Reklamy
google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: WIEDŹMIN. Dajcie tego grosza wiedźminowi!

RECENZJA: WIEDŹMIN. Dajcie tego grosza wiedźminowi!

Wiedźmin od stacji Netflix to jedna z największych serialowych premier tego roku. Fani książki już od dawna odmierzali godziny do premiery, turbofani już od tygodni czyścili swoje miecze, hejterzy już czekali, aby skrytykować produkcję, że nie jest ekranizacją gry. I faktycznie w internecie zawrzało, Geralt wychodzi z lodówki, Geralt jest na każdej tablicy u moich znajomych, Geralt jest wszędzie! Czy jednak Geralt jest również w naszych sercach? Krytycy nie do końca tak uważają, fani jeszcze po pyskach się strzelają nie mogąc dojść do porozumienia. Ja natomiast znajduje się w trzeciej grupie – po pysku strzelać nie zamierzam, ale po główce też nie poklepie. Znajduje się gdzieś po środku, bowiem Wiedźmin okazał się produktem bardzo nierównym, ale również niesamowicie wciągającym.

Tak jak wspomniałem Wiedźmin nie jest ekranizacją gry komputerowej. A dużo osób tak myśli, szczególnie jeśli chodzi o amerykańską widownie. Dziwnym trafem stało się tak, że w 1948 urodził się Andrzej Sapkowski. Ten uzdolniony pan w 1986 roku nie łamach czasopisma Fantastyka publikuje swoje pierwsze opowiadanie o białowłosym pogromcy potworów. No i się zaczęło: dwa tomy opowiadań i gruby 5-tomowy cykl o wiedźminie stał się tak popularny, że powstały 3 części gier komputerowych oraz teraz serial. Wkraczamy do świata magii, miecza, polityki i cudownej otoczki fantasy. W 8-odcinkowej produkcji Netflixa twórcy biorą na warsztat głównie opowiadania, ale nie tylko. Między zleceniami Geralta będziemy mieli okazji liznąć nieco wątku głównego, który będzie nam towarzyszył w kolejnych sezonach, a takowe już zostały zapowiedziane. Tak więc mamy: a) przygody i zlecenia Geralta, często nie połączone między sobą, b) wątek Ciri, począwszy od jej narodzin, po atak na Cintrę oraz c) historię Yennefer. Czy jednoczesne ukazanie tylu wątków jest strzałem w dziesiątkę, czy wręcz odwrotnie?

Otóż, nie do końca. Przyznam, że jestem fanem twórczości Pana Sapkowskiego, jednak już trochę czasu minęło, kiedy czytałem ostatni raz wiedźmińską sagę. A dokładniej, jakieś 15 lat, więc siłą rzecz nie wszystko dokładnie pamiętam i czasami miałem pewne problemy z ogarnięciem co się dzieje, kiedy i gdzie. Wprowadzenie drugiej, i w zasadzie również trzeciej linii czasowej mocno dezorientuje widza. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby twórcy nie postawili sobie za cel, aby w każdym odcinku wrzucić jak najwięcej elementów, które rywalizują między sobą o dominację na ekranie. I widać nierówny poziom istoty tych wątków. Wiadomo, mamy dużo wiedźmina, który tak de facto wykonuje randomowe zlecenia. A tutaj zabije sobie strzygę, tutaj weźmie udział w wyprawie na smoka, a gdzieniegdzie wychędoży jakąś cycatą czarodziejkę. I na drugim planie mamy biedną Ciri, która biega tu i tam, walcząc o przeżycie i…uwagę widzów. O wiele lepszą formą byłoby przestawienie jej historii w retrospekcjach w jednym z przełomowych odcinków, niż podsuwanie nam w każdym z epizodów skrawków układanki. Oczywiście w pewnym momencie wszystko staje się jasne, linie czasowe zbiegają się w jedną, a zadania, które wykonywał Geralt nie są do końca losowymi i bezcelowymi działaniami. Wszystko to jednak dzieje się nieco za późno, nie powoduje efektu zadowolenia, tylko raczej zostawia nas z pytaniem – dlaczego taką drogę obrali twórcy? Niektórzy mniej cierpliwi widzowie mogą odstawić serial, nie dość, że mamy nowy świat, dużo nowych bohaterów, to do tego trzeba dać sobie radę z fantazjami czasowymi.

A dzieje się naprawdę dużo. I nie będę rozkładał produkcji na czynniki pierwsze jeśli chodzi o zgodność z materiałem źródłowym. Prozę Sapkowskiego bardzo trudno przełożyć na język filmowy, tym bardziej, kiedy twórcami są amerykanie. To specyficzny język, brutalny, brudny świat i wyraziści bohaterowie, którzy nie są oczywiście jednoznaczni. I owszem, są zmiany, czasem duże, czasem mniejsze, czasem potrzebne, a czasem zupełnie zbędne. Jednak świetnym pomysłem było rozpoczęcie całej historii od opowiadania Mniejsze Zło. Pomimo tego, że w ogólnym rozrachunku wprowadza chaos, to widz, który po raz pierwszy ma styczność z wiedźminem zostaje uświadomiony kim on jest. Jakie są jego cele, jak patrzy na świat i z jakimi dylematami przyjdzie mu się spotkać i jakimi zasadami się kieruje. A sam Geralt w wykonaniu Henry’ego Cavilla to casting idealny. Zapomnicie o Michale Żebrowskim (w ogóle zapomnijcie o tamtym polskim, kukiełkowym tworze), bowiem Henry poradził sobie fenomenalnie. Warto wiedzieć, że sam chciał zagrać tę postać, wymarzył sobie tę rolę, przeczytał wszystkie części sagi i uwielbia grę. I to nie tylko Superman, ma na koncie świetne rolę w Kryptonim U.N.C.L.E czy ostatnim Mission: ImpossibleFallout. Robi wszystko, aby widzowie przestali go kojarzyć jedynie z kreacją superbohatera DC w rajtuzach i jest na bardzo dobrej drodze, szczególnie teraz, gdyż jako Geralt staje się największym plusem serialu. Należy również docenić postacie Jaskra, Yennefer, Ciri czy Calanthe, bo pomimo pewnych różnic odnośnie książek, to aktorzy odwalili kawał dobrej roboty.

WW_103_25.01.2019_320.NEF

Niestety, ale nie mogę powiedzieć tego samego jeśli chodzi o stronę wizualną. Czuć, że Netflix nie miał aż takiego wysokiego budżetu, aby zawsze wyglądało to wspaniale. Okropne efekty CGI towarzyszą nam niemalże w każdym odcinku. I z jednej strony mamy piękne krajobrazy, bardzo dobrze nakręcone sceny walk między ludźmi, i nawet co poniektóre wykonania potworów nie rażą oka. Z drugiej strony natomiast mamy sztuczność, niedopracowanie techniczne, rozjaśnione sceny czy tandetnie wyglądające lokacje, chociażby las w Brokilon. Nie od razu Rzym wybudowano, i nie od razu Gra o Tron prezentowała tak wysoki poziom techniczny w pierwszym sezonie. Mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach ten poziom się poprawi, a pieśń śpiewana przez Jaskra „Daj grosza wiedźminowi” będzie miała moc sprawczą i produkcja otrzyma odpowiednią ilość orenów, aby wyglądać zjawiskowo. W połączeniu ze świetnie dopasowaną muzyką byłby to wizualny orgazm.

I z tym Wiedźminem mam tak, że sporo rzeczy mi się nie podobało, ale również w przewrotny sposób wciągnął mnie ten świat i dosyć szybko obejrzałem cały sezon. Poziom odcinków jest doprawdy zróżnicowany, i kuleje nieco narracja i niektóre techniczne aspekty. Jednak, jest to pozycja warta uwagi, tym bardziej, że dzięki niej cały świat dowiedział się o Sadze o Wiedźminie. I to już ma miejsce, na eBayu znacząco wzrosła sprzedaż książek i audiobooków. Cieszmy się z tego, ale też nie popadajmy w skrajność i nie stawiajmy serialu na piedestale wyjątkowości. Chciałbym zobaczyć więcej brudu, więcej błyskotliwych dialogów, więcej scen między Geraltem, a Jaskrem i przede wszystkim zmiany formalnej. Pomimo tego, że to świat fantasy, nie mogę kręcić nosem, kiedy Wiedźmin wpada w zbyt dużą aurę nowoczesności. Momentami przypomina grzeczne Kroniki Shannary, a ja chciałbym więcej krwi, błota i lepszej prezentacji intryg. Daje jednak kredyt pontonowego zaufania i czekam na kolejny sezon, licząc na to, że nie stracę swoich orenów.

Ponton 6/10

Reklamy

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.
google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: