google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: JOJO RABBIT | Kiepski czas na bycie nazistą

RECENZJA: JOJO RABBIT | Kiepski czas na bycie nazistą
Reklamy

Robienie komedii o holokauście to bardzo ryzykowny biznes. Wielu ludzi uważa, że z pewnych rzeczy nie powinno się śmiać, bo to oznacza brak szacunku do ludzkiego cierpienia. Taika Waititi rozumie jednak, że jeśli odpowiednio wykonane, tego typu podejście nie wiąże się z zabawą czyimś kosztem, ale stanowi swego rodzaju terapię traumy.

Pamiętacie wszyscy Thor: Ragnarok? Ten prześmieszny i kolorowy film pełen kreatywnych żartów i improwizowanych scen? Tą przyjaźń pomiędzy Thorem, Walkirią, Lokim i Hulkiem? Fajniusia komedia, co nie? Otóż pod przykrywką kreatywnego eskapizmu i absurdu to prawdopodobnie najsmutniejszy film Marvela. Lawina żartów i rozrywek przysłoniła w nim ludobójstwo Asgardian, zniszczenie ich domu, śmierć Odyna i zmuszenie Thora do zamordowania własnej siostry. Większość widzów nie odczuła tego w ten sposób, ponieważ Taika zaznaczył, że jeśli przechodzicie takie sytuacje w otoczeniu przyjaciół, to wszystko będzie dobrze.

Na podobnej zasadzie działa nowy, prestiżowy film nowozelandzkiego reżysera. Jojo Rabbit to, jak mówi sam twórca „satyra przeciwko nienawiści”. Tytułowy Jojo to dziesięcioletni członek Hitler Jungend i największy fan Fuhrera. Co prawda, akcja toczy się w 1945 roku, kiedy trzecia rzesza chyli się ku upadkowi, ale machina propagandy utrzymuje obywateli w błogiej ignorancji. Dlatego też mały Jojo nie marzy o niczym innym, jak o wysłaniu na front by szerzyć dominację rasy panów i pozbyć się żydowskich krwiopijców. Niestety, nasz mały faszysta nie jest tak twardy jak mu się wydaje, i po wypadku z granatem ręcznym podczas obozu szkoleniowego zostaje wysłany do domu. Upadła duma drobnego Ubermenscha nie jest jednak jego największym problemem, ponieważ odkrywa, że jego matka udziela schronienia nastoletniej żydówce.

Co następuje później, w sumie łatwo się domyśleć. Każdy rozgarnięty człowiek wie, że przyczyną wszelkiej ksenofobii, rasizmu, antysemityzmu i każdej innej nienawiści opartej na pochodzeniu jest ignorancja i nieznajomość. Jojo mimo bycia fanatykiem, jest również małym chłopcem, więc nie pędzi na złamanie karku do Gestapo, by donieść na intruzkę. Pod przykrywką prowadzenia „researchu” na temat jej ludu, bohater zaczyna coraz lepiej poznawać i rozumieć uciekinierkę. Mimo niespotykanej konwencji, wiele osób mogłoby zarzucić takiej linii fabularnej przewidywalność. Przywołam tutaj największego krytyka filmowego w historii, świętej pamięci Rogera Eberta. Powiedział on że, „Nie ważne o czym jest film, ale jak o tym opowiada”. Otóż Jojo Rabbit opowiada swoją historię w bardzo sprytny sposób. Destyluje niesamowicie ciężki temat do postaci kina wręcz familijnego, jednocześnie nie umniejszając ofiarom terroru, lecz trywializując jego sprawców. Jojo to ofiara indoktrynacji, dziesięcioletnia tabula rasa zabazgrana ideologią nienawiści nazistowskiej władzy.

Skrzywiony propagandą umysł Jojo obdarzył go wyimaginowanym przyjacielem, czyli dziecinną i kapryśną wersją Adolfa Hitlera. Grany z egzaltacją przez Taikę Waititi fantomowy przywódca to kolejny dość prosty, ale skuteczny zabieg. Nic tak nie umniejsza morderczemu dyktatorowi jak ukazanie go jako karykaturalną pacynkę, zapatrzoną w siebie jak w obrazek. Jego reakcje na obecność w domu Jojo żydowskiej uciekinierki i sugestie, jak się jej pozbyć stanowią jedne z najśmieszniejszych elementów filmu. Niestety, zdarzają się również momenty, w których starcie komedii z poważniejszymi elementami historii trą się ze sobą i wydają się lekko niezręczne. Ciężko jednak winić za to tę produkcję. Kilka scenariuszowych potknięć można wybaczyć, jeśli jądro filmu jest silnie. Tym jądrem, w przypadku Jojo Rabbit, są ciepło i emocje, a te są odczuwalne bardzo mocno.

Taika w roli Hitlera jest naprawdę zabawny, ale jest również chyba najsłabszym elementem obsady. Nie stwierdzam tego jako wadę, ponieważ ogólny poziom jest i tak wysoki. Porywająca jest Scarlett Johansson w roli matki Jojo. Przedstawia silną kobietę, świadomą życia w dyktaturze, która robi co może, by nie dać ulecieć swojej wolnej duszy. Jest świetną opiekunką dla Jojo, która zrobi dla niego wszystko, jednocześnie sprytnie obchodząc jego fanatyczne tendencje. Również sam Jojo jest zaskakująco dojrzale zagrany przez debiutującego na ekranie Romana Griffina Davisa. 12-letni aktor zdaje się doskonale rozumieć swoją postać i jej młodzieńcze złudzenia. Uroczy i pełny energii unosi na swoich barkach cały film, nie sprawiając przy tym wrażenia żadnego wysiłku. Na drugim planie błyszczą również Sam Rockwell jako zapijaczony oficer Wermachtu, czy Tomasin McKenzie w roli ukrywanej w domu Jojo żydówki.

Obsadzie bardzo pomaga strona produkcyjna. Kosztująca tylko 14 milionów dolarów produkcja odznacza się jednymi z najlepszych kostiumów i scenografii zeszłego roku. Wszystkie kolory i kształty świata Jojo przedstawiają piękny świat w obliczu zagłady. Melancholijny z lekka ton wzmacniają również klasyczne, solidne zdjęcia i montaż. Kadry są eleganckie, kamera nigdy nie jest prowadzona z ręki, a montaż ani za szybki, ani powolny. W ten sposób Jojo Rabbit przywodzi na myśl produkcje, które powstawały w czasie akcji jego dużo bardziej nowoczesnego tematycznie filmu.

Ten ryzykowny projekt okazał się dla mnie pełnym sukcesem, ponieważ udowadnia, że najprostsze rozwiązania są często najlepsze. Przedstawienie nazizmu jako dziecinnej ideologi opartej na ignorancji i narcyzmie to świetny sposób na obśmianie takiego światopoglądu. Ta produkcja potrafi rozgrzać serce, by zaraz je rozerwać, a potem ponownie zszyć. Nigdy nie myślałem, że film za pomocą trzech ujęć przedstawiających parę butów, może sprawić, że będę płakał przez cały 3 akt. Historia małego Jojo i jego dojrzewania do tolerancji i akceptacji jest jedną z najpiękniejszych opowieści roku i serdecznie zachęcam wszystkich do seansu.

Earn: 9/10

trojanowsky

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: