google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: W LESIE DZIŚ NIE ZAŚNIE NIKT | Z miłości do krwawej jatki.

RECENZJA: W LESIE DZIŚ NIE ZAŚNIE NIKT | Z miłości do krwawej jatki.
Reklamy

Przeczytałem całkiem sporo komentarzy odnośnie filmu Bartosza M. Kowalskiego, które podkreślały czołobitność względem ejtisowej klasyki kosztem jakiejkolwiek inwencji twórczej. No i z jednej strony trudno się nie zgodzić, bo W lesie nie jest w najmniejszym stopniu rewolucyjne dla gatunku i dla konsumenta slasherów może być do bólu wtórne. Z drugiej strony jednak jest to rzecz zrobiona po naszemu, będąca w stanie niedzielnego widza skłonić do obcowania z czymś dla niego obcym, nowym, odmiennym, z nielichym budżetem, dobrymi efektami specjalnymi i znanymi nazwiskami.

Z tego wstępu możecie wywnioskować, że będę filmu bronić i nie oberwie mu się zbyt mocno. Ci, którym się naprawdę nie podobało, których film wynudził zapewniam, że dalej nie za bardzo mają po co czytać. Bowiem widzę w W lesie… tak zwaną „jedną jaskółkę”, która co prawda wiosny nie czyni, ale pokazuje, że można wejść na właściwą gatunkową ścieżkę, by przetrzeć szlaki kolejnym takim samym zapaleńcom jak Kowalski.

Obcujemy z typowym slasherem obozowym. Jest sobie grupka nastolatków, których rodzice wysłani na przymusowy odwyk od telefonów, laptopów czy innego elektronicznego ustrojstwa. Uzależnionych od Fejsa, You Tube, gier, wirtualnego stylu życia. Bohaterowie są wręcz archetypowi: jest ładna, frywolna cizia, jest zakompleksiony nerd, jest laska ze skomplikowaną przeszłością, głupawy osiłek i „ten spoko ziomek, co się niby nie wyróżnia, ale długo przeżyje”. No i jest też paskudne biegające z siekierą zagrożenie wzorowane na Jasonie z Piątku 13-go, stworów z Drogi bez powrotu czy uroczego osobnika z serii Topór. No i trzeba przyznać, ze wizualnie jest cud, miód i orzeszki, rewelacyjnie to wygląda, bo i nieco ejtisowo tandetnie i jednocześnie widać, że to współczesne i… polskie? Ten nasz swojski sznyt mimo momentami amerykanizowania filmu dalej jest wyczuwalny, z korzyścią dla samego dziełka. Mamy więc efektowne zgony, mamy nastoletni seks i palenie trawki, mamy postacie z jedną cechą charakteru za to wyeksploatowaną na maska (listonosz, policjant, ksiądz, obozowy). Jest to też film po prostu samoświadomy, z odrobiną czarnego humoru, którego na moje oko mogłoby być więcej. No ale wiadomo, że chciano pokazać, że Polacy nie gęsi, na poważnie też slashera upichcić potrafią.

Ktoś, kto z takimi filmami nie miał wcześniej styczności, a dał się złapać „bo polskie”, „bo dziwne”, „bo mówią, że to pierwszy polski horror” (co nie jest prawdą) może się kilkukrotnie wzdrygnąć, zniesmaczyć czy nawet przejąć losami bohaterów (Julek to świetna postać!). A i muzykę film ma intrygującą, niby momentami nie pasującą do klimatu, a jednak wydaje mi się, że bardzo świadomie dobraną. W dobie tego co dzieje się na świecie, wydaje mi się, że warto się oderwać na tę godzinę i czterdzieści minut i zanurzyć w tym przecież stricte rozrywkowym projekcie. Projekcie nie tak odważnym, jak można sobie było wyobrazić, ale też i nie pozbawionym serca do kina gatunkowego. To jest po prostu udane zmierzenie się z konwencją na naszym podwórku. Daję tej próbie 7/10 na zachętę dla kolejnych twórców, wbijajcie na Netflix i obejrzyjcie, bo samo typowanie kto i jak zginie to całkiem niezły fun.

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: