Reklamy
google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: BOŻE CIAŁO, czyli kazania „księdza” Daniela.

RECENZJA: BOŻE CIAŁO, czyli kazania „księdza” Daniela.
Reklamy

Najnowszy film Jana Komasy przyciągnął do kin już ponad 150.000 osób, więc moja recenzja jest bardziej analizą samego filmu, niż tekstem mającym na celu namówić Was byście na niego poszli. Liczby nie kłamią, recenzenci pieją z zachwytu, w sieci od dnia premiery toczą się zawzięte dyskusje nad poczynaniami głównego bohatera. Zachwyty te jakoś mnie szczególnie nie dziwią, bowiem jest to, także moim zdaniem, jeden z najlepszych filmów z naszego podwórka w tym roku. 

Nim Daniel (absolutnie zjawiskowy Bartosz Bielenia) w wyniku serii niefortunnych zdarzeń przywdzieje sutannę widz dzięki sprawnie zmontowanym przebitkom zobaczy jego pobyt w poprawczaku. To miejsce, w którym nie ma się prawdziwych przyjaciół, które momentami wręcz imituje więzienie i wyciska z człowieka chęci do życia. Niby ma ono poprawić życie, w praktyce często staje się ośrodkiem narodzin jeszcze większego zła w człowieku. Daniel jest jednak na dobrej drodze do wielkich zmian, w jego życiu jest też miejsce na wiarę w Boga, która jednak nie przeszkadza mu w uprawianiu przypadkowego seksu czy narkotyzowaniu się. Nie od razu człowiek staje się świętym…

Daniel udający duchownego wywraca do góry nogami życie mieszkańców maleńkiej społeczności. Jego kazania to czysty spontan, wręcz freestyle, korespondujący z tym, co dzieje się obecnie w jego życiu. A wierni słuchający jego nietypowych interpretacji Słowa Bożego zaczynają coraz bardziej otwierać, wychodzić ze swoich zatwardziałych skorup. Najciężej jest dotrzeć do pani kościelnej, które jest bardzo zasadnicza (świetna jak zawsze Aleksandra Konieczna), choć i ona zaczyna mięknąć pod „ciężarem” słów szukającego odkupienia Daniela. Najciekawiej jednak wypada pojedynek Daniela z wójtem, który jest archetypowym karierowiczem. Wyrafinowany sposób w jaki Daniel spuszcza mu „mentalny łomot” jest wyborny, to zdecydowanie jedna z najzabawniejszych scen w filmie.

Najciekawszy w całej tej historii jest finał, przewrotny, jakby oderwany do tego co wcześniej oglądaliśmy. Niepotępiający Daniela, ale też nie rozgrzeszający go. Boże ciało to przede wszystkim film o naszych ludzkich przywarach, hipokryzji, zasłanianiu się wiarą i Bogiem, o słabościach, nałogach… Ale też o wybaczaniu, poszukiwaniu odkupienia, poszukiwaniu sensu życia i dojrzewania do trudnych decyzji. Póki co lepszego polskiego filmu w tym roku nie widziałem, uważam, że jest rewelacyjny, więc wystawiam mu rewelacyjne 9/10. Amen.

P.S. Film obejrzałem w swoim rodzinnym mieście dzięki objazdowemu Kino Visa

Reklamy

Stanley

Dodaj komentarz

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: