google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: W WYSOKIEJ TRAWIE. Czyli twórca „Cube” vs opowiadanie Stephena Kinga…

RECENZJA: W WYSOKIEJ TRAWIE. Czyli twórca „Cube” vs opowiadanie Stephena Kinga…
Reklamy

…oraz jego syna Joe Hilla. W wysokiej trawie to kolejna po chociażby 1922 oraz Grze Geralda adaptacja prozy mistrza grozy spreparowana pod Netflixa. Niepozbawiona wad, oraz dłużyzn, zapętlająca się sama w sobie, a jednak mająca w sobie coś, co nie pozwala mi obsmarować jej od góry do dołu. Mająca w sobie coś, co sprawia, że wystawiam jej przyzwoitą ocenę końcową… 

Wielka w tym czymś jest zasługa reżysera Vincenzo Natali, którego Cube sprzed ponad 20 lat dalej świetnie się broni. Natali opanował do perfekcji ujmowanie klaustrofobicznej przestrzeni, oraz pogłębiającego się szaleństwa bohaterów w pułapce bez wyjścia. Gdyby to jemu powierzać reżyserię wszelakich wariacji na temat Piły dostawalibyśmy bardzo przyzwoite dreszczowce… In The Tall Grass broni się więc pod względem realizacyjnym zaskakująco dobrze, choć przez cały seans byłem uwięziony wraz z bohaterami w ogromnym polu trawy nie dostałem na nią alergii, samo miejsce akcji mnie nie zmęczyło. Plątanina wysysających z człowieka życie roślin jest jego zdecydowanie najlepszym elementem, natomiast bohaterowie… Cóż, ich losem dość szybko przestałem się przejmować, szczególnie gdy cała intryga wyewoluowała w stronę oldschoolowego religijnego kultu, samego w sobie znacznie ciekawszego od nich.

Jedyną ciekawą postacią jawi się tak naprawdę ojciec poszukujący żony i syna grany przez Patricka Wilsona. Im dłużej się go na ekranie obserwuje tym bardziej zauważa, że włożył w ten kawałek filmowej materii nieco więcej niż kilka aktorskich sztuczek, jest przekonujący i kilka fabularnych zawiłości jego postać wyjaśnia. Natomiast nieszczęsne rodzeństwo i były facet ciężarnej dziewczyny są męczącymi postaciami, irytującymi, być może dlatego, że nie dane widzowi ich lepiej poznać. Dlatego polecam się po prostu jak najmocniej skupić na otoczeniu, na grozie, którą zawdzięczamy samemu przeklętemu polu trawy. Muszę przyznać, że momentami panika bohaterów zaczęła mi się udzielać, być może sam mam coś na kształt lęku przed labiryntami lub innymi escape roomami.

Czy widać, że jest to adaptacja tekstu, który na poły wyszedł spod klawiatury Stephena Kinga? Wydaje mi się, że tak. King bardzo często odnosi się w swoich tekstach do religii, rozważa jej negatywny wpływ na ewolucję człowieka, piętnuje religijnych fanatyków. W jego powieściach uczłowieczane są też siły natury, bądź dzieła ludzkich rąk. No i oczywiście bohaterom wcześniej czy później odbija, rodzą się w nich mordercze instynkty.

Podsumowując mój dzisiejszy, koślawy wywód, ten film nie jest taki zły jak się o nim zdążyło już naopowiadać. Z horrorami mam bowiem tak, że jeśli mnie fabuła w ogóle nie rusza, to szukam oparcia w tym czymś, nie dającym się do końca ubrać w słowa klimacie, który w tym przypadku oceniam 7/10. Zapewne zawyżam ocenę dość mocno, zapewne za kilka tygodni film ten będzie dla mnie mglistym wspomnieniem, ale nic na to nie poradzę, że mi się podobało.

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: