google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

NIE TYLKO „THE ROOM”. Filmy tak złe, że aż wspaniałe (CZĘŚĆ 1)

NIE TYLKO „THE ROOM”. Filmy tak złe, że aż wspaniałe (CZĘŚĆ 1)
Reklamy

Z okazji oficjalnego potwierdzenia narodowej tożsamości Tommy’ego Wiseau postanowiłem przybliżyć Wam kilka kultowych inaczej filmów. Dla fanów najbardziej kulawych produkcji te tytuły są zapewne chlebem powszednim, reszta gawiedzi uważająca rozrywkowe produkcje za paskudne gnioty być może dzięki temu zestawieniu zrewiduje swoje poglądy. Endżoj, że się tak niefortunnie wyrażę.

FATEFUL FINDINGS (2013, reż. Neil Breen). Breen nie przebił się nigdy ze swoją twórczością do powszedniej świadomości nie tylko polskich, ale i zagranicznych widzów i powinniśmy się z tego właściwie cieszyć. Jego filmy, które sam pisze, reżyseruje i gra w nich główne role są wynaturzeniami na przynajmniej kilku poziomach. Sam Breen wygląda dość… ummmm… niepokojąco? A poziom „zdrewnienia” wypowiadania dialogów i wcielania się w postacie jest zdecydowanie wyższą szkołą jazdy. Fabuła? „Film” traktuje o kolesiu, który ma styczność z paranormalnymi zjawiskami, a do tego jest błyskotliwym hakerem. Coś koło tego, ale pewny nie jestem. W zależności od tego czy chcecie się zagłębić w to co tworzy Breen polecam lub radzę trzymać się z daleka od Twisted Pair, Pass Thru, I Am Here… Now i Double Down. Polecam zobaczyć starcie z twórczością tego gościa w wykonaniu PewDiePie w 2017 roku. Stwierdził w nim, że Breen przebija Wiseau, a to nielicha sztuka.

BIRDEMIC: SHOCK AND TERROR (2010, reż. James Nguyen). Hitchcock musiał w grobie niezłego fikoła strzelić dowiadując się o tej filmowej wydzielinie. Nguyen zastosował w swoim opus magnum najbardziej paintowe efekty specjalne w historii, przy których stare Kartony Walaszka pokroju Piseka Leszka to kawał technicznej roboty. Ptakodemia została odebrana przez świat na tyle ciepło (czytajcie mocne 2/10), że niezrażony reżyser pociągnął temat w drugiej części nazwanej dumnie The Resurrection. Ostrzegam, że od seansu mogą wypaść oczy. Albo odbyt. Fabuła w sam raz na obecne czasy: wściekłe, zarażone jakimś szitem ptaszyska atakują Bogu ducha winnych bohaterów. Co tam się dzieje… nie mam pytań.

SAVING CHRISTMAS (2014, reż. Darren Doane). Z założenia miał to być zapewne film przywracający wiarę w święta, tradycje wypaczone przez Kevina czy Griswaldów. Skończyło się na byciu na dnie listy najgorszych filmów według IMDb. Grający w filmie Kirk Cameron, który za dzieciaka był gwiazdką serialu Dzieciaki, kłopoty i my (grał w nim też znany tu i ówdzie Leonardo DiCaprio), żalił się, że film był atakowany przez krytyków-hejterów, a do tego ateistów. Prawda jest jednak inna: to czerstwy film, którego gra aktorska… ummm… oglądaliście rzeczy pokroju Epic Movie, Date Movie, albo Poznaj moich Spartan? TAM JEST GORZEJ.

SAMURAI COP (1991, reż. Amir Shervan). Zdecydowanie jeden z najokrutniejszych dla zmysłów filmów sensacyjnych, który wizualnie jeszcze tkwi dość mocno w latach 80-tych. Aktorstwo, którym raczy nas Mathew Karedas sprawia, że aż człowiek che się pokłonić Stallone’owo, Schwarzeneggerowi czy The Rockowi za niesamowitą ekspresję i mimikę. A jednak daję Wam gwarancję niesamowitej, pokręconej satysfakcji podczas oglądania tego cuda. Walka gliniarzy z gangusami na najwyższym levelu cringeu. Musicie to zobaczyć.

TURECKIE GWIEZDNE WOJNY (1982, reż. Çetin İnanç). To jest potężna abominacja kinematograficzna. Film nosi alternatywny tytuł Człowiek, który ocalił świat, ale oglądanie go pod tym tytułem niczego w Waszym myśleniu o nim nie zmieni. Ba, gdyby ktoś Wam polecił obejrzenie tego pod alternatywnym tytułem moglibyście doznać niezłego mindfucka. Są tam bowiem przebitki z oryginalnego Star Wars, a i zdarzy się, że wybrzmi muzyka z Indiany Jonesa. Dla tropicieli podkradania rzeczy z innych dóbr popkultury rzecz absolutnie wyjątkowa i konieczna do ogarnięcia.

Na tym kończę część pierwszą, zostawiając kilka smakołyków na później. Smacznego!

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: