google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

KINO GATUNKOWE | Polskie próby stworzenia horroru.

KINO GATUNKOWE | Polskie próby stworzenia horroru.
Reklamy

Z okazji nadchodzącej premiery W lesie dziś nie zaśnie nikt mamy dla Was przegląd krajowych filmów grozy, których nie jest wiele. Z tego typu kinem gatunkowym polscy twórcy mają zagwozdkę od dekad. Wydawałoby się, że mamy całkiem podatny, folklorystyczny grunt pod ten gatunek, wszelakie krążące od lat legendy, historie, które aż proszą się o przełożenie na język filmu.

Być może pojedyncze próby, które miały miejsce głównie w latach 80-tych zniechęciły polskich filmowców do zabawy z horrorem. Odbiór takich filmów jak Wilczyca czy Medium, ciekawych fabularnie, acz budzących ironiczny uśmieszek względem formy straszenia mógł skutecznie, nomen omen, odstraszyć od dalszych prób najbardziej utalentowanych reżyserów. Tworząc horror łatwo wpaść w pułapkę groteskowości i teatralności, ówczesne produkcje czerpały dość mocno z klasyków kina grozy, oferując mroczną gotycką atmosferę unoszącą się nad polskimi miastami i wsiami. No powiedzcie, czy na naszej ziemi nie mogły by powstać pyszne nawiązujące do naszych pogańskich korzeni dzieła w duchu Czarownicy Eggersa, czy Midsommar Astera. Oj mogłyby, ale twórcom brak odwagi lub pomysłów.

Tym bardziej powinniśmy się cieszyć z nadciągającego do kin slashera, o którym wspominam we wstępie. Nawet jeśli film będzie jedynie ciekawostką, koślawym podejściem do tego typu kina grozy, to wciąż będzie to próba, którą jak podejrzewamy, warto będzie zobaczyć w kinie. Szczególnie, że nie zabraknie znanych twarzy, a dla samej ekranowej ich eliminacji warto uzbroić się w kubełek popcornu i na niecałe dwie godzinki wyłączyć mózg. Charakteryzacja buszującego między drzewami stwora już na etapie przykuwa uwagę swoim poziomem, a sam tytuł i ejtisowa, vhs-owa stylizacja plakatu sugeruje film mocno samoświadomy, opierający się o znane od lat patenty i klisze, ale zrobiony „po naszemu”. Wiecie już więc dlaczego na W lesie dziś nie zaśnie nikt warto iść do kina, a teraz sprawdźmy jakie filmy warto przed jego seansem uważnie obadać. Piszcie, które z tych filmów mieliście okazję obejrzeć i jakie były Wasze odczucia po seansach!

MATKA JOANNA OD ANIOŁÓW (1961, reż. Jerzy Kawalerowicz). Piękne, lubieżne zakonnice i to opętane przez Szatana. Religijne tło jest idealne dla psychologiczne dywagacje, a same kreacje aktorskie pozwalają Lucynie Winnickiej i Mieczysławowi Vojtowi wpiąć się na interpretacyjne wyżyny. Jeden z pierwszych pełnoprawnych polskich horrorów i to jakże udanych.

DIABEŁ (1972, reż. Andrzej Żuławski). Psychologiczny horror kostiumowy twórcy kontrowersyjnych dzieł takich jak Trzecia część nocy, Opętanie czy Szamanka. Tu także nie brakuje religijnego tła, bowiem bohater dokonuje aktów przemocy sugerując się przesłankami od samego… Boga czy Diabła? Przekonajcie się sami, z tego zestawienia jest to zdecydowanie wart polecenia tytuł.

WILCZYCA (1982, reż. Marek Piestrak). Ten film się nawet kontynuacji doczekał. Nie jest to jakaś wielce koszmarna produkcja, jest charakterystyczna dla polskiej grozy erotyka, jest mroczny, gotycki klimat, no i kobieta jest tu przedstawiona jako zafascynowana złem. Próba udana połowicznie i choćby z tego powodu należy ją tu wspomnieć.

MEDIUM (1985, reż. Jacek Koprowicz). Film ten możecie obecnie obejrzeć na Netflixie. O paranormalnych zdarzeniach dziejących się na terenie Sopotu dowiaduje się dwóch stróży prawa – komisarz i aspirant. To zdecydowanie najbardziej udane podejście do filmu grozy, w którym operuje się klasycznymi zabiegami by wywołać strach. Jest napięcie, jest akcja, jest intryga i wiarygodne aktorstwo. Film, który naprawdę warto zobaczyć.

PORA MROKU (2008, reż. Grzegorz Kuczeriszka). Rzecz, która z założenia nawiązywać do serii takich jak Piła czy Hostel. Bohaterowie, którzy wyruszyli na poszukiwania brata swojego przyjaciela, trafiają do opuszczonej fabryki, gdzie zostają uprowadzeni i wykorzystywani do eksperymentów. Rzecz ma mocno głupawy plot twist, rzecz dla lubujących się w naprawdę złych produkcjach.

KOŁYSANKA (2010, reż. Juliusz Machulski). Jaki kraj taka Rodzina Addamsów. Kiedy rodzina Makarewiczów wprowadza się na spokojne mazurskie tereny, „w niewyjaśnionych okolicznościach” zaczynają znikać ludzie. Okej, to bardziej czarna komedia niż horror, ale szanuję za prezentację wampira polskiego, takiego najbardziej swojskiego.

DEMON (2015, reż. Marcin Wrona). Twórca takich dzieł jak Moja krew i Chrzest tym dziełem postawił kropkę nad „i” swojej kariery. Nie da się bowiem ukryć, że o Demonie, było głośno także w kontekście samobójczej śmierci reżysera. Rzecz w klimacie Smarzowskiego, ale podszyta polską demonologią. Jak się okazuje, polskie wesele może być idealnym momentem na materializację się zła… Film trafił też za granicę i zdobył tam uwagę krytyków, którzy umieszczali film Wrony w zestawieniach najlepszych filmów grozy ever.

WILKOŁAK (2018, reż. Adrian Panek). Projekt ambitny i całkiem udany. Dzieci kontra wyrośnięte wilczury i to w czasach poobozowych? Świetnie budowane napięcie, zdjęcia, kolorystyka i taka polska baśniowość. Rzecz raczej dla widzów karmiących się alternatywą spod znaku twórczości Jagody Szelc (Wieża. Jasny dzień, Monument).

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: