google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: CIEMNY KRYSZTAŁ: CZAS BUNTU, czyli z czym do ludzi w 2019 roku?!

RECENZJA: CIEMNY KRYSZTAŁ: CZAS BUNTU, czyli z czym do ludzi w 2019 roku?!
Reklamy

Ciemny kryształ to klasyczny już film fantasy z 1982 roku, którego sukces w dużej mierze ma czterech ojców: scenarzystę Davida Odella, oraz reżyserów Jima Hensona, Franka Oza oraz Gary’ego Kurtza. Panowie wcześniej byli związani z takimi tworami jak Muppety, Labirynt i oczywiście Gwiezdne Wojny. Pracowali więc przy animacjach kukiełkowych i na nich zjedli zęby. Ciemny kryształ filmem jest nietypowym, mroczną baśnią pełną stworów zarówno obrzydliwych jak i uroczych, a fabuła traktuje o odwiecznej walce dobra ze złem. Oczywiście świat pełen Skeksisów i Gelfingów jest na tyle rozległy, posiadający własną mitologię, że nie sposób było nie pomyśleć o tym, by dopisać do tej opowieści kilku rozdziałów więcej. I tak też uczynili twórcy Czasu buntu, czerpiąc z dobrodziejstw jakie pozostawił po sobie Jim Henson. W projekcie swoje zwęszyli też włodarze Netflixa, Ciemny kryształ może i nie atakuje nas z każdej lodówki czy ubikacji (tak jak trzeci sezon Stranger Things), ale jest o nim wystarczająco głośno w kręgach, w których powinno. Mimo, że jest to projekt, że się tak wyrażę „podwyższonego ryzyka”. 

Mam tu na myśli to, że Ciemny kryształ to rzecz dość archaiczna zarówno w swojej formie jak i treści. Kukiełkowa animacja i historia wręcz kanoniczna dla gatunku jakim jest baśniowe fantasy. Ci, którzy nie znają oryginału z 1982 roku mogą być dość mocno skonsternowani brakiem wszędobylskiego CGI, ograniczonym ruchem i mimiką postaci, czy pewnymi momentami mogącymi wyglądać tandetnie scenami. Rzecz w tym, że twórcy Czasu buntu stworzyli nam prequel, a więc z samego założenia rzecz, która musi swoją mechaniką nie udawać lepszej od oryginału. Trudno się nie zgodzić, że Jim Henson byłby dumny, gdyby zobaczył ogrom pracy włożony w to spektakularne widowisko. Jednak w obecnych czasach samymi aspektami technicznymi widzowie nie żyją, kino przyzwyczaiło nas już zarówno do wyśrubowanych wizualnie projektów jak i ciągłego wtapiania podczas zabawy z CGI. Ciemny kryształ jest więc miłą odskocznią od tego co widzimy na co dzień, widać, że nad tym siedzieli ludzie, a nie komputery czy inne roboty. Inna kwestia czy ta archaiczność idzie w parze z samą historią, czy tych 10 odcinków poza byciem prequelem do w sumie średnio obecnie znanego tytułu filmowego się broni?

Przyznam szczerze, że swoją przygodę z oryginałem pamiętam jak przez mgłę, więc właściwie trochę czuję się jakbym oglądał całość pierwszy raz. Ciemny kryształ A.D. 2019 jawi się jako historia wielce uniwersalna, choć nie do końca tak familijna jak chciałoby się nam wmówić. Jest tu bowiem sporo mroku, brzydoty, czasem wpadnie jakiś podtekst, co jest charakterystyczne dla baśni, a te jak wiadomo mogą być równie dobrze stworzone pod dorosłych. Netflix sugeruje, że jest to produkcja 7+ i tego się właściwie można trzymać. Po krótkiej i treściwiej ekspozycji świata zamieszkałego przez stwory maści przeróżnej dowiadujemy się, że Skeksisowie to podstępne, odrzucające stworzenia, które czerpią siły witalne z magicznego, pełnego mocy kryształu, a Gelfingowie to naiwne stworzenia służące im odkąd te przybyły do malowniczej krainy Thra. Kiedy Skeksisowie odkrywają, że można czerpać jeszcze więcej mocy z samych Gelfingów rozpoczyna się właściwa akcja, a główny bohater Rian musi wiać gdzie pieprz rośnie, bowiem jest posądzony o morderstwo ukochanej. W tym czasie z trwającego baaaaaaaaardzo wiele lat snu budzi się tamtejszy odpowiednik Matki Natury, stworzenie posiadające niesamowitą wiedzę, a jednak niegdyś dające się złapać w pułapkę przebiegłości Skeksisów. Kolejnym wątkiem jest podporządkowana przeznaczeniu podróż Deet, która różami usłana nie jest, szczególnie, że pochodzi ona z klanu Gelfingów uznawanego za niższego sortu. No właśnie. W świecie Ciemnego kryształu dyskryminacja rasowa jest na porządku dziennym, a grupa trzymająca władzę jest niewielka i manipuluje ślepo zapatrzoną w nią masą. Na rządzących nie da się nic złego powiedzieć, inaczej jest się uznanym za oportunistę i poszukiwanym listem gończym. Aluzji do naszego świata, szczególnie do średniowiecza jest tutaj bardzo wiele, choć całość ma oczywiście ten fantasy-ejtisowy vibe znany z oryginału. Nie wiem właściwie jak to się stało, że takie produkcje jak Labirynt Ciemny kryształ stoją w cieniu Niekończącej się historii. Może to kwestia Limahla…

Czas buntu zachwyca wizualnie, kolorystycznie, scenografia błyszczy, szczegółowość zapiera dech w piersiach. Jedyne do czego trzeba się przyzwyczaić to motoryka postaci, to, że są w pewien sposób ograniczone, choć przez to wcale nie wydają się jakoś mniej żywe. Wręcz przeciwnie, tutaj zabawa kukiełkami jest doprowadzona do perfekcji, kwestia tego, czy wciągniecie się w całą, dość złożoną intrygę. Ode mnie po głębszym zastanowieniu mocne 8/10, bardzo się cieszę, że dzięki Netflixowi obejrzę także oryginał w zadowalającej jakości. Jeśli już zaczęliście ten tytuł oglądać to dajcie znać w komentarzach jak Wam się podoba!

Stanley

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: