Reklamy

THE WORST OF 2019: Najgorsze filmy zagraniczne ubiegłego roku.

THE WORST OF 2019: Najgorsze filmy zagraniczne ubiegłego roku.

Pisanie o najgorszych filmach jest czymś na kształt masochizmu, jeśli nie niosą one ze sobą żadnej rozrywkowej wartości. Wspominanie nieprzyjemnych, rozczarowujących seansów, nieodwracalnie utraconych pieniędzy i obcowania z czymś równie wymęczonego co my sami. Współczesne kino rozrywkowe boryka się z dokrętkami, sequelozą, prequelozą oraz rebootozą, zjawiska te zabijają czasem nawet najciekawsze pomysły i często nie ratuje ich ani reżyser ani obsada. Nie chcę się za bardzo rozpisywać, więc po krótce omówię to co nie było godne naszej uwagi. W tym jeden film nie tyle najgorszy, co cholernie mocno rozczarowujący.

10.GLASS (reż. M. Night Shyamalan). McAvoy wymiata, ale niestety film na tle Split, który mnie szarpał nielicho, po prostu rady nie daje, nie dźwiga całości jako trylogii i rozczarowuje. Szkoda, bo obsada przednia i wydawało się, że Szalala trzyma fason. Pierwszy większy zawód roku 2019 i to od razu w styczniu, ech.

9.TOPIELISKO. KLĄTWA LA LLORNY (reż. Michael Chaves). Belzebub, Zakon Świętej Agaty, Prodigy, Impostor, Brightburn, Herezja, Polaroid, Anabelle idzie do sklepu… Części z tych filmów nie da się od siebie odróżnić i oglądane jeden po drugim zamiast sparaliżować do szpiku kości są w stanie uśpić. Te same zagrywki, bajanie wokół nawiedzonych dzieci, religii, jumpscareów i tak dalej. Dlatego nie kumam hejtu na To my, Midsommar czy nie daj Boziu The Lighthouse. Tam nie ma upiorów z szafy, za to jest klimat i ciekawe historie. Kurczę, miałem napisać coś o Topielisku, ale nie pamiętam o czym było, sorry!

8.BLIŹNIAK (reż. Ang Lee). Ang umie w piękne obyczajowe historie (Tajemnica Brokeback Mountain, Życie Pi), ale jak przychodzi do realizacji filmu o gościu co się nawala ze swoją idealną kserokopią to wychodzią popłuczyny po sensacyjniakach jakich już widzieliśmy duuuużo. Sad but true, jak to Metallica śpiewała. Rzecz do szybkiego wyrzucenia z pamięci.

7.X-MEN: MROCZNA PHOENIX (reż. Simon Kinberg). Kolejna produkcja, która potknęła się o własne nogi i na głupi ryj wywaliła. Seria o mutantach była swoistym guilty pleasure już przy okazji poprzedniego BARDZO SEIRIO Apocalypse. Ale przynajmniej memy były bo Fassy po polsku próbował mówić. Tym razem nie ma ani memów, ani guilty, ani pleasure. Nie ma nic, tylko edgy Sophie Turner. Wielka, wielka szkoda, może dla odmiany New Mutants będzie udane…

6.MEN IN BLACK: INTERNATIONAL (reż F Gary Gary). Po obejrzeniu tego filmu zostaje jedynie świadomość, że Valkiria i Thor coś tam gdzieś tam, ale na czarno i kosmici. Kiedy Murica się nauczy, że klapy kolejnych części są sygnałem, że trzeba zmienić taktykę kina rozrywkowego? Na tych patentach daleko nie zajedziecie…

5.TERMINATOR: MROCZNE PRZEZNACZENIE (reż. Tim Miller). Problem z kultowymi franczyzami polega na tym, że dopisując im kolejne rozdziały, przedstawiając alternatywne wersje wydarzeń łatwo jest o zszarganie dobrego imienia tego co znamy od podszewki. Terminator boryka się z fabularnymi bezsensami, zaprzeczeniami, wymazywaniem czegoś co było kanoniczne i zastępowanie go poprawionym. Z mmarnym skutkiem, bowiem Dark Fate jest ledwie cieniem dwóch pierwszych części i nawet Linda Hamilton nie pomaga.

4.HELLBOY (reż. Neil Marshall). Miało być edgy i z jajem, wyszło topornie i momentami żenująco. Się spierałem z redaktorem Earnem, bo uważa, że dobra rozrywka, a ja tutaj widzę straszne niezdecydowanie i meeeega zmarnowany potencjał, bowiem Harbour jest dobrym Hellboyem. Nieststy cała historia jawi mi się jako naprędce powiedziana bez ładu 8 składu udająca film kategorii R. A do filmów Del Toro to to podjazdu nie ma.

3.RAMBO: OSTATNIA KREW (reż. Adrian Grunberg). To nie jest tak, że John Rambo już nie potrafi, jemu się po prostu nie chcę. Film jest wyprany z oryginalności i jest jakby koślawym zderzeniem klimatu pod Logana i eliminowaniu wrogów niczym Kevin z Home Stallone. A szkoda, bowiem poprzednia część się całkiem nieźle broniła.

2.GWIEZDNE WOJNY: SKYWALKER. ODRODZENIE (reż. J. J. Abrams). O ile Ostatni Jedi był przekombinowany, przeładowany i przy tym fabularnie wciąż dziurawy to Odrodzenie jawi się jako rzecz formalnie skromniutka, która miała być filmem zupełnie innym niż jest. Mnóstwo niedomówień, jakby montażowych wycięć bardzo ważnych scen, galopująca narracja i finał tak blady na tle wszystkich pozostałych, że aż zęby bolą. Fani SW i GoT mieli kiepski rok, choć po kątach ludzie Mandaloriana oglądali. Dla mnie największe rozczarowanie roku, ale nie najgorszy film roku.

1.AFTER (reż. Jenny Gage). Pewnie dla jakichś nastolatków co to może jest i film dający się oglądać. Potworek pokroju Zmierzchu i Greya, broniący się tym, że łatwiej o nim zapomnieć. Romans podszyty erotycznym „napięciem” z nastolatkami w centrum. Jednego jestem pewny, 365 dni, albo mu dorówna, albo przebije. That’s all folks!

Reklamy

Stanley

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: