google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: 365 DNI |Głębokie, romantyczne gardło i wytryski pseudoerotyczego kina

RECENZJA: 365 DNI |Głębokie, romantyczne gardło i wytryski pseudoerotyczego kina
Reklamy

Są chwile w moim życiu, że jest mi naprawdę wstyd. Zanim poszedłem na 365 dni, myślałem, że największą ujmą było kupowanie biletu na filmy Patryka Vegi, czy polskie, czerstwe komedie. To było nic! Doprawdy, było mi naprawdę wstyd, kiedy z Earnem poszliśmy na nowy film Pani Barbary Białowąs. Obsługa kina mogła pomyśleć, że chcemy zobaczyć tę produkcję, bo sądzimy, iż może to być fascynujący obraz. A my zrobiliśmy to tylko z recenzenckiego obowiązku. I chwalę sobie fakt, że moja dziewczyna nie chciała na to iść, ewidentnie ma więcej oleju w głowie niż ja. Ja oczywiście miałem świadomość na co idę, ale to co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. I jeśli pary idą na ten film razem, powiedzmy w ramach walentynek i wychodzą z seansu zadowolone to nie mam pytań. To produkt szkodliwy, niezręczny i jeden z najgorszych jakie w życiu widziałem.

Dla nieświadomych, 365 dni jest ekranizacją głośnej książki Blanki Lipińskiej, która poprzez kartki papieru opisuje swoje fantazje erotyczne. I teraz rodzi się w mojej głowie pytanie – czy ja chcę je oglądać na dużym ekranie? Jednak myślę sobie, niech będzie, był Grey, może być i jego polska wersja. Może zobaczę dobry film erotyczny z naszego podwórka, bo i na taki gatunek jest miejsce w naszych kinach. Moje jakiekolwiek nadzieje zostały rozwiane, gdy okazało się, kto zajmie miejsce na stołku reżysera. Niebo się rozstąpiło, umarli powstali, aby jeszcze raz umrzeć. Na scenie, na białym koniu wbiła Barbara Białowąs, która stworzyła koszmarny film Big Love. Toż to nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło. I nie wyniknęło, 365 dni to jeszcze bardziej tandetny twór i w porównaniu do poprzednika z kinem erotycznym niewiele ma wspólnego. Bliżej mu do mokrych snów Harveya Weinsteina, a amatorskie filmy porno są lepiej nakręcone i bardziej wiarygodne niż ta produkcja.

A historia w 365 dni jest doprawdy niesamowita. Poznajemy dwójkę głównych bohaterów. Laura – jest piękna i zmysłowa, niczego jej w życiu nie brakuje, poza jednym – zainteresowania ze strony swojego chłopaka i namiętności. Oj i niedługo dużo się zmieni! Spotka na swojej drodze tajemniczego Massimo, który okaże się szefem sycylijskiej mafii. Trzeba przyznać, że dosyć przystojnym i z ogromnym pierwiastkiem romantyzmu. Musicie wiedzieć, że w tym filmie „romantyzm” czy „miłość” pokazuje zupełnie inne oblicze – niewygodne, brutalne, złe i toksyczne. I to widać już od samego początku, bowiem nasz amant porywa niewiastę i daje jej 365 dni na pokochanie go. Niezwykle urokliwy facet! Dżentelmen jakich mało, twierdzi, że nie tknie jej palcem i jeśli w ciągu tego nie zaiskrzy między nimi to puści ją wolno. Szkoda, że na jego dobrych chęciach się kończy. Nie przeszkadza mu co i rusz trzymać wybranki za gardło i jej grozić, wsadzać rękę do majtek czy radośnie gwałcić gardła swoim penisem przypadkowym kobietom. Serio, facet do rany przyłóż. I jak to oglądałem, to nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Serio, idealizowanie porwań, molestowań i gwałtów? Jedna z pierwszych sekwencji obrazuje nam jak w montażu równoległym widzimy jak Massimo w barbarzyński sposób uprawia „miłość oralną” w samolocie, a Laura odkrywa możliwości wibratora. W tle natomiast leci przyjemna muzyka, która swoim wydźwiękiem mówi nam, że to jest najnormalniejsza rzecz na świecie. Nie, to jest po prostu obrzydliwe. Powiem jeszcze raz – romantyzowanie gwałtów, przemocy czy molestowania jest po prostu szkodliwe.

W jaki sposób w ogóle mam uwierzyć w tę całą historię? Typiarza lubić się nie da, po prostu nie da. Sam twierdzi, że nic bez jej zgody nie zrobi, po czym i tak to robi. Ona ma się w nim zakochać na podstawie tego jak się zachowuje? Ma uczyć go wrażliwości i ogłady? Nic tutaj nie ma sensu. Więcej logiki mają pornole z popularnych serwisów, gdy dostawca pizzy nagle w niespodziance serwuje orgazm, zamiast jedzenia. W to jestem w stanie uwierzyć, a nie w to, że dziewczyna zakocha się w takim troglodycie. A jeśli już to robi, to co nią kieruje? Pieniądze, władza, dorodne przyrodzenie? Takie wnioski można wysnuć z tego filmu. Tutaj nie ma pozytywnych postaci, a obraz Polek i Polaków jest wyciągnięty z najgorszych przykładów naszego kraju. Wszyscy jesteśmy tępi, liczy się tylko hajs, pozycja i zaspokojenie seksualnych pragnień.

Brzmię jakbym znalazł się na filmie bez świadomości gatunku, na jaki idę? Odłóżmy więc na bok cały słabiutki scenariusz i skupmy się na innym elemencie. Otóż, kino erotyczne z definicji powinno mieć zmysłowe, dobrze nakręcone sceny intymne. I w tym najważniejszym aspekcie, 356 również poniosło fiasko. Nie mówiąc już o tym, że przez większość filmu doświadczamy paskudnego, głębokiego gardła, to gdy już dochodzi do obopólnego kontaktu fizycznego to jest to wykonane strasznie paskudnie. Nie ma w tym ani uczucia, ani seksualnego napięcia, ani zmysłowości, tylko zbiór nieudolnych scen, gdzie widzimy na zmianę tyłek/piersi – nowa pozycja – nowe miejsce i tak w kółko. Zapomnijcie, że w filmie +18 będzie wam dane zobaczyć coś więcej. Już więcej pokazują inne polskie filmy, które erotykami nie są.

Nie wierzę w nic w tym filmie. Ani w relacje bohaterów, ani w ich przemianę. Nie wierzę w ich sceny erotyczne, więcej w nich bólu niż przyjemności. Nie wierzę też w angielski naszych postaci. Nie wierze również, że można zrobić tak okropny obraz. Aktorstwo naszych debiutantów to jakiś żart, a zdjęcia i montaż będą mi się śniły po nocach. Jak to możliwe, żeby każdy element tej produkcji był taki zły? Zaczynając od kontekstu moralnego, zahaczając o scenariusz, kończąc na oprawie audiowizualnej. Nie róbmy takich filmów, nie pokazujmy się z takiej, obmierzłej strony. To totalna degrengolada, niesmaczny twór, który należałoby zakopać głęboko pod ziemią. Blanka Lipińska niech zostawi swoje fantazje dla siebie, a Barbara Białowąs po proso niech przestanie udawać, że potrafi robić filmy. Obie panie to główne antagonistki polskiego kina i literatury. Po 365 dni zacząłem bardziej lubić Greya, bo chociaż nie jest tak toksyczny, tam przynajmniej jest pisemne przyzwolenie na pewne ekscesy. Tutaj jesteśmy świadkami jak Polska daje przyzwolenie na seksualne zbrodnie i uprzedmiotowienie kobiet przez tępych facetów. Jeśli szukacie dobrego erotyka to warto wrócić do Emmanuelle, albo po prostu wykupić premium na pornhubie. Przynajmniej będzie to ładnie wyglądać. W 365 dni ładnie wyglądają tylko napisy końcowe. Po nich tylko zostaje relaks przy piwku i nadzieja, że zapomni się szybko to, co się zobaczyło.

Ponton 1/10

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

One thought on “RECENZJA: 365 DNI |Głębokie, romantyczne gardło i wytryski pseudoerotyczego kina

  1. Obejrzałam ten film właśnie po to by dac upust mojej ironii i poczuć głupia satysfakcje z tego, że należe jednak do procenta osób, które jeszcze maja w sobie nutke przyzwoitości, czystego sarkazmu. Siedziałam z lampka wina, śmiejąc się głośno podczas żenujących scen przesuwając strzałeczkę na klawiaturze lapotopa by pominąć mi.n sceny na m/y. Gdybym miała wybierac to Gray wygrywa. Oczywiście tylko 1 część bo reszta robiona dla kasy. Massimo jest przystojnym mężczyzną ale te zachowania żenujące… jeden motyw mi sie podobał – mógłby mnie porwać ale nie taki Massimo lecz Gray. Szanujmy się chociaż trochę. Seks ma potężną władzę, a pożądanie rządzi wieloma relacjami ale ludzie ! Nigdy więcej tej „pisarki” i nigdy więcej zadufanej w sobie AM Siekluckiej.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: