google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: KLAUS, czyli Netflixowy, animowany hit świąteczny dla całej rodziny

RECENZJA: KLAUS, czyli Netflixowy, animowany hit świąteczny dla całej rodziny
Reklamy

W czasach, kiedy na ekranach multipleksów królują amerykańskie animacje Disneya czy studia Dreamworks to trudno przebić się europejskim i azjatyckim produkcjom, które giną w gąszczu komputerowych, wysokobudżetowych produkcji. Komputeryzacja zdominowała magiczny, dziecięcy świat i ze świecą szukać klasycznych, nieszablonowych pozycji w tym gatunku. I tu nagle, znienacka z pomocą nadchodzi Netflix. Prezentuje swój film animowany, w którym doświadczymy świątecznych motywów i przede wszystkim – klasycznej kreski. Do Klausa podchodziłem ze sporą rezerwą, tym bardziej, że tytuł został udostępniony przez krótki czas w darmowej wersji, więc nie tylko subskrybenci serwisu mieli możliwość go obejrzeć. A bardzo często tak się dzieje, że to, za co nie trzeba płacić nie trzyma żadnych parametrów. Tym razem jednak Netflix ponownie zaskakuje, wyciągając pięknie zapakowany prezent ze swojego worka niespodzianek. 

Klaus zabierze nas do Smeerensburga, małej mieściny na północy, gdzie mieszkańcy, delikatnie mówiąc nie pałają do siebie miłością i od wieków kłócą się oraz czekają tylko na okazję, aby spuścić sobie łomot. Dominują ciemne barwy, pesymizm, niechęć do wszelakich stworzeń żywych. Do tego cudownego miejsca przybywa Jesper, młody listonosz, którego ojciec chce dać lekkomyślnemu synowi szkołę życia i zleca mu poprowadzenie placówki pocztowej. Jak łatwo się domyśleć nie będzie to łatwe zadanie – po pierwsze chłopak do najbardziej pracowitych nie należy, po drugie nikt od lat w Smeerensburgu nie napisał żadnego listu. Załamany Jesper wizją tej misji niewykonalnej już woli żyć w rynsztoku niż spędzić w tym ponurym miejscu chociaż chwilę. Nieoczekiwanie na swojej drodze spotyka tytułowego Klausa, jedyną osobę, która zechce mu pomóc. Narodzi się między nimi wielka przyjaźń, dzięki której w miasteczku dzieci zaczną znowu śmiać się i dostawać prezenty, nauczycielki uczyć, a ludzie nawzajem szanować. I uwaga (spojler XD), to de facto geneza historii o Świętym Mikołaju, ale jakże ciekawie i autentycznie przedstawiona! Nie ukrywajmy jednak, że tego nie spodziewaliśmy, sam tytuł już daje nam wprost znać, iż mamy do czynienia z produktem świątecznym.

Na szczęście jednak nie dostajemy świąteczną śnieżką od razu w twarz, tylko poczekamy trochę na wigilijną zamieć. Twórcy chcą w bardzo kreatywny i edukacyjny sposób ukazać nam dwa ważne aspekty: bezinteresowną dobroć oraz niezrozumiałą często nietolerancje do innej grupy społecznej. Starsi widzowie dostrzegą sprawnie wpleciony komentarz, który mówi, że niektóre nasze uprzedzenia nie wynikają z naszych osobistych poglądów, a bardziej z tego, co dane środowisko nam je narzuciło. Jak konkretna grupa ludzi nam mówi, kogo mamy lubić, a kogo nie. Często źródło tej niechęci ma swój początek tak daleko, że najstarsi hejterzy tego nie pamiętają. A czasem właśnie wystarczy jeden bezinteresowny gest, aby w naszych sercach pojawiła się nadzieja na zmianę. Nie obawiajcie się – nie jest to turbo-przytłaczający wątek. To przede wszystkim produkt skierowany do młodszej widowni, która będzie czerpać ogromną zabawę z oglądania perypetii Jaspera i Klausa, nie skupiając uwagi na ukryte przekazy.

Cała historia przepełniona jest cudownym humorem oraz urokiem i cieszy warstwa wizualna. Klasyczna kreska łączy się z efektami 3D, dzięki czemu doświadczamy eleganckich i płynnych scen. To świetne połączenie nowoczesności z klasycyzmem, gdzie starsi widzowie poczują nostalgię swoich dziecięcych lat, kiedy świat dopiero wchodził w erę komputerowych bajek. Sama produkcja bardzo nawiązuje do technologicznego progresu – tradycyjne pisanie listów praktycznie nie istnieje. Naklejenie znaczka na kopercie w odpowiednim miejscu może być nie lada wyzwaniem dla młodego człowieka, który komunikuje się ze swoimi bliskim tylko za pośrednictwem nowoczesnych urządzeń. Film fajnie edukuje, a nasz alternatywny, przyszły święty Mikołaj w polskiej wersji językowej mówi głosem Wiktora Zborowskiego, co zdecydowanie wpływa na słuchanie ze zrozumieniem 🙂

Klaus to urocza animacja o sile przyjaźni, zmienianiu siebie oraz oczywiście o magii świąt i czynieniu dobra. Bawi i wzrusza: wywołuje uśmiech na naszych ustach, ale również działa emocjonalnie, łezka w oku zakręciła mi się się parę razy i wcale się tego nie wstydzę. Idealna propozycja dla dużych i małych, na święta i nie tylko. Każdy znajdzie coś dla siebie i bardzo się cieszę, że Netflix potrafi nas zaskoczyć. Jeszcze przed nim daleka droga, ale nie zdziwię się jak za jakiś czas jakaś ich produkcja będzie brana pod uwagę na Oscarach w kategorii najlepszego filmu animowanego. Roma przetarła szlaki, w tym roku natomiast zanosi się na to, że Irlandczyk może nieco namieszać, więc trzymam kciuki za kolejne gatunki. Zanim to jednak nastąpi usiądźcie całą rodziną przed ekranem telewizora i obejrzyjcie jedną z lepszych animacji tego roku!

Ponton 8/10

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: