami seansów, odsłuchów, podróży na koncety, na nieprzespane noce, czy mogłem w to miejsce rozwinąć w inną stronę? Mogłem, mogłem zainteresować się sportem, prawem, gotowaniem, może zostać muzykiem, albo pro graczem?

Wydaje mi się, że ten rok będąc totalnym błędem naszego codziennego matrixa pozwala na spojrzenie wstecz i przygotowanie do rozbiegu. Rozbiegu ku odkryciu nieznanych talentów, może nowych pasji, a może po prostu desperackiej próby poskładania swojego życia do kupy, bo przecież każdy dzień, niby identyczny jak poprzedni jest totalną niewiadomą.

Wierzę, że w tym nowym świecie, powstającym na moich oczach nadal będzie miejsce na zryte filmy, seriale, muzykę i przede wszystkim ludzi, którzy od 7 lat tworzą ten grajdołek. Że to się odrodzi w jakiś pokrętny sposób zamiast totalnie upaść. I nie jestem tutaj by prawć kazania, że fatalizm jest zły, bo może właśnie jesteście na życiowym zakręcie, z którego życzę Wam wyjścia na prostą. Sam też jestem w wirze serii nie zawsze fortunnych zdarzań i to nas łączy nawet jeśli wszystko inne nas dzieli i z niczym innnym byśmy się nie dogadali.

To był ciąg moich myśli, nawet nie wiem czy sensownych, czy dających krzepę czy kopa w nerki. Pewnie wczoraj napisałbym to inaczej. Może jutro nie miałbym siły napisać tego wcale. Ale ten tekst istnieje i jest markerem tego dziwnego czasu. Dzięki, że tu jesteście. Od początku lub od dziś. /Stanley

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: