google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: SERCE DO WALKI. Jak nie mieć serca dla widzów i pieniędzy na film.

RECENZJA: SERCE DO WALKI. Jak nie mieć serca dla widzów i pieniędzy na film.
Reklamy

I znowu wdepnąłem. I to tak konkretnie. I to tak po same pachy. Cały czas próbuje zmyć to łajno z siebie, w które z impetem wpadałem. Nie wiem co ja sobie myślałem idąc na debiut filmu pełnometrażowego Pana Kacpra Anuszewskiego. Może trochę byłem ciekaw, czy twórca dobrze przyjętych shortów: Myszy i szczury czy Tata poradzi sobie w dłuższej formie filmowej. Otóż, nie poradził sobie ani trochę. Nawet nie wiem od czego zacząć, bo Serce do walki poniosło fiasko w każdej kategorii. Totalnie w każdej. Bardzo krytykowałem Fightera, który jest podobny tematycznie, ale po obejrzeniu tego dzieła stwierdzam, że nie był to taki totalnie nieudany film. On przynajmniej starał się jakoś wyglądać, nie traktował się turbopoważnie i posiadał resztki godności. Natomiast Serce do walki nie ma ani klimatu, ani aktorstwa, ani warsztatu. Jest zerem, nic nie wartym, ruchomym obrazkiem.

Po tym miłym, optymistycznym wstępie drogi czytelniku pewnie jesteś ciekaw o czym jest film. I jeśli przeraża Cię omijanie reklam na filmwebie rzucam po raz kolejny ponton ratunkowy i płynę na ratunek z opisem tego dzieła. Otóż, nasz główny bohater, Piotr za dzieciaka nie miał łatwo. Wpierw stracił ojca w wypadku samochodowym, by po miesiącu doświadczyć kolejnego traumatycznego przeżycia. Jego starszy brat, Andrzej staje w jego obronie podczas chodnikowej pyskówy małolatów, co skutkuje skutecznym uderzeniem kawałkiem gałęzi w plecy od jednego z chuliganów. Muszę przyznać, że cios był niesamowicie celny i jak na dzieciaka silny, że ten stracił czucie w nogach. Niestety, operacja jest bardzo kosztowna i generalnie mamy dramat, smutek i…szybko lecimy 20 lat do przodu. Matka w magiczny sposób staje się Ewą Kasprzyk i starzeje się o minimum 40 lat, a bracia rozmawiają między sobą na tematy niskich lotów, typu „kup mi browar”. Jednak poruszanie się na wózku i noszenie na barkach ciężaru bohatera „mogłem być bokserem, a jednak nim nie jestem” to nie taka łatwa sprawa. Trzeba sprawnego brata wykorzystywać, i obwiniać. Jedynie co ci pozostaje to picie alkoholu i granie w dziwne gry, w której pikselowy kotek pokonuje kolejne poziomy. Błagam, ile on ma lat i gdzie żyje? Już bardziej twórczą rozrywką jest dinozaur, który skacze nad przeszkodami, gdy Chrome straci kontakt z Internetem. Już na samym początku nie czujemy ani krztyny realizmu oraz mamy poczucie, że film kosztował mniej niż bułki w biedronce. Te przynajmniej wyglądają apetycznie, a Serce do walki jest po prostu anemiczne.

I przechodzimy do wątku głównego! Okazuje się, że Piotr od 20 lat, po kryjomu zbiera na operację brata. Uczestniczy w nielegalnych walkach, gdzie podkłada się gangsterom i zbiera hajs. Jednak nadchodzi jego życiowa szansa! Ma okazję na prawdziwe, dobrze opłacalne, poważna starcie z.. typiarzynem, który przyczynił się do niepełnosprawności Andrzeja. I ehhh… ilość bólu jakiego doznał bohater oraz liczba przypadków i zbiegów okoliczności przechodzi ludzkie pojęcie. Gdyby aktorzy jeszcze się chociaż trochę starali to przymknąłbym oko na leniwy, banalny scenariusz. To totalna amatorszczyzna. Czuć, że są to kwestie wyuczone, wszystko jest wypowiadane sztucznie, relacje między bohaterami są źle nakreślone. Nie obchodzi nas kto dostanie w ryj, czy bracia się pogodzą i czy będzie happy end. Kiedy dochodzi już do dramatycznych uniesień, kłótni, wyznań miłości nie czujemy żadnych emocji. Brakuje napięcia, rzeczywistych sytuacji oraz wyrazistych bohaterów. Nie mówiąc już o najważniejszym elemencie filmów sportowych – o treningu, zwątpieniu, pokonywaniu przeszkód i rywalizacji między przeciwnikami. Jego rywal to karczek, który podrywa jego dziewczynę w barze, wypowiada ze dwa niecenzuralne zdania, by w finale pojawić się na ringu. I to tyle, nie wiemy o nim nic, poza tym, że za młodu był niezłym ziółkiem i widać niewiele się zmienił. Natomiast, same walki to szczyt żenady. Są źle zmontowane, bez energii, realności i finezji.

Największym mankamentem jest jednak to, że w każdej sekundzie filmu widać gołym okiem, iż produkcja nie miała budżetu i należytego wsparcia. To wygląda tak, jakbym obudził się w nocy i od razu chciał nakręcić wielkie dzieło, bo akurat miałem niesamowity, proroczy sen. Nie czekając zbyt długo zgarniam bezdomnych z ulicy, ubieram ich w nieco lepsze ciuchy i jazda na plan. Scenariusz pisze na kolanie w windzie, a dźwiękiem nie ma się co przejmować. Pójdę nawet o krok dalej, dostosowuje to dla osób, mających słuch absolutny. Każdy dialog, każde westchnięcie bohatera, ba nawet drapanie się po nodze będzie słyszalne w filmie. Będzie echo, pogłos, niezbalansowanie dźwięku. Czuje, że nawet w programie Audacity mógłbym te efekty zlikwidować. I skoro już sobie wymyśliliśmy, że to sportowy film o ambicjach i starciach w ringu to wypadałoby zaaranżować jakąś walkę. Szkoda, że nie mamy kasy na publikę. Nikt się nie zorientuje, że nagrywamy w pokoju. Tło będzie ciemne, widzowie pomyślą, że to taki klimatyczny kadr. Krwawi mi wszystko, i oczy, i uszy i mózg. Jak się nie ma pieniędzy, to po prostu takiego filmu się nie kręci, szczególnie tytułu, który powinien być technicznie dopieszczony!


Panie reżyserze, chciałbym Pana uświadomić, że widzowie nie są skończonym debilami. Nie kupią błahej opowiastki pełnej drewnianego aktorstwa, braku emocji i widocznych mankamentów technicznych. To nie Zespół Filmowy Skurcz czy świadome robienia fanowskiego filmu dla fanów. To produkcja, która myśli, że jest ambitnym tworem, a jest szkaradnym potworem. To produkcja tak leniwa, źle wykonana, że aż byłem ciekaw w jakiej roli zobaczę Michała Milowicza. To już o czymś świadczy, bo Pan Michał, delikatnie mówiąc – najlepszym aktorem to nie jest 🙂 Trzymajcie się z daleka, dawno nie widziałem filmu, w którym każdy element, ale to dosłownie każdy jest radioaktywnym niewypałem. Zdecydowanie najgorszy film roku, a tytuły pokroju After, Fighter, Diablo czy nawet #jestem M. Misfit to przy tym dzieła sztuki. I już nie mogę się doczekać Futra z misia, którego reżyserem jest właśnie Kacper Anuszewski. Coś czuje, że boki będą zerwane…

Ponton 1/10

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.
google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: