google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: FUTRO Z MISIA. Spizgany festiwal żenady – level hard.

RECENZJA: FUTRO Z MISIA. Spizgany festiwal  żenady – level hard.
Reklamy

Polskie kino w 2019 roku naprawdę mnie zaskoczyło. Począwszy od produkcji, które udawały filmy sportowe (Fighter, Serce do walki), poprzez filmy Patryka Vegi, a kończąc na dziwnych eksperymentach pokroju #Jestem M. Misfit. Poziom żenady z filmu na film na moim czytniku już był bliski czerwonej kontrolki z napisem „Pontonie, nie idź tą drogą!”. Jednak człowiek nie uczy się na błędach, szczególnie kiedy za rogiem czai się taka perełka. Nadszedł czas na Futro z misia. Długo się zbierałem z obejrzeniem, tytuł miał premierę 25.12 i czułem, że nie ma po co sobie psuć świąt i Nowego Roku. Oczywiście miałem rację – nowe Chłopaki nie płaczą to festiwal żenady i prymitywizmu oraz przede wszystkim produkt najgorszego sortu.

Przyznam, że pierwsza scena filmu nawet potrafiła rozbawić. Obserwujemy w niej jak zabójca wbiega po krętych schodach na wysokie piętro budynku. Na samym szczycie wypada mu magazynek od pistoletu i peszek – musi zbiegać na dół. Ewidentnie, Pan nie miał piątki z w-fu – podróż w tę i z powrotem powoduje u niego sporą zadyszkę. Całkiem zabawna sytuacja, która potrafi rozbawić jest chyba jedyną sekwencją nieobrażającą inteligencji widza. Potem jest coraz gorzej, a cała spirala żenady zaczyna się, kiedy na ekran wkracza sam Michał Milowicz, który delikatnie mówiąc – najlepszym aktorem to nie jest.

A Czy może być co gorszego niż oglądanie Michała Milowicza na dużym ekranie? Otóż, okazuje się, że tak. Pan Michał jest jeszcze gorszym reżyserem i scenarzystą. Tworząc Futro z Misia do spółki z twórcą tragicznego Serca do walki, Kacprem Anuszewskim stworzyli duet niesamowity. Swoje trzy grosze dorzuca również Olaf Lubaszenko, który wpadł na genialny pomysł, aby wspomóc kolegów jako współtwórca scenariusza. I doprawdy trudno mi nakreślić wam fabułę, motywacje bohaterów czy jakiś wątek główny. Oglądając to wielkie dzieło zastanawiałem się, o co w tym wszystkim chodzi i do czego prowadzi. Scenariusza po prostu nie ma. Nie istnieje coś takiego, to zlepek różnych, dziwnych, prymitywnych pomysłów w produkcie, który ma udawać komedie kryminalną. Nie wiadomo do końca co się dzieje na ekranie, ale bardzo ważnym przedmiotem jest walizka z marihuaną i właśnie ta używka jest niezmiernie ważnym elementem, wokół którego rozwija się cała akcja. Mamy przygłupich gangsterów, niezbyt ogarniętych policjantów, podróże do Tczewa czy Zakopanego oraz całą masę przezabawnych gagów! A przynajmniej tak myślą sami twórcy i mam wrażenie jakby sami wyjarali całą walizkę tego zioła, pisząc scenariusz.

Nawet trudno mi sklasyfikować poziom dna, jaki osiągają te wszystkie żarty. Jednak jeśli, lubicie śmiać się z karłów, osób niepełnosprawnych, kobiet, homoseksualistów i gwałtów to poczujecie się jak ryby w odmętach wodorostów. Boki zrywać! Jest to niesmaczne, nietaktowne, użyte bardzo nieumiejętnie. Można sprawnie wykorzystać część takich żartów, ale trzeba to robić z rozwagą i w odpowiednim kontekście. To cienka granica dobrego smaku, którą łatwo przekroczyć, a twórcy Futra powinni być ścigani listem gończym za złamanie wszelkich zasad. Jednak, to tylko niektóre z humorystycznych akcentów. Następny rozdział przeznaczony jest dla dopowiadanych wyrazów do zdań, tak jak robią to w podstawówce dzieciaki, które dopiero co odkrywają poczucie humoru. Kolejne dowcipy to pokazanie w krzywym zwierciadle mafiozów i policjantów. I tu już wkraczamy na wyżyny słabego scenariopisarstwa. To nie bawi, bohaterowie są irytujący, relacje płaskie, a zebrane do kupy śmierdzą archaizmem i próbą odtworzenia sukcesu Chłopaków nie płaczą. Mamy nawet nawiązanie do kultowej sceny w lesie, ale to zupełnie nie działa, a wręcz odwrotnie – jest wadliwe w każdym możliwy sposób.

O aktorskich możliwościach Pana Michała nie będę się obszerniej wypowiadał, ale naprawdę szkoda mi jego filmowego partnera, w którego wciela się Przemysław Sadowski. On jako jedyny nie poniżył się w tym filmie, jego gra jest wiarygodna i odstaje poziomem od reszty kolegów. On podszedł do tego profesjonalnie, może aż za bardzo, ale też jego powaga potrafi być przyjemnym humorystycznym akcentem. Reszta ekipy spotkała się po latach, by napić się wódki, szybko przeczytać swoje kwestie i spróbować je wiarygodnie wyrecytować przed kamera. A mamy całą plejadę gwiazd – Mirosław Zbrojewicz, Cezary Pazura, zapomniany i niestety przypomniany Piotr Gąsowski, Olaf Lubaszenko czy Bohdan Łazuka. Panowie bawią się na ekranie wyśmienicie, myślą, że są fajni i zabawni. Szkoda, że widz nie podziela ich entuzjazmu.

I co tu dużo mówić…no nie udało się. To film bardzo szkodliwy, oferujący humor najniższych lotów. Owszem, widzowie na sali zaśmiali się parę razy, ale mam nadzieję, że z moich komentarzy i odgłosów uderzanej ręki o moje czoło. Ilość facepalmów jakie wykonałem podczas seansu jest nie do policzenia. Zaskakująco, od strony wizualnej film wygląda naprawdę dobrze. Tomasz Walasek naprawdę się postarał, sprawnie aplikując zabiegi operatorskie. Tylko co z tego? Futro z misia z uporem spizganego maniaka próbuje stworzyć kultową komedię, bazując na tytułach sprzed lat. I te wszystkie klisze nie byłby nawet takie złe, gdyby nie fakt, że są totalnie zniszczone i niewyraźne poprzez największa skazę jaką jest prostacki humor. Kacper Anuszewski staje się żenującym Tommym Wiseau polskiego kina, przebijając nawet twory Patryka Vegi. I w tym momencie nie wiem czy te porównania nie są krzywdzące. I to nie jest tak, że wszyscy Polacy nie mają talentu. Atak Paniki czy równie ciepło przyjęci (Nie)znajomi to przyjemne kino komediowe, które nie obraża inteligencji widza. Idźmy tą drogą, a kino pokroju Futra z Misia rozprujmy i spalmy.
Omijać szerokim łukiem.

Ponton 1/10

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

One thought on “RECENZJA: FUTRO Z MISIA. Spizgany festiwal żenady – level hard.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: