google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: JAK ZOSTAŁEM GANGSTEREM. HISTORIA PRAWDZIWA. | Polska gangsterka w rytmie Breakoutu.

RECENZJA: JAK ZOSTAŁEM GANGSTEREM. HISTORIA PRAWDZIWA. | Polska gangsterka w rytmie Breakoutu.
Reklamy

Polskie kino ponownie mnie zaskoczyło! Tym razem w pozytywnym sensie. Oglądając zwiastuny Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa spodziewałem się kolejnego gniota, pełnego przekleństw, niepotrzebnego okrucieństwa oraz poszatkowanej historii w stylu Patryka Vegi. Dodatkowo, wyskakujące co chwila w internecie materiały promocyjne z wulgarnie i niesmacznie wyglądającą Natalia Siwiec chcę wymazać z pamięci. Na szczęście, nieudolnie zorganizowana promocja filmu nie jest jednoznaczna z jego treścią. Jestem nawet skłonny pokusić się o stwierdzenie, że to jeden z lepszych polskich filmów gangsterskich ostatnich lat. Oczywiście niepozbawionym wad, ale dającym nadzieję, że w tym gatunku filmowcy mają jeszcze coś do powiedzenia.

Oczywiście, {…}Historia prawdziwa. jest oparta na faktach. Wiadomo, Polska to kraj gangusów, ciemnych porachunków, więc po co wymyślać nowe historie, skoro mamy na talerzu podane same barwne biografie. Już na samym początku filmu wspomniany jest chyba najbardziej znany gangster, czyli MASA. Jednak jest to pierwszy sygnał dla widza, że ta historia nie będzie o jakimś popularnym, zapuszkowanym mafiozie lub tym, który wsypał swoich kolegów i stał się świadkiem koronnym. Główną postacią tej opowieści jest bezimienny bohater. Taki, o którym nikt nie słyszał, a w swoim przestępczym fachu był nie do pokonania. Sprytnie działającym na uboczu, ale jednak siejącym pogrom na ulicach. To powiew świeżości i komentarz od twórców, że takich bezimiennych kryminalistów było, jest i będzie jeszcze wielu. Nie każdy jest Jarosławem „MASĄ” Sokołowskim, Andrzejem „Pershingiem” Kolikowskim czy Wiesławem „Wariatem” Niewiadomskim.

Zacznijmy jednak od początku – cofamy się w czasie do lat ’70 i poznajemy naszego BOHATERA. Jest młodym, narwanym, sprawiającym same kłopoty chłopakiem, który szuka w swoim życiu adrenaliny. Nie pochodzi z patologicznej rodziny, jego rodzice uczciwie zarabiają na życie i dają mu dobry przykład. To ważny element całej historii, sam BOHATER tłumaczy widzowi, że gangsterem nie staje się tylko ewenement społeczny. Nawet pochodząc z dobrego domu można zejść na złą drogą. I on tę drogę sam sobie wybrał, imponowali mu tacy ludzie i właśnie takim człowiekiem chciał się stać. Jak łatwo się domyśleć z tytułu filmu – staje się nim i przedstawia drogę jaką przebył, aby być „wodzem” swojej grupy przestępczej. Szczerze mówiąc dochodzi do tego dosyć szybko. Film trwa 2h 20 minut, więc uznałem, że twórcy poświęcą więcej czasu na pięcie się w hierarchii na sam szczyt. Scenarzyści wyszli z założenia, że jest to niepotrzebne i w dość szybkim tempie idziemy do przodu, stosując skróty i szybką narrację. I normalnie byłby to ogromny mankament, który pogrążyłby film. Całość jest opowiedziana z perspektywy BOHATERA. W telegraficznym skrócie opisuje nam gangsterski świat i jakie plany ma na swoją „karierę”. Sposób opowiadania historii jest znaczący, do tego stopnia, że wierzymy w każde słowo, które wypowiada kryminalista.

Gangster przepełniony jest ogromną szczerością, a na największe brawa zasługuje Marcin Kowalczyk, który wciela się w głównego bohatera. Znany z roli Magika z filmu Jesteś Bogiem stworzył kolejną pełnokrwistą, wiarygodną postać. Jego komentarzy, przemyśleń, jak działa przestępczy świat słucha się z zaciekawieniem. Niezwykle charyzmatyczny aktor nie pociągnąłby całego filmu, gdyby nie reszta kolegów z planu. To przede wszystkim świetny Tomasz Włosok w roli jego najbliższego przyjaciela – Waldena. Razem stworzyli niezapomniany duet, ich relacja – początki znajomości, wzajemne wspieranie się, nauka fachu przez doświadczonego, acz młodego gangstera czy wspólne rozwiązywanie problemów to kolejny szczery element filmu. Braterstwo, konfrontacja dwóch różnych charakterów potrafi rozbawić i wzruszyć. Swoje pięć minut dobrze wykorzystali również Piotr Rogucki (tak, ten z zespołu Coma), Jan Frycz czy Janusz Chabior, jednak są i tak tylko ładnie namalowanym tłem. Na dłuższą metę są potrzebni tylko po to, aby dać pretekst głównym bohaterom do kolejnych akcji i czasowych teleportacji.

Na szybkim tempie cierpią postaci kobiece oraz relacje rodzinne. Ich postrzeganie BOHATERA, uświadamianie sobie jakim naprawdę jest człowiekiem odbywa się niezwykle skrótowo. Rodziców głównego bohatera mogłoby nie być, natomiast Natalia Szroeder jako jego żona stara się, aby została zauważona, ale na tym się kończy. Ich konflikt praktycznie nie istnieje, a chemii między nimi nie poczułem nawet przez chwilę. Twórcy wiele wątków zaczynają, aby po chwili stwierdzić, że nie mają pomysłu na ich poprowadzenie i wyrzucają je do kosza. Jednakże nie odczuwa się tego tak bardzo podczas seansu, a dopiero po zakończeniu, gdy zaczniemy analizować film.

Przy całym moim wytkaniu błędów muszę uczciwie przyznać, że drugi film Macieja Kawulskiego jest dziełem całkiem udanym. To kawał nieźle zrealizowanego kina gangsterskiego i kiedy trzeba leje się krew, a postaci używają niecenzuralnych słów. Jednak Gangster jest również opowieścią o przyjaźni i złych marzeniach. Może i reżyser nieco zbyt bardzo fascynuje się tym aspektem, ale końcowy komentarz nie jest szkodliwy, a wręcz pokazuje, że taka ścieżka kariery finalnie nie może skończyć się dobrze. Czuć, że miał ogromną frajdę z kręcenia tej produkcji. Od strony technicznej tytuł może pochwalić się paroma ciekawymi zabiegami operatorskimi. Najazdy kamery, która chciałby zrobić pełnego master-shota czy bullet-time’y w sensownych momentach cieszą oko. To również uczta dla uszu, bo już dawno w polskim kinie nie słyszałem tak dopracowanego soundtracku. Z głośników wybrzmiewają polskie hity, które mają swoją moc sprawczą. Idealnie pasują do konkretnych scen, stając się drugim narratorem.

Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa ma pewne problemy. Tytuł jest nietrafiony, bardziej pasowałoby Jestem gangsterem i jestem z tego dumny. Skróty scenariuszowe są umiejętnie zasłonięte rozrywkowym, czasem teledyskowym wydźwiękiem opowiadanej historii. Reżyser sprytnie łączy poważne kino gangsterskie z tym właśnie luzackim stylem. Nie błądzi jak Patryk Vega, momenty przemocy używa z rozwagą, nie masturbuje się przesadną brutalnością i nadmiarem krwi. To żywy, wiarygodny obraz ze świetną narracją i bardzo dobrym duetem Kowalczyk-Włosek. Nie mniej jednak, reżyser musi odrobić parę lekcji, wyeksponować niektóre elementy, ale i tak jest to powiew świeżości w polskim kinie kryminalnym. To film, na który w ogóle nie czekałem, ale bardzo cieszy mnie fakt, że powstał. Jeśli przymknięcie oko na niektóre elementy to powinniście wyjść z kina zadowoleni.

Ponton 7/10

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: