Reklamy
google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: JOKER, czyli jeden z najbardziej problematycznych filmów tego roku!

RECENZJA: JOKER, czyli jeden z najbardziej problematycznych filmów tego roku!
Reklamy

Hype train wokół Jokera pędził jak szalony aż do dnia premiery wciągając do swoich wagoników widzów niemal każdego rodzaju. Fani DC, fani thrillerów, fani dramatów, fani talentu Joaquina Phoenixa… Kiedy dzieło w reżyserii Todda Phillipsa (Kac Vegas, Ostra jazda, Rekiny wojny) zostało nagrodzone Złotym Lwem moje oczekiwania wobec filmu niebotycznie wzrosły, bowiem zacząłem go sobie wyobrażać jako dzieło przełomowe dla produkcji opartych o komiksowe pierwowzory. Kampania promocyjna robiła swoje, trąbiono o wzmożonych środkach bezpieczeństwa na seansach, mając na uwadze masakrę jaka odbyła się swego czasu w jednym z amerykańskich kin na seansie The Dark Knight Rises. Muszę przyznać, że z seansu wychodziłem przemaglowany, targany sprzecznymi emocjami, solidnie zawstydzony faktem, że aż tak bardzo mi się podobało… 

Joker jako origin story powszechnie znanego złoczyńcy z Gotham nie ma zbyt wiele do zaoferowania. W filmie odhaczane są kolejne etapy popadania w szaleństwo najpopularniejszego antagonisty Batmana. Arthur Fleck jest dziwakiem, samotnikiem leczącym się psychiatrycznie, mieszkającym pod jednym dachem z podupadającą na zdrowiu matką. Zarabia na życie jako klaun, marzy mu się wystąpienie w popularnym programie telewizyjnym prowadzonym przez jego idola Murray’a Franklina (Robert DeNiro). Widzieliśmy już genezy zła zakorzeniającego się w człowieku w podobnym wydaniu przynajmniej kilka razy, dajmy na to w Taksówkarzu Scorsese, do którego są zresztą w filmie dość wyraźne nawiązania. Sama fabuła nie grzeszy więc oryginalnością i pewnych rzeczy można się po prostu spodziewać. Inna kwestia w jak bardzo graficzny, dosadny sposób transformacja bohatera jest pokazana. To film, który z każdą minutą zaczyna coraz bardziej uwierać, bowiem pokazuje nam człowieka, dość mocno odklejonego od umownego, hiperbolizowanego Gotham. Szaleństwo Arthura bierze się w dziele Phillipsa nie tylko z samej toksyczności otoczenia głównego bohatera, które często spuszcza mu manto. Arthur najzwyczajniej w świecie ma to w sobie od dawien dawna, wina społeczeństwa w jakim się znajduje jest więc jednym z elementów rozsypanej w jego głowie układanki.

Podczas seansu kilka razy przyłapywałem się na przyklaskiwaniu wobec poglądów głoszonych przez Jokera, swego czasu byłem podobnie zafascynowany spojrzeniem na świat według Tylera Durdena z Podziemnego kręgu. Łatwo jest bowiem ulec szaleńcom głoszącym anarchistyczne poglądy w imię lepszego jutra, znacznie trudniej z podniesioną głową kroczyć kiedy los rzuca nam kłody pod nogi. Być może wyolbrzymiam, ale uważam, że to nie jest odpowiedni film dla ludzi z zaburzeniami psychicznymi, bo mimo iż „jest to tylko film” swoim ciężarem, przybijającym klimatem, brutalnością i przesłaniem może zainspirować do autodestrukcji lub zrobienia komuś krzywdy. W postaci Arthura mogą przejrzeć się samotnicy, ludzie z depresją, introwertycy, którym wystarczy zasianie ziarna w głowie, by wykiełkowała z niego tragedia… W Jokerze nie znajdziecie pokrzepiającej krytyki przemocy, momentami wręcz można usprawiedliwiać Arthura i jego czyny, szczególnie na początku zbrodniczej działalności. To, że jest to osobnik chory psychicznie nie sprawia, że wszystko co mówi jest bełkotem, wręcz przeciwnie, kilka spostrzeżeń Flecka, szczególnie pod koniec daje widzowi mocno popalić i pozostawia z niekomfortowymi rozkminami w głowie.

Joker to jeden z najbardziej niejednoznacznych tegorocznych filmów. Będący jednocześnie dziełem o cechach blockbustera (formalny rozmach, szczególnie w finale, kilka dość pretensjonalnych, ale pasujących do całości scen) i psychodramy (podbijanej przez świetną ścieżkę dźwiękową) jest produkcją, obok której nie da się przejść obojętnie. Jest to też dzieło, które nawiedzać nas w myślach będzie wielokrotnie ze względu na interpretację aktorską postaci przez Joaquina Phoenixa. Nie wyobrażam sobie, by za kreację Arthura nie otrzymał nominacji do Oscara, bowiem gra całym sobą, wygina się niczym Christian Bale w Mechaniku, oszołamia napadami niekontrolowanego, dramatycznego śmiechu, jego mimika jest niesamowita, a to z jaką gracją przeskakuje z nastroju do nastroju jest godne najwyższego uznania. Czy dorównuje Heathowi Ledgerowi? Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale owszem na tym łez padole mamy obecnie aktora, który podskoczył niezapomnianej kreacji nieżyjącego już aktora.

Nie pokuszę się w tym miejscu o jakieś rozbudowane podsumowanie swojego tekstu, ponieważ Joker mimo wszystko pozostaje filmem, z którym widz musi zmierzyć się samemu, moja wysoka nota jest tutaj uwarunkowana przede wszystkim niesamowitą kreacją Phoenixa, który wspiął się na absolutne aktorskie wyżyny. Reszta niech pozostanie milczeniem, to film do porządnego przetrawienia, do którego raczej prędko nie będę chciał wrócić.

9/10

Reklamy

Stanley

Dodaj komentarz

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: