google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

THE WORST OF 2019: Najbardziej rozczarowujące seriale ubiegłego roku.

THE WORST OF 2019: Najbardziej rozczarowujące seriale ubiegłego roku.
Reklamy

Ubiegły rok był przebogaty w fantastyczne serialowe nowości, produkcje limitowane, spektakularne powroty znanych i lubianych tytułów. Seriale już od jakiegoś czasu stały się wyznacznikiem jakości platform streamingowych, których w 2019 roku nam przybyło. Poważnym konkurentem HBO i Netflix stał się Amazon Prime Video, do gry nieśpiesznie i dość niepewnie wchodzi Apple+, natomiast Disney zaserwował nam w tym roku jednocześnie najlepsze i najgorsze Star Warsy. Pochłonięci świetnymi tytułami nie zapominajmy o kilku tytułach, których twórcy potencjał marnują. Przed Wami rozczarowania. I jedna wielka plama na hodorze HBO.

10.OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ (sezon 3). Mi się bardzo podobało, lubię taki slow pacing fabularny, gdzie akcja jest bardzo konsekwentnie prowadzona lecz okropnie wolno. Rzecz w tym, że widzowie poczuli się zmęczeni cierpieniami głównej bohaterki, a zamiast oczekiwanej rewolucji otrzymali pokaz zimnych ogni. Dalej jest to rewelacyjny serial, ale robiąc jeden krok do przodu wykonuje też dwa w tył. Tak czy siak czekam na kolejny sezon.

9.DOM Z PAPIERU (sezon 2/3 zależy jak liczyć podziały). To jest dalej rozrywka na takim poziomie, że nie podskoczy tej produkcji wieeeeele innych. Bolączką La Casa Del Papel jest powtarzalność i fakt trzymania pewnych bohaterów na potem, w razie jakby byli potrzebni fabularnie. I tak otrzymujemy kopię wielkiego napadu, a nawet imitację Berlina. No i są postacie, które niby biorą udział w akcji, ale nawet nie pamiętam jaką mają ksywkę. No ale takiej kury się nie zarzyna, kolejny sezon jeszcze na wiosnę!

8.CHAMBERS (sezon 1). Uma Thurman jest niewystarczająco straszna po kolejnych operacjach? Niech zagra w serialu grozy! Co ten Netflix w tym roku, lepsze filmy oryginalne niż nowe seriale. Dobry start produkcji niestety był tylko… dobrym startem. Do Nawiedzoego domu na wzgórzu, Marianne, czy Castle Rock się nie umywa, ale jak lubicie średniaki to możecie łyknąć.

7.WHAT/IF (sezon 1). Zmarnowany potencjał, serial, który może i grzeje, ale przez kilka chwil by zobojętnieć. Kampania i Renee Zellweger w obsadzie nie pomogły, produkcja o femme fatale składającej pewnej parze niemoralną propozycję przepadł przez swoją przeciętność.

6.ANOTHER LIFE (sezon 1). Kolejna wpadka Netflixa, jeden z najmniej angażujących seriali s-f, przy którym największe bzdury The 100 można usprawiedliwić czymkolwiek. To jest taka produkcja co po niej czarna dziura zostaje, nic nie pamiętasz, po czym zaczynasz szukać serialowego życia gdzie indziej.

5.AMERICAN GODS (sezon 2). Drugi sezon serialu na podstawie prozy Neila Gaimana mi osobiście nie wadził i miał swoje wzloty (Mad Sweeney!), lecz był dla wielu widzów zbyt rozmemłany i gubiący swój cel. Fabuła stała w miejscu, podniosłych gadek nie było końca i ostatecznie tylko efekty wizualne były w stanie oczarować na tyle by coniektórzy wytrzymali do końca. Twórcy jednak nie są krytyką zrażeni, a 3 sezon na pewno powstanie. Problem w tym, że nie zobaczymy w nim Orlando Jonesa, bez Anansiego ja tego nie widzę zupełnie.

4.THE I-LAND (sezon 1). Mam nieodparte wrażenie, że tym wpisem Wam przypominam tej o wtopie Netflixa. Zrobić coś tak przeciętnego a czerpiącego z Lost i Black Mirror? Entuzjazm widzów ugasiły nieprzychylne recenzje, a Ci, którzy go obejrzeli pluli sobie w brodę nad straconym czasem. Nie tykajcie się tego, chyba że lubujecie się w produkcjach tak złych, że aż śmiesznych.

3.RIVERDALE (sezon 3 i 4). Pamiętacie jak ten serial był wciągającą teen dramą, z intrygującymi bohaterami? Mix romansu, kryminału, cierpkiego humoru (Jughead) naszpikowwany popkulturalnymi odniesieniami. Wciągałem aż się uszy trzęsły. To co się porobiło w fabule w kolejnych sezonach jest tak fikcyjne, naciągane i z wszech miar irytujące, że aż się co 5 minut idzie złapać za głowę. Oglądam dla beki choć totalnie się pogubiłem i nie wiem o co tam chodzi. Jedynie odcinek poświęcony pamięci Luke’a Perry’ego mnie poruszył, bowiem był stonowany i taki… ludzki no. Ach i jeszcze jedno, to NIE JEST SERIAL NETFLIXA, TO SERIAL CW.

2.BLACK MIRROR (sezon 5). W swojej recenzji się pochylałem dość mocno nad kolejną odsłoną produkcji Charliego Brookera. Bandersnatch mi się podobał i jakoś tak te trzy nowe odcinki przyjąłem z bananem na modzie, szczególnie ten z Miley Cyrus, bowiem była to swoista wariacja na temat jej kariery i artystów z popowego światka. Odcinek z Andrew Scottem był niesiony na jego wybitnym warsztacie, a uzależniony od pseudo Tekkena Anthony Mackie też pokazał klasę. Problemy ukazane w tym sezonie są jednak dalekie od tych poruszanych w brytyjskich, klasycznych już sezonach. Antologia straciła ikrę, a totalnej demolki w temacie dokonał Rok za rokiem, jeszcze bardziej przyćmiewając produkcję, która niegdyś straszył bardziej niż rasowy horror. Szkoda, osobiście uważam, że ten sezon powinien być ostatnim.

1.GRA O TRON (sezon 8). Jestem dość łagodny w swych recenzenckich osądach i często z niedowierzaniem słucham wynurzeń na temat rozmaitych produkcji swoich kolegów po fachu. Ci co mnie znają od strony fanboystwa względem chociażby The Walking Dead, nieraz byli świadkami obrony nawet tych gorszych sezonów. Niestety wobec GoT byłem tolerancyjny do wielkiej bitwy z niebieskooką armią. Posypało się wszystko co było konsekwentnie budowane przez siedem sezonów, przy czym już w przedostatnim dziur fabularnych nie brakowało. Miał być rozmach i nowa jakość w serialowym świecie i poniekąd to się osiągnąć udało, tylko do cholery jakim kosztem? Skrótowe potraktowanie głównych wątków, twisty dosłownie z tyłków D&D powyjmowane, żenujące momentami dialogi. Nic dziwnego, że nawet nominacje do wszelakich nagród były przez wiernych fanów po prostu wyśmiewane. To jeden z tych seriali, którego finał chce się wymazać z pamięci. Jeśli komuś z Was się podobało to zazdroszczę, nie byłem tak rozczarowany od niepamiętnych czasów. Kończę zanim mi żyłka w czterech literach pęknie. Niech finał GoT będzie dla nas nauczką, że na finały gigantycznych rozmiarów historii się czasem lepiej nie napalać, to i zawód będzie znacznie mniejszy.

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: