google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

PRZEDPREMIEROWO: TO: ROZDZIAŁ II, czyli rozliczenie z bolesną przeszłością.

PRZEDPREMIEROWO: TO: ROZDZIAŁ II, czyli rozliczenie z bolesną przeszłością.
Reklamy

To autorstwa Stephena Kinga jest powieścią liczącą sobie grubo ponad 1000 stron. Jej pierwszą adaptację zobaczyć mogliśmy już w latach 80-tych, gdzie w Pennywise’a wcielał się wdzięczny do charakteryzacji Tim Curry. W 2017 roku za sprawą Billa Skarsgårda Pennywise powrócił by siać wśród widzów mieszaninę przerażenia, obrzydzenia, ale też czystej rozrywki. To było planowane jako dzieło dwuczęściowe od samego początku, nie sposób było przełożyć wielowątkową powieść Kinga na język filmu w, powiedzmy, trzygodzinnym filmie. Dostaliśmy więc dwa filmy, łącznie trwające ponad pięć godzin, które było mi dane zobaczyć wczoraj na przedpremierowym maratonie w Multikinie dzięki EnEmEf-owi. Filmy, które razem tworzą spójną, choć przydługawą w drugim akcie całość (dwójka trwa 2h 50 minut!). Filmy, którym można całkiem sporo zarzucić, ale ostatecznie ogląda się je rewelacyjnie. Część pierwszą ze względu na świetny casting dzieciaków, u których nie uświadczycie fałszywej nuty, część drugą… także ze względu na nich, ale przede wszystkim dzięki ich starszym odpowiednikom. A i sam Pennywise robi tutaj swoje, choć w nieco inny sposób niż w jedynce…

Zaznaczę od razu, że oglądanie części drugiej bez znajomości pierwszej mija się z celem. Najlepiej przed seansem powtórzyć sobie jedynkę, bo mimo retrospekcji jesteśmy wrzuceni „w środek akcji”. W jedynce poznaliśmy bohaterów, którym nie sposób nie kibicować, dowiedzieliśmy się pokrótce jakie mają relacje między sobą, jak odbierają ich najbliżsi, zobaczyliśmy ułamek piekła jakie gotuje im ludzka „flora i fauna” Derry. Momentami od samego ucieleśniającego największe lęki Pennywise’a bardziej przerażający byli inni ludzie, to sceny z nimi przyprawiały mnie o dreszcze bardziej niż kły tajemniczego stwora. W drugiej części bohaterów zastajemy 27 lat później, jako dorosłych, niemal wszyscy się ustatkowali, a sam klaun zatarł się skutecznie w ich pamięci. Jak to możliwe, że koszmar z dzieciństwa został niemal całkowicie wyparty z ich wspomnień? Tego Wam nie zdradzę, ale jest to całkiem wiarygodnie uzasadnione.

Frajerzy, wśród których są takie nazwiska jak McAvoy, Chastain i Hader wracają więc na stare śmieci by skonfrontować się ze stworem, który powrócił po latach hibernacji. Choć bardziej niż z nim mierzą się z własną wypieraną przez lata przeszłością. Przeszłością, którą niekoniecznie było nam dane zobaczyć w części pierwszej. Ekspozycja bohaterów nie jest męcząca, bowiem każda z postaci ma coś ciekawego w zanadrzu. Paradoksalnie postacie, które wydawały się w jedynce drugoplanowe, a więc Richie i Eddie grają tutaj pierwsze skrzypce, a Hader i Ransone zdecydowanie kradną film w każdej wspólnej i osobnej scenie. Wspominałem już, że To II, jest na takich samych prawach momentami mrożącym krew w żyłach dramatem, jak i rozbrajającą komedią? Nie, to wspomnę teraz, bowiem ilość gagów i dialogów nieodpowiednich do zaistniałej sytuacji jest tutaj zaskakująco duża. A jednocześnie nie brakuje scen, nie tyle przerażających co obrzydliwych, kreatywnych pod kątem epatowania paskudztwami wszelakiego rodzaju (momentami miałem wrażenie, że ktoś tu chce złożyć hołd carpenterowskiemu Coś).

Horror, dramat, komedia, film przygodowy – tym zdecydowanie jest To II w proporcjach, które sami sobie musicie rozpisać. A o tym, że jest to produkcja, pod którą podpisuje się sam mistrz King niech świadczy jego udział w zabawnym cameo. Słowa uznania należą się też oczywiście Billowi Skarsgårdowi, który w kilku scenach wyjątkowo błyszczy, choć samego filmu zdecydowanie nie dominuje, nie przysłania mając kilka asów w swoim klauniastym rękawie. Wciąż jednak bardziej niż z czymś bohaterowie walczą z własnymi lękami. Billy’ego dalej prześladuje przeświadczenie, że był fatalnym bratem. Beverly była związana z osobnikiem mającym skłonności do przemocy, tak jak jej ojciec. Ben mimo, że jest facetem o urodzie filmowego amanta dalej czuje się samotny i odrzucony. Richie wstydzi się swojej orientacji seksualnej, Eddie dalej cierpi na nerwicę natręctw, Stanley uchodzi za najbardziej tchórzliwego, natomiast Mike chce coś światu udowodnić. Każde z nich ma swoją drogę do przejścia, swój rytuał do odprawienia, swój artefakt zdobycia. A walka z tym przerażającym czymś jest metaforycznym pojedynkiem z lękami tkwiącymi w człowieku już od dzieciństwa. Podsumowując jest to bardzo dobry film (niekoniecznie grozy), łączący wiele gatunków w jeden buzujący od pomysłów kocioł, który nie samym stworem stoi. Taki rollercoaster, który może momentami przyprawić o niestrawność, ale ostatecznie z kina nie wychodzi się z poczuciem zmęczenia, a jedynie lekkiego przesytu.

8/10

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: