google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

OSCARY 2020. Nudnawa gala, przełomowe zwycięstwa i brodaty Slim Shady.

OSCARY 2020. Nudnawa gala, przełomowe zwycięstwa i brodaty Slim Shady.
Reklamy
Ekipa zwycięskiego Parasite

Czy było warto zarwać nockę dla tych kilku godzin śledzenia tegorocznej gali oscarowej? Jeden rabin powie tak, inny rabin powie nie. W naszej redakcji nie obyło się bez grupowego komentowania najbardziej prestiżowego, jak to się lubi złośliwie określać, targowiska próżności. Które podobnie jak w zeszłym roku stało pod znakiem raczej średnio angażującej części rozrywkowej, za to obfitowało w zaskakujące i co najważniejsze wiele osób satysfakcjonujące wybory. Nie było mi dane śledzić relacji ze studia Canal+, tak więc nie odniosę się do poziomu merytorycznego prowadzących, choć jak zawsze nie zabrakło głosów, na temat silenia się na elitaryzm i posiadania jedynej słusznej wiedzy filmowej. Tak więc ominął mnie ten cały komentarz nadający gali jedyny słuszny, bądź niesłuszny kierunek.

Eminem

STARZY WYJADACZE I MŁODZI GNIEWNI

Na scenie meldowali się po kolei artyści, którzy zapowiadali poszczególne kategorie i co tu dużo mówić, ich wystąpienia raczej nie obfitowały w rozkładające na łopatki żarty, czy w sytuacje, które tak jak za czasów prowadzenia gali przez chociażbym Ellen Degeneres odbijały się szerokim echem w internetowej przestrzeni publicznej. W tegorocznej gali zabrakło kontaktu z widzem, od kilku lat na Oscarach panuje skrótowość, pośpiech i jedynie kilka stałych elementów, takich jak wykonywanie nominowanych piosenek, czy sztandarowy memoriał wypadły po prostu dobrze. W sieci za bodajże najważniejszy moment gali niedotyczący rozdawania samych nagród uznano… występ Eminema. Liczący sobie obecnie 47 wiosen raper rozbujał niemal wszystkich zgromadzonych w Dolby Therter, nie ujmując chyba jedynie Martina Scorsese, który przyglądał mu się jakby był postacią z filmu Marvela. Slim Shady nie miał możliwości zaśpiewania Lose Yourself w roku, w którym utwór było nominowany. Zagrał go więc z należną mu werwą… 17 lat później!

Billie Eilish

Natomiast podczas stonowanego memoriału na scenie pojawiła się idolka nastolatek – Billie Eilish by wykonać bardzo zwyczajną, nieudziwnioną wersję Yesterday. W tym momencie muszę się na chwilę zatrzymać, bowiem sporo osób na fanpage Filmów z niekłamanym zdziwieniem dopytywało się kim u licha jest Billie. Otóż Billie jest całkiem niedawno debiutującą wokalistką, która za swój debiutancki krążek zgarnęła 5 nagród Grammy. Zawsze mam drobny problem z takimi komentarzami, bowiem, co oczywiste, nikt nie jest zobligowany do znania wszystkich artystów z każdego gatunku muzycznego, jednak uniknięcie „wpadnięcia” ja jej twórczość czy to w komentarzach w sieci, czy w rozmaitych artykułach lub w telewizji wydaje się sztuką samą w sobie. Co innego komentarze typu „nie lubię, nie sprawdzę, gwiazdeczka-celebrytka”. Zapewniam Was, że unikanie rozmów typu „nie znam się to się wypowiem” gwarantuje spokój na długie miesiące, sam musiałem dość do takiego wniosku i po prostu sprawdzić co artystka ma do zaproponowania i na mój gust okazało się to całkiem dobre. Tak więc na tegorocznych Oscarach mieliśmy zderzenie legendy jaką jest Eminem i bardzo obiecującej wokalistki jaką jest Eilish. Życzę by piosenka do nowego Bonda, jaką zaśpiewa była jak najbardziej udana.

Joaqin Phoenix i Olivia Colman

NAPRAWIANIE BŁĘDÓW I POWIEW ŚWIEŻOŚCI

W tym roku Akademia, przynajmniej w moich oczach zrekompensowała się przyznając statuetki takim wyjadaczom jak Brad Pitt, Roger Deakins (zdjęcia za 1917) czy Laura Dern. Od dawien dawna na taką nagrodę zasługiwał też absolutny filmowy kameleon – Joaquin Phoenix, który swoim płomiennym przemówieniem ostrzegał przed nieekologicznym trybem życia i wspomniał o swoim ukochanym, nieżyjącym bracie Rivierze. Nagrodą pocieszenia za niewybaczalne pominięcie była statuetka dla ekipy od utworu z filmu Rocketman, którą to piosenkę zaprezentował jak zawsze stylowy Elton John. Reszta gali stała pod znakiem albo nieco uwierających rozczarowań, albo zaskakujących i pozwalających z nadzieją patrzeć w przyszłość wyborów Akademii.

Taika Waititi

Osobiście zamiast Renée Zellweger wolałbym na scenie zobaczyć Scarlett Johansson, nominowaną w tym roku dwukrotnie. Jednakże zarówno Laura Dern jak i Bridget Jones były absolutnymi pewniakami, więc maybe next year Czarna Wdowo, maybe next year! Dość oczywistym, choć przecież nie uwierającym mocno w tyłek był wybór Toy Story 4 na najlepszą animację, choć celowałem w Klausa. Co do kategorii technicznych oraz artystycznych to ten rok był dość równy, bo i Małe kobietki i Gorący temat zdobyły po statuetce, a i stojącemu niby gdzieś na uboczu stawki Le Mans ’66 wpadły dwie nagrody. Twórcom 1917 musiało być dość przykro, bowiem ich wielkie dzieło jednak w najważniejszych kategoriach zostało pominięte. Jednak największym przegranym było Martin Scorsese, bowiem jego Irlandczyk nominowany w dziesięciu kategoriach nie został wyróżniony ani razu.

Hildur Guðnadóttir

Doceniono za to kino niezależne, szalone, formalnie odważne i mam tu na myśli moich ulubieńców. Taika Waititi odebrał nagrodę za najlepszy scenariusz adaptowany, a Joon-ho Bong zgarnął za swojego Parasite aż cztery Oscary: za najlepszy scenariusz oryginalny, najlepszy film nieanglojęzyczny, najlepszą reżyserię oraz najlepszy film roku! Naprawdę jestem zdegustowany komentarzami pokroju „co to za chińskie gówno” i tym podobne, ludzie myślcie wy czasem co piszecie, nawet jeśli film Wam do gustu nie przypadł to zdecydowanie wypada mieć w głowie więcej oleju i choć ująć w kilku zdaniach dlaczego na przykład bardziej zmiażdżył Was nowy Tarantino lub Mendes. Ja się cieszę, że padł taki wybór, bowiem to pierwsze zwycięstwo filmu nieanglojęzycznego w tej kategorii co już samo w sobie pisze nam kawał historii. Podobnym przypadkiem jest też zwycięstwo Hildur Guðnadóttir, która jest pierwszą kobietą odbierającą statuetkę za najlepszą muzykę filmową. A że jest to artystka niezależna, która współpracowała chociażby z bogami drone’ów – grupą Sunn O))), awangardowymi dziwakami z Throbbing Gristle czy alternatywnym Animal Collective to jej wygrana cieszy jeszcze bardziej. To co? W przyszłym roku może jakaś Grimes, czy na przekór wszystkim Billie Eilish?

Laura Dern

No właśnie, przyszły rok. Już teraz oglądamy się na takie tytuły jak Diuna od Denisa Villeneuve, West Side Story od Spielberga, Tenet od Nolana czy Mank od Finchera. Jest jeszcze tylu świetnych twórców do nagrodzenia, tyle oscarowych granic do przełamania. Liczę, że Parasite z buta otworzy drzwi kolejnym „egzotycznym” produkcjom. Liczę też na powrót jednego konkretnego hosta, coby się człowiekowi podczas następnej gali znowu oko nie przymykało. I to tyle ode mnie na dziś, piszcie jak Wam się gala podobała, kogo byście nagrodzili. Sprawdźcie też jakie były nasze typy na kilka godzin przed galą!

REDAKCYJNA OBSTAWKA: Oscary 2020

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: