Reklamy

RECENZJA: PTAKI NOCY(I FANTASTYCZNA EMANCYPACJA PEWNEJ HARLEY QUINN) | Girl Power ( i kolejny upadek DC)

RECENZJA: PTAKI NOCY(I FANTASTYCZNA EMANCYPACJA PEWNEJ HARLEY QUINN) | Girl Power ( i kolejny upadek DC)

DC na dużym czy małym ekranie w ostatnim czasie prezentowało się całkiem nieźle. Świetnie bawiłem się na Wonder Women, Aquamanie i Shazamie!. Seriale takie jak Doom Patrol czy Swamp Thing zostały również dosyć ciepło przyjęte, a najnowszy produkt platformy DC Universe – animowana Harley Quinn to już totalny rarytas, ocena na metacriticu to – 82/100. Już zaczynałem zapominać o potworkach typu Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości, Liga Sprawiedliwości czy Legion samobójców. Harley Quinn stara się też o tym zapomnieć i dostaje swój solowy film, w którym pragnie oderwać się od postaci swojego psychopatycznego ukochanego Pana J. Sztuką jest zrobić pełnowartościowy film, którego głównym bohaterem jest czarny charakter. Czy ta sztuka się udała? Otóż, nie bardzo…

Ptaki nocy ( i ten strasznie długi podtytuł, którego nie będę w kółko powtarzał) mówi nam już od samego początku czego możemy się spodziewać. Będzie wybuchowo, szybko, absurdalnie i bardzo Girl Power. Harley Quinn ma dość. Ma dość przede wszystkim tego, że jest nietykalna. I to nie dlatego, że potrafi efektownie rozłupać czaszkę kolorowym młotkiem, a dlatego, że każdy boi się Jokera. Wpada na genialny, pijacki pomysł. W efektowny sposób przekazuje światu, że rozstała się ze swoim partnerem. I od tej pory ma na głowie całą rzeszę bandytów i typów spod ciemnej gwiazdy. Jednak jest silną, niezależną kobietą, która potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Przynajmniej tak się jej wydaje, ale na szczęście z pomocą przyjdą jej inne przedstawicielki płci pięknej, które razem będą prać złych mężczyzn. Ci z kolei, tak jakby nie do końca chcą je krzywdzić. Dżentelmeni, można by rzec. Kiedy Harley walczy z paroma typami, to elegancko ustawiają się w kolejce. Najpierw jeden dostanie łomot, potem drugi, a na końcu trzeci. Wszyscy oni mają chyba jakiś pakt między sobą, aby nie atakować jednocześnie. Ewidentnie nie chcą zwiększyć swoich szans na zwycięstwo. Serio, to jest po prostu głupie.

Przyznam, sekwencje walk są wykonane porządnie. Harley skacze, czasem wejdzie w spowolniony tryb, rzucając przedmiotami czy robiąc gwiazdy i inne fikołki, a kamera fajnie pracuje. Jednak przez to, że przeciwnicy reprezentują umiejętności na poziomie pierwszopoziomowego szczura z RPGów to zupełnie w to nie wierzę. To można było tak dobrze wykorzystać. Walki z paroma bandziorami na raz, których ataki odpiera nasza antybohaterka to gotowy materiał na epickie sekwencje. Filmy takie jak John Wick czy Atomic Blonde umiały to perfekcyjnie przedstawić, a tutaj zauważalne są karygodne błędy. Wygląda to tak jakby producenci nie mieli pieniędzy na wykwalifikowanych kaskaderów. Mamy wrażenie, że wszystko jest asekuracyjne, i nawet świadomość komiksowej otoczki nie daje prawa do popełniania aż takich debilizmów przez bohaterów.

Jednak te techniczne wtopy można jeszcze ewentualnie wybaczyć i przy reszcie innych wpadek potrafią cieszyć oko. Oko cieszy również Margot Robbie, która w tej roli jest całkiem niezła. Bawi się tą kreacją, robi smutne oczka, by za chwilę z impetem wpaść w szaleńczy szał. Szkoda tylko, że scenarzyści zupełnie nie mają na nią pomysłu. Jej poczynania i główna nić fabularna po prostu nie istnieje. Twórcy chcą z niej zrobić nieco damskiego Deadpoola, wprowadzając wiele humorystycznych wstawek i pewną dozę brutalności. Łamanie czwartej ściany i Harley w roli narratora są zgrabnym elementami tylko na początku. Opowiadanie historii to totalny chaos. Linie czasowe mieszają się ze sobą, a komentarze głównej bohaterki stają się zbyt powtarzalne i wytrącają nas z rytmu. Jeden zabieg, powtarzany w kółko w końcu staje się po prostu nudny i niestrawny. Wszystkie te kombinacje są naprawdę zbędne, wnoszą tylko bałagan, którego nie da się posprzątać. Bardzo chciałbym wam przekazać jakieś szczegóły fabuły, ale jest to doprawdy trudne zadanie. Istotne jest jedno – jest Harley, jej przypadkowe pomocniczki, jakiś tam diament połknięty przez dziewczynkę oraz główny zły: Roman Sinois i jego prawa ręka Zsasz.

Z całego tego wachlarza postaci, poza główną bohaterką wart uwagi jest tylko Roman, w którego brawurowo wciela się Ewan McGregor. Jest przekonujący w swojej roli, widać, że miał fun na planie. Tylko co z tego? Tam gdzie widzę jakiekolwiek plusy, to są one bezczelnie zakrywane przez inne, tragiczne elementy filmu. Ciąg przyczynowo-skutkowy to iluzja, nie wiadomo czemu większość bohaterów się spotyka i robi to, co robi. Dlaczego nagle pani policjant zostaje zwolniona ze służby? Dlaczego wszyscy wiedzą, gdzie bunkrują się postaci i w tym samym czasie tam się pojawiają? Czemu gość, który chce załatwić Harley wrzuca jej granat do pokoju i potem magicznie znika? I dlaczego, ja się grzecznie pytam – Harley nie zrobi czegoś naprawdę makabrycznego, aby zwiększyć swoje szanse na przetrwanie? To naprawdę tragicznie napisany scenariusz. Większość punktów filmu to preteksty, aby na ekranie były wybuchy, pościgi i mordobicia. Postaciom się nie kibicuje, szczególnie, że prawie wszyscy są drętwi i nieciekawi. Tak jak w Legionie Samobójców origin story kulało, tutaj jest podobnie. Obrywa się każdej bohaterce, które dążą do stworzenia gangu ex-dziewczyny Jokera. I w to już zupełnie nie wierzę, że owe kobiety tak łatwo zaczynają ze sobą współpracować.

Ptaki Nocy to strasznie nieudany film. Dostał wysoką kategorię wiekową, więc można to było odpowiednio wykorzystać. Pomimo tego, że Harley często łamie kości przeciwnikom, to jest to całkiem nieźle ukryte. Jest mało krwawo, scen erotycznych nie uświadczycie, a jednym wyznacznikiem „R” są chyba tylko przekleństwa. Faktycznie, niecenzuralne wyrazy latają na prawo i lewo. Tak jak pisałem na początku – trudno zrobić udany film z antagonistka w roli głównej. To po prostu nie działa, szczególnie w tym filmie. Skala zagrożenia jest znikoma, a jakiekolwiek motywacje Harley mijają się z celem. Kryminalistka zrobiłaby masę innych, brutalnych rzeczy niż to co robi w tym filmie. Policjantów traktuje z troską, a tylko bandziorów zabija z zimną krwią. Reżyserka wprowadza bardzo dużo emancypacji, więc przystępując do seansu musicie mieć świadomość, że każdy kto posiada penisa jest albo zły, albo nieporadny. Są momenty, kiedy komentarz społeczny mógł zostać dobrze wykorzystany, jednak poprzez ogólny wydźwięk filmu, ta generalizacja jest zbędna. Pomimo tego, że twórcy chcą się odciąć od postaci Jokera i roli Jareda Leto w Legionie samobójców, to śmieszek wspominany jest za często. Niby go nienawidzą, ale jednak tęsknią. Harley ewidentnie nie może o nim zapomnieć. Nie jest w stanie udźwignąć sama filmu i przydałaby się jej jakaś pomocna dłoń. Niestety, pomoc nie przychodzi znikąd, ani od innych bohaterów, ani od scenarzystów. Najwyższa pora zejść z filmowej sceny i teleportować się do świata animacji.

Ponton 3/10

Reklamy

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

One thought on “RECENZJA: PTAKI NOCY(I FANTASTYCZNA EMANCYPACJA PEWNEJ HARLEY QUINN) | Girl Power ( i kolejny upadek DC)

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: