Reklamy
google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: PROCEDER |Dobry chłopak był i dużo pił

RECENZJA: PROCEDER |Dobry chłopak był i dużo pił
Reklamy

Kwarantanna daje się we znaki aż za bardzo. Otóż, ja wcale nie chciałem oglądać Procederu. Serio, ani trochę. Siedzenie w domu poza odnajdywaniem białych kruków dzieciństwa na strychu czy odkryciem posiadania kota jest idealnym czasem, aby spędzić trochę czasu przed konsolą. I to była ta noc, kiedy już nieco przysypiałem podczas likwidowania kolejnych przeciwników w God of War. Myślę sobie – Proceder na Netflixie to dobry pomysł, aby go odpalić i od razu usnąć. Nie wiadomo dlaczego, film mnie rozbudził, do tego stopnia, że obejrzałem go w całości. Znowu wdepnąłem, gdyż te ponad 2 godziny to ewidentnie nie był najlepszy okres, który spędziłem na kwarantannie….

Powiem szczerze – nie jestem największym fanem rapu na świecie, tym bardziej pochodzącego z naszego podwórka. Wiadomo, mordeczki, szanuje się jakąś Paktofonikę czy Ostrego, ale są to wyjątki. Jednakże, przyznam, nie jest to taki rakotwórczy gatunek muzyczny jakim jest disco polo. I jestem pewny, że Zenka nie dałbym w stanie racjonalnie ocenić, bo mózg by wylał się przez uszy i oblepił całe ciało. Nie dałbym rady, choć pewnie nie byłby to najgorszy polski film jaki widziałem. Osobiście uważam, że to zupełnie niepotrzebna biografia, która nie ma w sobie nic interesującego i przełomowego. I pewnie Czeczot jest nawet spoko. Jednak Proceder, pomimo słabych recenzji mógł okazać się niemałym zaskoczeniem, a zaprezentowane utwory nie sprawiałyby palpitacji serca. Dodatkowo historia Tomasza Chady, którego kres był tragiczny i pełen kontrowersji wydaje się dosyć ciekawym pomysłem na biografię. Sam początek filmu nieco mnie zainteresował, nie mniej jednak po jakiś pół godziny zauważyłem jego ogromne problemy. Byłem ciekaw czy do końca seansu utrzyma ten sam, dosyć niski poziom. Niestety, utrzymuje go i straciłem mnóstwo czasu, aby się o tym dowiedzieć.

Przede wszystkim, Proceder tylko w domyśle jest opowieścią o pasji, muzyce, o dążenie do celu w trudnych, polskich, nieco ubogich warunkach. Dla osoby, która dobrze nie zna postaci Tomasza Chady to przekazana historia nie sprawi, że ziomeczka polubimy. Nawet do końca nie będziemy w stanie stwierdzić, czy typiarz ma talent i dlaczego osiągnął taki sukces. Czasem coś zarapuje, czasem coś ukradnie, a czasem go wesprze sztucznie wkurzający się czy motywujący Antoni Pawlicki. Muzyka jest tłem, kiedy to właśnie ona powinna stać na pierwszym planie. Jest tylko dodatkiem do zaprezentowania rapera jako przestępcy i nieokrzesanego erotomana. Ciągle ładuje się w kłopoty, wkracza na drogę pełną kradzieży, seksu, narkotyków i ciągłych pobytów w więzieniach. I między tymi wszystkimi zdarzeniami ledwo liźnięty jest temat robienia muzyki. Chada wystąpi sobie czasem na jakimś koncerciku, czasem zjarany na maserszmit wbije do studia nagrać płytę, czy sobie nagra podziemny, nielegalny teledysk. Nie czaję bazy zupełnie. Nie rozumiem jego fenomenu, reżyser tak prowadzi jego ścieżkę kariery, że po musimy uwierzyć na słowo, iż chłopak doszedł do wszystkiego sam, pomimo przeciwności losu. Gdzie pierwsze nawijki? Gdzie droga od zera do bohatera, chociaż na minimalnym poziomie strukturalnym ? Gdzie kluczowe elementy filmów biograficzno-muzycznych? Niestety, produkcja ponosi fiasko w tym najważniejszym aspekcie. Sama muzyka w tle to grubo za mało, aby zdefiniować film w tym gatunku.

Zupełnie nie wierzę w to, że jest to historia muzyka, bardziej nieokrzesanego typka z blokowiska. Jednakże pomimo tego, że historia jest fatalnie przedstawiona, to trzeba oddać, że Piotr Witkowski jest prześwietny w tej roli. On jako jedyny gra autentycznie, to dzięki niemu udało mi się seans skończyć, bo faktycznie chłopak ma talent. Bije od niego ogromna naturalność, czego nie można niestety powiedzieć o reszcie obsady. Wspomniany wcześniej Antoni Pawlicki w roli jego przyjaciela i managera – sztuczny do granic możliwości. Agnieszka Więdłocha – anemiczna i do bólu niewiarygodna. Natomiast Małgorzata Kożuchowska bardzo chciałaby być bad girl, dlatego postanowiła wypluwać z siebie jakieś mdłe zdania, które – tak – one też są okropnie sztuczne. Niemalże szkoła czytania dialogów wg. Patyka Vegi. Nieco kumple Chady oraz Jan Frycz wypadli profesjonalnie, jednak giną oni w natłoku „umiejętności” innych kolegów i koleżanek z planu. Już abstrahując od ich motywacji, wybieraniu takich, a nie innych ścieżek to po prostu od strony aktorskiej, poza głównym bohaterem, gwiazdy delikatnie mówiąc nie popisały się.

Nie popisali się również scenarzyści. To oni poszli w totalnie złym kierunku. To przez nich bohaterowie nie mieli za bardzo co zagrać. To oni nadali nieracjonalne zachowanie bohaterów. I przez cały seans zdawałem sobie pytanie, czy stwierdzenie „łobuz kocha najmocniej” mam zapamiętać z tego filmu najbardziej. Niestety, tak to wygląda, Chada nie prezentuje żadnych wartości. Rabuje, dilluje, areszty i więzienia to jego drugi dom, a do tego największym romantykiem to on nie jest. Gdzieś może w głębi serca coś czuł do tych wszystkich dziewczyn, jednak ja zapamiętałem tylko, to jak źle je traktował. W minimalnym stopniu została uwypuklona miłość do matki, jednak też scenarzyści akcentują ten fakt nieco za późno. A talent muzyczny? Tak jak wspominałem, temat został potraktowany jako przypadkowy bit. Całość wlecze się w nieskończoność i jak już jest moment, że film wejdzie na dobre tory, to zaraz znów napotyka kolejne przeszkody. Zmiana tempa i wprowadzeniu kilku bardzo istotnych elementów byłoby wybawieniem.

Proceder to film strasznie nieudany. Nie traktuje Chady jako artysty, czy dobrego freestylera. Twórcy przekazują nam obraz kryminalisty, który nie wiadomo jak osiągnął sukces. Muzyka jest dobra, czuć jej fajny rytm, jednak jest ona bonus trackiem, ledwo słyszalnym. Dla laika ten film tylko utwierdzi w przekonaniu, że ten gatunek muzyczny reprezentują osobnicy gorszego sortu. Gangsterka, patologia, bad boye i ich biedne kochające kobiety. To zły przykład jak stać się dobrze zarabiającym artystą. Nie ma komentarza społecznego, już na początku twórcy nieco się pogubili i nie czują flow. Flow czuje Piotr Witkowski, to zdecydowany plus tego filmu. Dobra robota, ziomeczku, szkoda tylko, że twoje starania są po nic, gdy reszta elementów Procederu zalicza porządny upadek ze stołeczka. I jest to upadek niezmiernie bolesny… Nie tylko dla Chady, ale przede wszystkim dla widza.

Ponton 3/10

Reklamy

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

Dodaj komentarz

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: