Reklamy

POGADUCHY: Dracula od BBC i Netflixa – Zrył banie czy zaorał Stokera?

POGADUCHY: Dracula od BBC i Netflixa – Zrył banie czy zaorał Stokera?

Mark Gatiss i Steven Moffat, czyli twórcy Sherloka po raz kolejny realizują serial, którego głównym bohaterem będzie kultowa postać. Jest to hrabia Dracula, a jego pierwowzór historyczny wykorzystał Bram Stoker w swojej powieści o tym samym tytule.

Powieść została poddana zabiegowi „odmłodzenia”, jak wspomniany przez nas wcześniej Sherlock. Czy słusznie? Według fanów literatury, jak też filmu wyreżyserowanego przez Francisa Forda Coppolę jest tragiczny. A co myślimy o nim my, czyli część Zrytej Redakcji?

Silver: Draculę chciałam obejrzeć ze zwykłej pasji do wampirów. Zdarzyło mi się przeczytać kilka książek naukowych, jak i nienaukowych na temat tego gatunku fantastycznych stworzeń. Jest to też kolejna adaptacja jednej z moich ulubionych postaci literackich, jak i historycznych. Kalkulacja była prosta, biorę się za to. W redakcji oglądał to też Ponton, postanowiliśmy zatem rozmówić się na ten temat.

Ponton: A ja Draculę chciałem obejrzeć głównie dlatego, aby zobaczyć w jaki sposób zaprezentują tę postać duet Gatiss – Moffat. Przyznam, że nie jestem aż takim wyjadaczem literatury jak Silver, a tematyka wampirów trochę mi się przejadła. Strasznie sobie cenię film Francisa Forda Coppoli, czy Wywiad z wampirem, ale również lubię przeróżne fiksacje i zabawę gatunkiem. Oczywiście, nie mówię tu o tragicznym wręcz Zmierzchu, ale bardziej nawiązuje do takich tytułów jak Wampiry bez zębów, samoświadomą, kiczowatą Czystą krew czy Tylko kochankowie przeżyją. Miałem świadomość, że serial kooperacji Netflixa i BBC nie będzie typową, klasyczną opowieścią o fanatyku krwi, a bardziej obrazem pełnym nowoczesności i pełnym funu.

Silver: Też myślę, że czytelnikowi może nie spodobać się ta narracja. Zwłaszcza w momencie, gdy widzieliśmy kreację praktycznie wierną tej książkowej. Dzięki niej mogliśmy poznać Draculę w odsłonie zaprezentowanej przez Oldmana. Na pewno zgodzicie się, że jest wręcz wybitna. Niemniej Claes Bang też sobie poradził. Tak samo, jak twórcy posiłkowali się filmem Coppoli, tak zrobił też aktor. Na początku, przyznam szczerze byłam wściekła na to, co stało się z „moją” postacią. Ale trzeba pamiętać, że zależy to głównie od aktora odgrywającego, ale są też scenarzyści. Gdy już już ochłonęłam zaczęła się bardziej szczegółowa analiza. Po pierwszym odcinku stwierdziłam, że dam serialowi szansę.

Ponton: I właśnie dobrze, ile można oglądać klasycznego Draculę. Tu mamy więcej chillu, a scenarzyści mieli odwagę na to, aby zrobić z tej kultowej postaci coś innego. Pokazanie go w nieco krzywym zwierciadle, nie parodiowanie, a ukazanie go z dystansem. Właśnie pierwszy odcinek przestawia, że wszystkie te zasady, chociażby zaproszenie krwiopijcy do środka istnieją i każdy je przyjmuje bez żadnego „ale”, nawet sam Dracula. W komiczny sposób twórcy wyśmiewają się nieco z tego. Oczywiście, z szacunkiem, ale to bardzo fajny punkt widzenia. I jestem świadomy tego, dlaczego miłośnicy literatury Stokera są zażenowani, ja kupiłem taką wizję, choć faktycznie nie jest to serial bez wad. Za to Claes Bang jest świetny w tej roli i to chyba jedyny mianownik, który łączy hejterów i fanatyków tej produkcji.

Silver: Ale niestety nie zgodzę się, że twórcy wiedzieli do końca, co robią. Mimo tego, że próbowano pokazać postać, jak i fabułę, jako farsę i czarną komedię. Dano widzowi też do zrozumienia, że może kryć się tam drugie dno. Niestety znika ono na rzecz kolejnej fabularnej „ciekawostki”. Tego samego zabiegu scenarzyści dokonali w Sherlocku, jak też w Doctorze Who, gdy Moffat był głównym scenarzystą serialu. Niestety według mnie zabieg okazał się sporym błędem. To jest dokładnie ten błąd gdzie czujemy, że już za chwilę wydarzy się coś… po czym nic się nie dzieje. Fabuła przestaje interesować, a serial bądź odcinek okazuje się klapą. Scenarzysta zawsze może przykryć to hasłem „tak miało być”, ale czy na pewno?

Ponton: A ja czuje tu pewną konsekwencję w kierowaniu postaci Draculi. Każdy z 1,5 godzinnych odcinków ma swoją konstrukcję, każdy jest inny. Jednakże, czuję spadek formy w ostatnim epizodzie, a konkretnie chodzi mi o pewne elementy, które są dużym uproszczeniem i które widz ma łykać, jak pelikan. Po pierwsze coraz głupsze zachowania ludzi, gdy już mają kontakt z krwiopijcą. Po drugie fakt świadomości Draculi o współczesnych aspektach, chociażby to, że trochę nie ogarnia gdzie się znalazł, ale już wie jak nazwać kamerę. To mi się kłóci ze sobą, a wprowadzenie wątku młodej wampirzycy jest właściwie po nic. I tak jak ogólnie serial uważam za udany, to twórcy niekiedy nie mają chillu i chcą zbyt dużo.

Silver: Myślę, że zachowania jest bardzo łatwo wytłumaczyć. Ludzie, których znał Dracula przed wiekami bali się wampirów, wampiryzmu, jak też ludzi wstających z grobów. Było to dla nich zawsze przerażające, a strach podsycały też podania. Ludzie przedstawieni w ostatnim epizodzie już wiedzą kim lub czym są wampiry. Oglądali je w telewizji i dla nich to zwykłe bajeczki. Absurd, któremu później popadają jest wynikiem omamienia ich przez nieumarłego. Zaś jeśli chodzi o wyjaśnienie drugiej sprawy, w ogóle nie dziwi fakt, że wiedział czym jest kamera. Już dziesiątym wieku naszej ery posługiwano się ciemnią optyczną. Bardziej zastanawia mnie, jakim cudem pojął w pięć sekund jej używanie tak samo, jak smartphone’a. Z całym szacunkiem dla scenarzystów i całej ekipy, nie podołali technologicznie.

Ponton: No tak, tak, chodzi mi głównie o użytkowanie tej kamery. I uwspółcześnienie wampira odbywa się właśnie totalnie skrótowo. Owszem, w kolejnych minutach finałowego odcinka mamy przeskok w czasie, i mamy świadomość faktu, ze hrabia nauczył się tych wszystkich technologii, chociażby używania Tindera. Jednak jest druga strona medalu, że gnanie w czasie scenarzystów wprowadza chaos. Jak humorystyczne akcenty mi się podobają, to stawiają serial na równi pochyłej. Dekonstrukcja gatunku finalnie łączy się z początkiem, ale międzyczasie mam wrażenie jakby scenarzyści skupiali uwagę na czymś innym. Nie mniej jednak Dracula cieszy oko, wizualnie połechtał moje zmysły. W całej tej komediowej otoczce absurdu znajdzie się czas, aby zaznaczyć widzowi, że hrabia jest potężną istotą. I twórcy robią to właśnie za pomocą wystylizowanych kadrów, które nie są przepełnione niepotrzebną eskalacją przemocy czy krwi. I czuć tu rękę twórców Sherlocka, którzy nie mogą powstrzymać się przed tym, aby dodać dużej dawki detektywistycznej roboty.

Silver: I tu w zasadzie przechodzimy do postaci siostry Agaty, która… zachowuje się, jak detektyw. Gdyby Sherlock był kobietą, byłby właśnie siostrą Agatą. Niesamowicie podobne schematy i lotny umysł scenarzystów, którzy stworzyli postać prawie idealną. Moim zdaniem jest to jedna z najlepiej wykreowanych ról aktorskich Dolly Wells poradziła sobie znakomicie. Tak samo świetną postać Johnatana Harkera wykreował John Heffernan. O ile serial jest innowacją na rynku kinematograficznym, tak ani scenariusz, ani finał nie przekonują mnie w pełni. Gorycz osładzają jedynie dobre ujęcia i świetni aktorzy. Plusem są też dialogi. Ocena końcowa: 5/10.

Ponton: I ja nieco właśnie szanuje ten sherlockowski polot w postaci Agaty. I mimo to, że bronię serialu to widzę jego mankamenty. Podoba mi się świeże podejście do tematu wampirów, potraktowanie Draculi w luźniejszy sposób i elementy detektywistyczne. Czuć, że jest to serial Gatissa i Moffata. Jednak charyzmatyczny bohaterowie zasłaniają dosyć słaby scenariusz i chaos, który odbywa się na drugim planie. I wyjątkowo twierdzę (dla mnie prawie każdy serial powinien mieć o wiele mniej epizodów niż ma), że dwa odcinki więcej wpłynęłyby na większą spójność i rozwinięcie pewnych elementów. Zgodzę się z tym, że ostatni odcinek jest najsłabszy i bardzo przeszarżowany, nie mniej jednak bawiłem się nieźle. Nie chce już kolejnych epizodów, bo już nie ma o czym mówić i daje od siebie przychylne 6,5/10 z serduchem. Tak jak wspominałem, rozumiem fanów Stokera, że są wkurzeni, co ci twórcy zrobili z ich kultową postacią Draculi. Jednak cała reszta, która ma świadomość czym ten produkt jest raczej włosów z głowy ze wściekłości wyrywać sobie nie będzie.

Reklamy

Joanna Silver Obara

Podróżniczka z dużą wyobraźnią i krytycznym postrzeganiem świata. Pozytywna dusza, która wybrała samotność. Nie stroniąca od rzeczywistości fantastka. Na zawsze rozerwana między kryminałem, romansem i magią.

2 thoughts on “POGADUCHY: Dracula od BBC i Netflixa – Zrył banie czy zaorał Stokera?

  1. Jestem tutaj w sumie jednego zdania z Silverem albo nawet bardziej kategoryczna.

    Nie pamietam kiedy coskolwiek na temat wampirow (i tutaj calkowicie poza kategoria zostawiam rzeczy jak „zmierzch”) mnie poprostu tak znudzilo…
    Aktorzy za to nic nie moga, scenariusz byl niesamowicie slaby. A Sherlock mi sie podobal, czyli nie jestem jakis „wrogiem”;)
    Nawet sceny ewidentnie podkradzione z Coppoli wyszly tutaj nieciekawie, nudnie i niezbyt atrakcyjne widowiskowo… jak to jest mozliwe?! W zamku z nowym gosciem jest w sumie wszystko podjebane z „Bram Stokers…” a, delikatnie mowiac, itak zero napiecia… zero klasy… na szczescie mamy jeszcze dobre filmy o Drakuli, bo to byla naprawde strata czasu. W czasach kiedy jest co ogladac, trzeba wybierac, bo inaczej nie robiloby sie niczego innego… i taki kawalek wyciety z zyciorysu…
    Cale sobie cyknelam tylko dlatego, ze po dwoch odcinkach juz duzo nie pozostalo… wielkie rozczarowanie. Bela Lugosi, Christopher Lee, Gary Oldman a nawet Leslie Nielsen w niezbyt udanej parodi Mela Brooksa sprawiaja mi do dzis wiecej przyjemnosci, o wiele!, niz ten nowy wytwor/stwor.

    Ale kazdy ma swoje zdanie i jesli sie komus podobalo, to super! Bawcie sie!
    Pozdrawiam:)
    Ale…

  2. Ciekawa dyskusja, dzięki odmienności spojrzenia uczestników. Jestem pewien, że najważniejsze kwestie jakie zostały wyrażone, poruszają większość punktów zwrotnych, będących istotnymi dla fabuły.

    Jestem przekonany, że dzięki temu wywiadowi, wielu niezdecydowanych widzów, podejmie decyzję – oglądać, czy nie…
    .

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: