Reklamy
Disney Serial

RECENZJA: Pierwszy odcinek Star Wars:The Mandalorian (Disney+)

two-new-pieces-of-poster-art-shared-for-the-mandalorian-soical

Zacznijmy od kwestii natury technicznej: aby legalnie zobaczyć odcinek w naszym kraju trzeba się zdrowo namęczyć. Jednak bez cienia wątpliwości warto trochę pocierpieć – nowy serial osadzony w świecie Star Wars jest tym, na co fani czekali od lat. Zapraszam!

Western w odległej galaktyce

Bez zbędnego wstępu od pierwszych minut zastajemy porwani w wir akcji. Jest brudno, dynamicznie i do bólu konkretnie – dodatkowo gęste napięcie utrzymane jest od ostatnich minut odcinka. To bez wątpienia dobrze rokujący początek serii. Jeśli miałbym do czegokolwiek się przyczepić, to miejscami CGI było mało wiarygodne i znacząco odstawało od reszty świata przedstawionego. Oczywiście – budżet serialu zasadniczo różni się od wydatków na filmy głównej sagi, więc i pewną oszczędność w prezentowanym świecie możemy twórcom wybaczyć. Tym bardziej, że w końcu otrzymaliśmy wyrazistych i interesujących bohaterów – ba – nawet aktorzy grający jedynie role epizodycznie prezentują równie wysoki poziom, który pozwala nam doskonale wczuć się w brudne realia świata łowcy nagród.

Upadek Imperium

Akcja serialu ma miejsce jakiś czas po wydarzeniach znanych z Powrotu Jedi. Zgodnie z rozmaitymi doniesieniami i przeciekami, to właśnie oczami naszego bohatera poznamy losy galaktyki po upadku Imperatora, oraz początki Najwyższego Porządku. Załatanie tej luki na osi czasu jest wyjątkowo pożądane przez fanów, którym najnowsza trylogia filmowa udziela bardzo skąpych informacji o wydarzeniach i realiach jakie panowały w galaktyce pomiędzy epizodem VI i VII.

Kontrowersje (UWAGA SPOILERY!!!)

Mega spoiler za 3…2…1… Ok – może odrobinę przesadzam 😉 jednak w środowisku ortodoksyjnych fanów, kwestia jaką obserwujemy pod koniec pierwszego odcinka wzbudza największe emocje. Oto potwierdziły się wcześniejsze przecieki z planu i okazuje się, że nasz bohater spotyka na swojej drodze młodzieńca z rasy mistrza Yody, który w wyniku zwrotu akcji staje się jego podopiecznym. Szczerze mówiąc nie jestem zachwycony tym pomysłem – do tej pory Yoda był potężnym użytkownikiem mocy z tajemniczej i nienazwanej rasy, o którego przeszłości niemal nic nie wiemy. To bez wątpienia nadawało postaci charakteru i mocy wyrazu. Ok – podobno sam Lucas kiedyś powiedział, że Yoda był… elfem. Jednak dziś to Myszka Miki rozdaje karty i zaprezentuje nam swoją wizję silnych mocą zielonych muppetów. Podejrzewam, że młodzieniec z rasy Yody został wprowadzony do świata serialu aby dodać elementy związane z mocną, bez której świat Gwiezdnych Wojen nie może przecież istnieć. W końcu z dziesiątek tysięcy ras dostępnych w odległej galaktyce padło akurat na tą, która jednoznacznie kojarzy się z jednym z najpotężniejszych Jedi głównej sagi, co wydaje się do bólu sugestywną informacją o dalszym przebiegu serialu. A kto wie? Może ostatecznie i nasz Mando będzie wymachiwał mieczem świetlnym (czy innym dark-saberem). Za serial odpowiada znany z seriali animowanych Star Wars Dave Filoni, który wielokrotnie udowadniał, że potrafi wprowadzić wiele bardzo nieszablonowych rozwiązań i łączyć elementy, których nikt wcześniej nie próbował nawet układać obok siebie. Po doświadczeniach ze „wskrzeszeniem” Maula (Wojny Klonów) i… podróżach w czasie (Rebelianci) liczę na to, że wysokie koszta serialu aktorskiego skutecznie wybiją mu z głowy wprowadzanie równie absurdalnych rozwiązań 😉

Reklamy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: