Reklamy

NIE TYLKO „NOSFERATU” | Klasyka niemego kina grozy

NIE TYLKO „NOSFERATU” | Klasyka niemego kina grozy

Wprowadzenie do powszechnego kinowego obiegu czarno-białej wersji oscarowego Parsite skłoniło mnie do rozmyślań nad tym jak odbieramy ekranową grozę i przemoc. Parasite horrorem oczywiście nie jest, ale niektóre sceny skąpane w kolorystycznym mroku muszą mieć zdecydowanie mocniejszy wydźwięk, tak to sobie przynajmniej wyobrażam. Z tej okazji dnia dzisiejszego stworzyłem Wam omówienie kilku niemych, przerażających, czarno-białych obrazów. Zanim bowiem przejdziemy do omówienia współczesnych filmów czarno-białych, należy się wpis żelaznej klasyce. Zapraszam do czytania!

L’INFERNO (1911, reż. Francesco Bertolini, Adolfo Padovan, Giuseppe de Liguoro). Brytyjsko-włoska adaptacja Boskiej komedii Dantego, w której pozwiedzamy sobie przez ponad godzinkę piekło. Wizualnie jak na tamte czasy rzecz zapierająca dech w piersiach. Rzecz mająca grubo ponad 100 lat, będąca właściwie mieszanką różnych filmowych gatunków, ale bez piekielnego straszenia się nie obeszło.

GABINET DOKTORA CALIGARI (Das Cabinet des Dr. Caligari, 1920, reż. Robert Weine). W pewnym sennym niemieckim miasteczku dochodzi do serii tajemniczych morderstw, które mogą mieć coś wspólnego z pojawieniem się w nim wędrownego hipnotyzera i jego medium cierpiącego na somnambulizm (czyli właściwie bycie lunatykiem wykonującym czynności życiowe zupełnie nieświadomie). Jeden z bohaterów filmu zaczyna podejrzewać hipnotyzera o przestępstwa, co ostatecznie zaprowadza go do szpitala psychiatrycznego. Yup, takie fabuły powstawały już blisko 100 lat temu. Grozę potęguje tutaj ekspresjonistyczna scenografia, charakteryzacja postaci, sprawia to wrażenie obcowania z czymś bardzo artystycznym, straszy w ten najbardziej pierwotny sposób. Zawsze wyobrażam sobie reakcje widzów na tego typu produkcje w czasach, w których kino jeszcze raczkowało, musiało im to ryć czerepy nieprzeciętnie i spędzać sen z powiek na długi, długi czas.

DOKTOR JEKYLL I PAN HYDE (Dr. Jekyll and Mr. Hyde, 1920, reż John S. Robertson). Znamy doskonale tę historię. Mówi się o ludziach, którzy mają skrajną naturę, że mają w sobie zarówno doktora Jekylla’ jak i pana Hyde’a. To bodajże pierwsza filmowa adaptacja prozy Louisa Stevenson, w podwójnej roli w tym filmie prezentował się John Barrymore, dziadek Drew Barrymore. Co ciekawe na tle kolejnych wariacji na tle J&H to dzieło wypada bardzo dobrze, jest wręcz w czołówce najlepszych adaptacji tej opowieści.

GOLEM (Der Golem, wie er in die Welt kam, 1920, reż Paul Wegener / Carl Boese). Już w zamierzchłych czasach pisarze, bajarze, twórcy sztuki wszelakiej wiedzieli, że zabawa w Boga przez człowieka skończy się dla niego nielichą katastrofą. Tak było we Frankenstieinie, tak jest i w Golemie, który przejawia mściwe zamiary wobec swojego stwórcy.

FURMAN ŚMIERCI (Körkarlen, 1921, reż. Victor Sjöström). Odwiedziliśmy już Niemcy, teraz zajrzyjmy do Szwecji, która w ekranowym straszeniu wcale być gorsza nie chciała. Rok po Gabinecie świat musiał zmierzyć się z opowieścią z legendą tytułowego furmana. Film powstał na podstawie powieści Niewidzialny woźnica autorstwa Selmy Lagerlöf. Co ciekawe akcja filmu dzieje się w Sylwestra, a opowieść snuje sobie niejaki David Holm grany przez samego reżysera. Według legendy osoba, która ostatnia umrze przed końcem nowego roku stanie się po śmierci „zbieraczem dusz” przez kolejny rok. Co najważniejsze osoba, która przejmie rolę furmana musi być niezłym grzesznikiem. A że David jest alkusem i ginie podczas sprzeczki z innymi alkusami to ta nieprzyjemna fucha przypadnie właśnie jemu. Ale to moi drodzy nie jest bynajmniej koniec całej historii…

CZAROWNICE (Häxan, 1922, reż. Benjamin Christensen). Ten film to jest dopiero kopalnia podań, legendy, wierzeń i wszystkiego czym mógłby się podjarać domorosły wyznawca Rogatego. Film dzieli się na siedem segmentów, jest na poły dokumentalny, na poły fabularyzowany i opowiada o rytuałach jakich dokonywały czarownice w średniowieczu. O ich konszachtach z Diabłem, ale też o… psychologicznym podłożu jakie leży w ciągotkach do tego typu praktyk. Polemika na temat tego czy czary to coś wrodzonego, nadnaturalnego, czy jedynie wymyślonego przez chory umysł jest tutaj równie przerażająca co wciągająca. Co ciekawe ogoniasty i rogaty stwór z tego filmu ozdobił okładkę albumu Chimera niesławnych blackmetaowców z kultowej grupy Mayhem.

NOSFERATU – SYMFONIA GROZY (Nosferatu, eine Symphonie des Grauens, 1922, reż. F.W. Murnau). To jeden z tych filmów, które było mi dane omawiać na studiach. Klasyczny wizerunek wampira, nie mający w sobie tej współczesnej fizycznej atrakcyjności. Przerażający, skrzywiony, skrzywdzony i niebezpieczny. W 1979 powstał Nosferatu wampir z Klausem Kinskim, będący świetnym remakiem tegoż dzieła, natomiast wariacją na temat oryginalnego filmu jest Cień wampira z Willemem Dafoe wcielającym się w Maxa Schrecka.

UPIÓR W OPERZE (The Phantom of the Opera, 1925, Rupert Julian). Kanoniczy jest ten upiór i jego wygląd. Lon Cheney świetnie zagrał zniekształconego stwora kryjącego się w czeluściach opery. Żadne rimejki tego nie są w stanie przebić, to jest mistrzostwo charakteryzacji. Tragizm samej postaci równie przerażający co ujmujący, nie da się ukryć, że w tych starych filmach kina grozy była nutka romantyczności i tragizmu stojącego za losami bohaterów.

Reklamy

Stanley

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: