google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: CÓŻ ZA PIĘKNY DZIEŃ | Ty druha we mnie masz

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: CÓŻ ZA PIĘKNY DZIEŃ | Ty druha we mnie masz
Reklamy

W ostatnich latach filmy przedstawiające biografie znanych osobowości obierały bardzo określone kierunki. Mieliśmy do czynienia z prostymi hagiografiami (Bohemian Rhapsody), dziełami przedstawiającymi „brzydką, ludzką stronę” sław (The Social Network) czy postmodernistycznymi satyrami (Vice). Wszystkie te konwencje łączy olbrzymia fascynacja jednostką i jej charakterystyką. Reżyseria tych produkcji skupia się na oddaniu jak największej ilości czasu ekranowego aktorom popisującym się naśladownictwem znanych figur, są galeriami charakteryzacji i manieryzmów. oczywiście nie ujmując jakości niektórych z nich. Cóż za piękny dzień przekornie nie interesuje się samym bohaterem, ale raczej jego wpływem na otaczający go świat.

Tacy ludzie jak Fred Rogers (Tom Hanks), tak bardzo odstają od przeciętnej ludzkiej osobowości, że nietrudno nazwać takiego osobnika anomalią. Starszy pan, prowadzący jednocześnie kiczowaty i dojrzały program dla dzieci pod tytułem Mister Rogers’ Neighborhood. Dość nietypowy, ponieważ uczący dobrych manier i zachowań za pomocą pacynek i piosenek, ale dodatkowo oswajający dzieci z nieuniknionymi elementami życia, takimi jak rozwód, śmierć czy negatywne emocje. Jeśli jednak szukacie szczegółowej biografii tego nietypowego człowieka, to polecam jednak film dokumentalny Won’t You Be My Neigbour?, wydany rok przed omawianą produkcją.

Cóż za piękny dzień jest filmem mieszającym ze sobą typowe elementy feel good movies z nietypową perspektywą, przez co pośrednio oddaje ducha programu Rogersa. Historię poznajemy z punktu widzenia dziennikarza Lloyda Vogela, który przez zadanie przeprowadzenia wywiadu z telewizyjnym pedagogiem uświadamia sobie wady swojego charakteru i zaniedbanie relacji z bliskimi. Oczywiście na początku poczciwy staruszek wydaje się naszemu gburowatemu bohaterowi dziwaczną i śmieszną postacią. Jednak absolutny brak cynizmu w charakterze Rogersa jest siłą tak potężną, że protagonista nie jest w stanie pozostać w swojej szaro-burej strefie komfortu.

Dużym atutem filmu Heller jest mocne zrównanie perspektywy głównego bohatera z widzem. Obecnie przyzwyczajeni jesteśmy do oczekiwania najgorszego, do bycia ze smutkiem za pan brat. Tak samo jak postać Rogersa, historia również jest szczera, prosta i bezpośrednia. Nie spotkamy tu żadnych szkieletów w szafie, zwrotów akcji czy ekspozycji hipokryzji bohatera. Tę formę można by nazwać archaiczną, jednak w świecie przesączonym wątpliwościami i dramatem, paradoksalnie naturalną rzeczą jest, że osoby tak czyste i dobre jak Mr.Rogers muszą istnieć, bo wszyscy ich potrzebujemy.

O tym przede wszystkim opowiada Cóż za piękny dzień. Ponownie, to nie opowieść o życiu nietypowego człowieka, a o świetle jednostki rozjaśniającej życia wielu innych. Przekaz fabularny jest bardzo umiejętnie przedstawiony również w formie wizualnej obrazu. Nieco przygaszone obrazy amerykańskich miast w zimie zestawione są kolorowymi makietami czasami zastępującymi tradycyjne panoramy, nawiązując do programu Rogersa. W połączeniu ze skąpym, lecz ciepłym oświetleniem mieszkań świat przedstawiony wywołuje wrażenie ciemnego, śnieżnego grudniowego wieczoru spędzonego w komforcie przytulnego mieszkania z kubkiem kakao w ręku.

Zmieszanie tradycji ze świeżym punktem widzenia oraz miejscami poważnej tematyki z niepokonanym optymizmem Rogersa tworzą film, który działa jak dwugodzinna sesja terapeutyczna. Mniej zainteresowany biograficznymi faktami, a bardziej uniwersalnymi wartościami, obraz Heller wykorzystuje proste skojarzenia by poruszyć i pocieszyć. Chociażby sam Hanks, obsadzony nie po warunkach, a raczej po reputacji „najmilszego faceta w Hollywood”, nie musi popisywać się manieryzmami, by stworzyć jedną z najlepszych kreacji 2019 roku, nagrodzoną nominacją do Oscara. Właśnie, ta jedna nominacja smuci, ponieważ wolałbym, żeby akademia doceniała więcej takich skromnych i przemyślanych filmów, zamiast głośnych, manipulacyjnych biografii. Polecam wszystkim odwiedzić sąsiedztwo pana Rogersa i wyjść z seansu łagodniejszymi.

Earn: 8/10

trojanowsky

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: