google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: PTAK, KTÓRY ZWIASTOWAŁ TRZĘSIENIE ZIEMI, czyli o tym jak Japoński Grey nie zatrzęsie waszym życiem

RECENZJA: PTAK, KTÓRY ZWIASTOWAŁ TRZĘSIENIE ZIEMI, czyli o tym jak Japoński Grey nie zatrzęsie waszym życiem
Reklamy

O i mamy kolejną produkcję Netflixa, która nagle wylądowała w ofercie platformy streamingowej. Brak większej reklamy już powinno mi dać do myślenia, że film nie wywróci do góry nogami mojego świata. To jest trochę tak jakby Netflix bał się promować swoje tytuły i żeby po tygodniu ludzie o nim zapomnieli. Wiecie jak zakamuflowany był ich Grzechotnik ? Zaspojleruje od razu, że to takie solidne 1/10 i na szczęście Ptak, który zwiastował trzęsienie Ziemi aż tak tragiczny nie jest, choć… nie było to duże wyzwanie. Z całą pewnością podzieli los innych produkcji, które znajdują się gdzieś głęboko zakopane przed światłem dziennym i trzeba będzie nieźle się nakopać, aby je znaleźć.

Jak można się domyślić w filmie będziemy świadkami lekkich trzęsień ziemi, które maja miejsce w Japonii w 1989 roku. Wtedy też dochodzi do spotkania tłumaczki, Lucy Fly (Alicia Vikander) oraz tajemniczego fotografa, który bez pardonu robi nieznajomej zdjęcie. To zdarzenie będzie początkiem wielkiego romansu, niemalże rodem z 50 twarzy Greya! Jednak, aby trochę zaognić sytuacje między dwojgiem ludzi do akcji wkracza kolejna bohaterka – Lily, a jej pojawienie rodzi miłosny trójkąt. Nic z tego dobrego wyniknąć nie może! O czym dowiadujemy się już na samym początku, bowiem Lucy już w epilogu jest przesłuchiwana przez dwóch niezbyt rozgarniętych detektywów, którzy oskarżają ją o morderstwo. W retrospekcjach będziemy poznawać genezę tej relacji i zastanawiać się czy faktycznie kobieta mogła dopuścić się tak brutalnego przestępstwa.

Pomimo tego, że film trwa 1:40 to odkrywanie prawdy jest poprowadzone w takim tempie jakby film był nakręcony w 10 klatkach na sekundę. Czas dłuży się niesamowicie i choć twórcy próbują nas połechtać ładnymi kadrami oraz neonowym klimatem Japonii to nie potrafią wzbudzić zainteresowania całą historią. I tak, przyjąłem fakt, że śledztwo jest tylko pretekstem do opowiedzenia widzowi pewnej dramatycznej, miłosnej historii. Miałem świadomość tego, że policjanci za dużo do roboty nie mają, i w zasadzie nie zostałem oszukany. Sama bohaterka nie boi się opowiadać o szczegółach całej relacji, a wykwalifikowani Panowie przesłuchujący równie dobrze mogliby udać się na dłuższą przerwę i przyjść na koniec, aby na spokojnie wysłuchać wszystkiego, co Lucy chce im przekazać. Tak więc nie spodziewajcie się kryminału, skomplikowanej sprawy, tylko opowieści o miłości, pożądaniu, zazdrości i zdradzie. Szkoda tylko, że tempo prowadzenia narracji jest tak flegmatyczne, że nawet randomowe sceny trzęsienia Ziemi zdają się zbyt statyczne. Cała tajemnica wśród erotycznego zacięcia nie powoduje u nas szybszego bicia tętna, a wręcz odwrotnie, staje się melodramatycznym usypiaczem.

I niestety, największym mankamentem jest obrzydliwa przewidywalność oraz finał, który rozczarowuje i poraża leniwością scenariusza, obfitującym w najnudniejsze filmowe banały. Alicia Vikander to całkiem uzdolniona aktorka, która ma na swoim koncie całkiem niezłe role. Świetna w Ex machinie czy rewelacyjna w Dziewczynie z portretu ( Oskar 2016 za rolę drugoplanową ), w Ptaku sprawia wrażenie jakby usypiała razem z widzem. Oczywiście, gra dość specyficzną, oszczędną rolę młodej, nieśmiałej kobiety, ale im dalej w fabule, tym bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo jest to niewiarygodna kreacja. Nieco lepiej wypada reszta bohaterów, ale co z tego, skoro główne filary produkcji upadają kawałek, po kawałku w anemiczną ruinę.

Narzekam sporo, to prawda, ale to też nie jest tak, że jest to totalnie zła produkcja. Na pewno cieszy oko ukazanie Japonii czy całkiem estetyczne, klimatyczne kadry. Fani miłosnych dram powinni być zachwyceni. A szczególnie Ci, którzy nie mają wygórowanych oczekiwań i z cała pewnością nie szukają thrillera, czy kryminału. Mamy trochę przemyśleń głównej bohaterki, której przeszłość była dosyć burzliwa. Mamy nutkę obserwacji na temat konsekwencji swoich czynów i jak przypadek może diametralnie zmienić czyjejś życie. Nie mniej jednak takich motywów było już multum i dla wytrawnego kinomana ten Ptak nie wywołuje emocjonalnego trzęsienia ziemi, a raczej przypomina powolne spadanie w dół w bezpłciowym filmie pełnym schematów i nudy.

Ponton 4/10

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

One thought on “RECENZJA: PTAK, KTÓRY ZWIASTOWAŁ TRZĘSIENIE ZIEMI, czyli o tym jak Japoński Grey nie zatrzęsie waszym życiem

  1. Witam Ponton,
    Cieszę się, że coraz lepiej posługujesz się „piórem”. Zdecydowanie widać, że się rozwijasz 🙂 i artykuł jest całkiem zacny. Przyczepiłbym się tylko do trochę chaotycznego przedstawiania pierwszych skrawków informacji na temat fabuły, nie wyszło to elegancko ale ogólnie rzetelna praca moim zdaniem, tak trzymaj i mam nadzieję, że mój feedback jest pomocny.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: