google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENCJA: STAR WARS IX – THE RISE OF SKYWALKER. Co za dużo, to niezdrowo…

RECENCJA: STAR WARS IX – THE RISE OF SKYWALKER.  Co za dużo, to niezdrowo…
Reklamy

Czy coś się popsuło i nie było nas słychać? Nas, czyli fanów odległej galaktyki? Wprost przeciwnie – każdy dostał coś miłego dla siebie. Aż do granic przesady. I właśnie o tym będzie ten tekst. Spokojnie – jest to recenzja bezspoilerowa – o szczegółach filmu powiemy sobie przy innej okazji. Zapraszam!

A kto umarł….

Wybaczcie ten pretensjonalny nagłówek zaczerpnięty z filmu Psy w reżyserii Władysława Pasikowskiego, jednak żaden inny cytat tak dobrze nie oddaje finału IX epizodu Gwiezdnych Wojen (kto już widział, ten doskonale rozumie o co mi chodzi). Pewnie już słyszeliście porównania do finału filmu Endgame, czyli ostatniej części Avengersów. Dodam tylko: „you know nothing Jon Snow” – aby finał historii Avengersów wybrzmiał w odpowiedni sposób, potrzeba było naprawdę wielu filmów, gdzie poszczególne wątki były dostatecznie dobrze rozwinięte na przestrzeni lat i zawarte w całkiem zgrabnej (mimo imponujących rozmiarów produkcji) konkluzji jaką był finalny film Sagi Nieskończoności. Tutaj dostaliśmy zaledwie 2 filmy, które w gruncie rzeczy wnoszą bardzo niewiele do historii i rozwoju postaci, a w dodatku nawiązania odnoszą się również do poprzednich trylogii i innych źródeł – to powoduje jedynie ogromny chaos w odbiorze u niedzielnego widza. Przyznam uczciwie – osobiście uwielbiam ten fanserwis. To wspaniałe doświadczenie dla wieloletniego fana Gwiezdnych Wojen, jednak (niestety) odbija się to na jakości filmu (szczególnie jego finału). Pamiętacie galop pod koniec Zemsty Sithów? To była pestka. Pamiętacie szalone twisty w filmie Riana Johnsona Ostatni Jedi? Uwierzcie – to były dziecinne igraszki. Powiem wprost – poszczególne wątki były naprawdę interesujące i mogłyby wybrzmieć z o wiele większą mocą gdyby nie fakt, że co chwila dostarczano nam nowych, jeszcze bardziej epickich, jeszcze większych pod względem znaczenia dla całej fabuły i jeszcze mocniejszych (bardziej szokujących) dla widza.

Palpatine-sheev

Dramat? 

I proszę nie zrozumicie mnie źle – obraz jest naprawdę pięknie zrealizowany, zdjęcia są imponujące, a finał sagi momentami naprawdę chwyta za serce. Jednak po opuszczeniu sali kinowej czułem tylko przesyt – i formy, i treści. Ciężko było mi przetrawić poszczególne wątki – mogę to porównać do świątecznego obżarstwa, kiedy masz już pod korek, a ładują w ciebie kolejną porcję przepysznych pierożków 😉 Pycha – ale za dużo i aż cię mdli. Natomiast wątki, które aż prosiły się o rozwinięcie (głównie te związane ze starą gwardią i wątkiem mocy) – cóż – zostały potraktowane po macoszemu, a potencjał postaci tak zmarnowany, że aż boli.

20191022_081826682072449231676866.jpg

Trylogia, czyli co poszło nie tak?

Gdyby tak skrócić epizod Riana Johnsona, pozostawiając jedynie interesujące i ważne dla fabuły wątki i co 2 lata dostarczyć nam 3 godzinne filmy, gdzie byłaby zawarta cała fabuła i dynamika IX epizodu, obraz J.J. Abramsa byłby o wiele lepszy. Jednak mimo wszystko w produkcji było wiele ciekawych i ekscytujących elementów. Powrót takich jak postaci jak Lando i Imperator ucieszy fanów marki, jednak nowi bohaterowie nadal są bez wyrazu i przez cały film jakoś szczególnie nie zależy mi na ich losie. Z oceną filmów wstrzymam się do recenzji spoilerowej – muszę to jeszcze odpowiednie przetrawić. Jedno jest pewne – seans nie pozostawia widza obojętnym, a za te wszystkie mrugnięcia okiem do wiernych fanów marki, mam ochotę J.J. Abramsa przytulić – w końcu nie na darmo straciłem tyle godzin swojego życia na śledzenie tych wszystkich dodatkowych źródeł w postaci komiksów, książek i seriali 😉

ZOBACZ TAKŻE:

Łukasz "Amov" Jefimow

One thought on “RECENCJA: STAR WARS IX – THE RISE OF SKYWALKER. Co za dużo, to niezdrowo…

  1. W filmie było zbyt wiele niedociągnięć, których trudno nie wyłapać. Gdy po seansie wyszłam z przyjaciółmi z sali kinowej, jedyną osobą, która wychwalała ten film pod niebiosa, była moja siostra. Może poszła tam, żeby trochę się zrelaksować. Dla mnie chodzenie do kina to coś więcej. Zawsze jestem jedyną osobą z towarzystwa, która śledzi wszystkie wątki, analizuje każdą scenę i wyłapuje wszystkie błędy. Moim zdaniem film to wciąż forma sztuki, na której trzeba się skupić.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: