Reklamy
google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: THE MIDNIGHT GOSPEL | Metafizyczny odlot dla wytrwałych

RECENZJA: THE MIDNIGHT GOSPEL | Metafizyczny odlot dla wytrwałych
Reklamy

Seriale animowane dla dorosłych nie są w popkulturze niczym nowym. Takie kultowe starocie jak Simpsonowie, Family Guy czy South Park przecierały ścieżki dla Ricka i Morty’ego, Bojacka Horsemana, Big Mouth czy rewelacyjnego, choć mniej znanego Final Space. Szczególnie dziejące się w kosmosie produkcje w jakimś stopniu dotykały sacrum i profanum, przy czym filozofowanie nad „istotą rzeczy” często pojawia się w nich mimochodem, albo jest zakamuflowane w metafory, symbolikę dające możliwość dowolnej interpretacji. Scenarzysta Pory na przygodę, Over The Garden Wall czy Niezwykłych przygód Flapjacka, Pendleton Ward, postanowił pójść o krok dalej… I tak powstało fascynujące dziwadło zwące się The Midnight Gospel.

Ward połączył siły ze standuperem Duncanem Trussellem, który w najnowszej animacji stworzonej dla Netflixa, dubbinguje gostka prowadzącego kosmiczny podcast. Za pomocą specjalnego symulatora pod postacią avataru przenosi się na rozmaite wariacje naszej planety lub planet podobnych do naszego układu słonecznego. Na swojej drodze spotyka postacie, z którymi przeprowadza wywiady, a te są niczym innym jak zapisami podcastów. A postacie te nie są przypadkowe, to współcześni myśliciele reprezentujący często bardzo skrajne i odmienne poglądy.

Nie da się tego ogarnąć za pierwszym seansem. Po pierwsze animacja jest mocno psychodeliczna, narkotyczna, ma dość zawrotne tempo i generalnie przypomina serię surrealistycznych sekwencji następujących po sobie pozornie bez większego sensu. Rzecz w tym, że obraz koresponduje z wymianą poglądów między Duncanem/Clancym a gośćmi podcastu, więc jeśli chcecie choć odrobinę pojąć co z czym koresponduje wypada Wam całość obejrzeć minimum trzy razy. Trudno się bowiem skupić nad zalewem słów, ale też i kontekstów bowiem postaci takich jak Drew Pinsky, Anne Lamott, Caitlin Doughty czy Ram Dass nam się po prostu nie przedstawia. Wpadamy w wir rozmów totalnie nań nieprzygotowani, więc opcje z grubsza są dwie: albo Was to zafascynuje i wciągnie po uszy, albo uznacie to za newage’owy bełkot dla poszukiwaczy trzeciego oka, nirwany czy innych metafizycznych wyżyn. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i tego czy jesteście lubicie chłonąć takie treści, czy się od nich odbijacie.

Nie jest to produkcja, która zyska powszechny poklask i fanbase choćby odrobinę zbliżony do maniaków Finna i Jake’a. Za to jarający się zgłębianiem własnego ja, poszukujących duszy, próbujących wyjść z samych siebie będą czuć się jak ryba w wodzie. Dodam, że jednym z rozmówców jest… oskarżony o potrójne, rytualne morderstwo Damien Echols, należący do legendarnego West Memphis Three. HOW FUCKED UP IS THAT? Ten gość miał dostać karę śmierci, obadajcie sobie jego pełną historię w sieci…

Nie wiem jaką ocenę wystawić, jest to rzecz pod bardzo wieloma względami po prostu powalająca, ale i skrajnie konfundująca. Na pewno kiedyś do tego wrócę, tylko w jakim stanie? Czy w ogóle jest sens oglądać ten tytuł bez ówczesnego odurzenia się… Drugs are bad m’kay?

8/10

Reklamy

Stanley

Dodaj komentarz

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: