google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA. GORĄCY TEMAT|Reportaż o skandalu

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA. GORĄCY TEMAT|Reportaż o skandalu
Reklamy

Gorący temat jest filmem postawionym w dość trudnej sytuacji. Walka pomiędzy republikanami a demokratami w USA jest tak intensywna, że sama perspektywa, z której opowiedziany ma być tego typu film, dyskwalifikuje go w oczach politycznych oponentów. Reżyserujący produkcję Jay Roach, wykazał się sporą odwagą, prezentując tutaj punkty widzenia obu stron, narażając się na krzyżowy ogień krytyki.

To podejście jest jednocześnie zaletą i wadą obrazu, ponieważ przedstawiona historia jest bardzo skomplikowana zarówno moralnie, jak i narracyjnie. Scenariusz zawiera kronikę eksplozji ruchu #metoo, a konkretniej przypadki seksizmu i molestowania seksualnego w siedzibie konserwatywnej stacji telewizyjnej Fox News. Piszę „zawiera”, ponieważ dla osoby niepowiązanej z rzeczywistymi wydarzeniami, Gorący temat zdaje się być bardziej filmem ukazującym problem, niż wyciągającym z niego jakieś wnioski. Oczywiście film nie broni prześladowców, co to, to nie. Nie boi się jednak pokazać, że prowadzący stację czarny charakter Roger Ailes, oprócz bycia szowinistą i prześladowcą, był także dobrym biznesmenem. Chwalę to podejście, ponieważ pokazuje ono korupcję władzy i prezentuje człowieka dającego kobietom pracę, a odbierającego im godność i szacunek do samych siebie. Przez to film jest stracony dla prawicy, bo kala ich ulubione medium, a irytuje lewicę, prezentując czarny charakter jako osobę kompetentną. Takich postaci jest więcej, od lesbijki popierającej Hillary Clinton, która pracuje dla Foxa, ponieważ nie ma innej alternatywy, po popleczniczkę Ailesa, która zinternalizowała jego mizoginię jako wysokie wymagania i twardą szkołę. Niestety, przez próbę pokazania wielu punktów widzenia i rozbieżnych elementów w 100 minut, te wszystkie wątki wydają się bardziej kropkami niż liniami fabularnymi.

Ten sam problem dotyczy trzech głównych bohaterek. Śledzimy przede wszystkim Megyn Kelly, którą Charlize Theron gra z niesamowitym oddaniem. Jej wokalne triki połączone z niesamowitą pracą charakteryzatorów sprawiają, że wygląda i zachowuje się ona jak deepfake, a nawet jak klon prawdziwej osoby. Afrykańska aktorka uwypukla niesamowitą charyzmę i aurę autorytetu słynnej dziennikarki. Nicole Kidman z kolei idealnie oddaje irytację Gretchen Carlsson, prezenterki o wielkiej inteligencji, ocenianej wyłącznie za swoją gasnącą z wiekiem urodę. To ona rozpoczyna proces ujawnienia występków męskich szefów kanału. Nie ustępuje im również pnąca się coraz wyżej po hollywoodzkiej drabinie Margot Robbie. Ma w zasadzie najmniej ciekawą rolę, ponieważ odgrywa naiwną ofiarę szefa stacji, jednak robi to w tak zniuansowany sposób, że nie da się zaprzeczyć jej wielkiemu talentowi. Aktorstwo tej trójki stanowi największą siłę produkcji. Niestety tekst, który odgrywają jest nieco chaotyczny, przez co czasem nie wiadomo, która z nich obecnie jest naszym oknem do świata przedstawionego. Ich wątki poprzecinane są w taki sposób, że nie można być pewnym który temat jest poruszany w danym momencie. Oryginalny tytuł obrazu brzmi Bombshell, czyli „bomba”, petarda lub rewelacja. Liczyłem więc, że po wprowadzeniu napięcie będzie rosnąć, aż w końcu w połowie nastąpi wybuch, a tempo zostanie dociśnięte. Niestety, jednak im dłużej trwa film, tym więcej ulatuje z niego pary.

Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że Gorący temat zdaje się kopiować styl spopularyzowany przez Adama Mckaya w jego filmach: Big Short oraz Vice. Pojawia się omówione wyżej dwuznaczne przedstawienie postaci, ale podobieństwa da się dostrzec również w formie warsztatowej. Zarówno w wymienionych wyżej produkcjach, tak i tutaj postaci czasem łamią czwartą ścianę, zwracając się bezpośrednio do widza. Kamera wykonuje nerwowe zoomy, zmienia głębię ostrości, a montaż bywa celowo rwany i nieliniowy. Ten styl pomaga dodać dramatyzmu filmowi, który jest nieco przegadany, ale jednak wypada dużo gorzej niż u Mckaya. Reżyser Vice miał dużo lepsze pomysły inscenizacyjne niż Jay Roach. Wystarczy wspomnieć chociażby trzęsącą się podczas przemówienia nogę George’a W. Busha, zestawioną z trzęsącą się nogą Irakijczyka cierpiącego konsekwencje tego przemówienia. Tutaj niestety miałem wrażenie, że oglądam maraton The Office, bo bliźniaczo wyglądające pomieszczenia sprawiły, że wiele scen zlewało się ze sobą.

Mimo tych niedociągnięć względem podobnych filmów z ostatnich lat, Gorący temat to seans, który warto przeżyć. Reżysersko-scenariuszowe błędy nie niszczą i tak całkiem solidnie wykonanego filmu, który broni się przede wszystkim porządną obsadą. Główna trójca daje tutaj jedne z lepszych występów roku. Trzeba również docenić, że ktoś w końcu mówi o powszechnym seksizmie i mizoginii w mediach. Może Bombshell nie wnosi nic szczególnie interesującego do tematu, ale przynajmniej otwarcie o nim mówi. Fani politycznych satyr i biurowych dramatów powinni być z seansu zadowoleni.

Earn: 6+/10

trojanowsky

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: