google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0

RECENZJA: SZYBCY I WŚCIEKLI: HOBBS I SHAW, czyli dwóch łysoli vs Czarny Superman

RECENZJA: SZYBCY I WŚCIEKLI: HOBBS I SHAW, czyli dwóch łysoli vs Czarny Superman
Reklamy

Pamiętacie pierwszą część Szybkich i Wściekłych z 2001 roku, kiedy to osią fabularną były wyścigi samochodowe? Dawne dzieje, prawda? Jeszcze ten trend był kontynuowany w kolejnych odsłonach, ale z biegiem czasu seria systematycznie odrzucała ten koncept i zaczęła tworzyć typowy film akcji. Owszem, wypasione auta były głównym bohaterem historii, ale twórcy zaczęli iść w absurdalność i mocno przesadzone sceny, szczególnie, gdy obsadę zasilił Dwayne Johnson. Wkrótce potem zobaczyliśmy kolejnego łysola, który w tańcu również się nie pieści i lubi spuścić łomot czyli Jason Statham. I trzeba przyznać, że obecność tych panów i relacja między wyszła serii na plus, wprowadzając jeszcze więcej łamania praw fizyki oraz humoru. W tym roku ta charyzmatyczna dwójka otrzymuje swój solowy film, nadal sygnowany pod szyldem Szybkich i Wściekłych. Czy nadal jest tak szybko, wściekle i zabawnie? Otóż, na pewno nudzić i smucić się nie będziecie.

W tej części będziemy mieli do czynienia z kryzysem na skale światową. Stawka problemu jest ogromna, bowiem nasi bohaterowie muszą uratować ludzkość przed potężnym, śmiercionośnym wirusem. Główny antagonista Brixton (Idris Elba) to typ z najgorszych koszmarów i niemalże nieśmiertelna maszyna do zabijania. To pół-człowiek, pól-maszyna, mówiący o sobie, że jest Czarny Supermanem i tylko trochę jest to podkoloryzowane. Nie dość, że jest wyposażony w zaawansowaną broń, posiada niesamowite umiejętności w walce wręcz, to jeszcze jest szczęśliwym użytkownikiem samoskładnego, wysoce inteligentnego motocykla. Totalny odjazd w iście Terminatorowym stylu. I ani trochę nie przesadzam! Hobbs i Shawn łatwo mieć nie będą i tylko wspólnymi siłami może im się udać cokolwiek wskórać. Szkopuł w tym, że obaj nie pałają do siebie zbytnią sympatią i to właśnie ich relacja jest największą zaletą tej produkcji.

Jak tylko dowiadują się o tym, że razem będą musieli znów współpracować, to delikatnie mówiąc nie są tym faktem zachwyceni. Ich docinki słowne, pełne ripost, przedziwnych porównań i ogólnej krytyki wobec siebie są pełne chillu i może czasem nieco „cheesy” to jednak potrafią rozbawić. Nadają niesamowitej lekkości, czuć chemie między nimi i doprawdy trudno zdecydować się komu kibicować. To nie tylko starcie intelektualne, ale również fizyczne, co jest tym bardziej ciekawe, bo panowie reprezentują dwa odmiennie typy budowy i zachowania. Shaw to elegant, lubiący robić swoją robotę po cichu, według planu z maksymalną finezją pokonując wrogów. Za to Hobbs…no cóż, to kawał świetnie umięśnionego faceta, który woli przebić się przez ścianę niż dyskretnie załatwić sprawę. Obydwoje mają niewątpliwe umiejętności, a zmiksowanie dwóch tak różny typów dało wybuch testosteronu, który wylewa się wręcz z ekranu. Cieszy to, że nagle nie zaczną traktować się jak bracia i przybijać piątki. To długi proces porozumienia i akceptacji, a tak naprawdę do końca każdy załatwia robotę po swojemu i nie daje sobą rozkazywać. W filmie pełnym absurdów jest to moment, w którym produkcja staje się rzeczywista i wiarygodna.

A to co się dzieje na ekranie przechodzi ludzkie pojęcie. Twórcy już dawno przecięli kabelki przy hamulcach. To totalna jazda bez trzymanki! Epickie wybuchy, pościgi, łamiące prawa logiki, o tytanowych ciałach bohaterów nie wspomnę. I jeśli myślicie, że pomysły mogą się skończyć, to przychodzi moment na poznanie rodziny Hobbsa i starcie w Samoańskim stylu. Technika łączy się z tradycjonalizmem, a konfrontacja z siłami przeciwników jest oszołamiająco intensywna. To film samoświadomy, akceptujący to, czym jest. Nie sili się na sens, twórcy puszczają wodze fantazji, serwują idealny produkt na wakacje, podczas którego należy dać urlop myśleniu. Wszystko wygląda kreatywnie, szczególnie sceny walk, czuć rękę reżysera Devida Leitcha, który ma już spore doświadczenie przy filmach akcji. Świetnie zrealizował Johna Wicka, Deadpoola 2 oraz Atomic Blonde, a końcowa walka w Szybkich i wściekłych tylko udowadnia to jakim sprawnym wirtuozem jest. W chaosie wybuchów i strzelanin nie gubimy się przy pojedynkach. Wszystko ma swoje miejsce i czas, a do tego podziwiamy dobrą pracę kamery: ujęcia z góry czy sprawne slow-motion są kreatywne. Jest na co popatrzeć.

Często żartowano, że niedługo zobaczymy Szybkich i Wściekłych w kosmosie i wcale bym się nie zdziwił gdyby faktycznie tak się stało. I z ogromną chęcią bym to zobaczył! Ta część udowodniła, że wszystko jest możliwe. Jest efektownie, jest zabawnie, a czas gna niemożliwie szybko. Jeśli jesteście fanami Ryana Reynoldsa, Kevina Harta i Gry Tron to również będziecie wniebowzięci. Bardzo fajne cameo, które co prawda trochę spowalniają akcję i są takim bardziej dodatkowym ulepszeniem, to i tak fajnie ich zobaczyć na ekranie. Tylko uważajcie na spojlery z hitu HBO, bo na takowe się natkniecie 🙂 Nie zmienia to faktu, że cały ten miks świetnie jest dopasowany i pomimo paru potknięć radość z oglądania jest ogromna. Wisienką na torcie jest zadziorna Vanessa Kirby, która zarówno potrafi dokopać, jak i słodko się uśmiechnąć. Kolejna interesująca postać, wprowadzona do tej serii i coś czuje, że jeszcze się z nią zobaczymy. A z naszymi wybuchowymi łysolami myślę, że na pewno. Czekam z niecierpliwością na kolejny spektakl niedorzeczności, testosteronu, akcji i adrenaliny. Chciałbym już wskoczyć za kółko tej turbo-ulepszonej, dobrze naoliwionej maszyny.

Ponton 7/10

Marcin Ponton Gontarski

Fan kina i seriali. Krążą plotki, że wszystko co jest w odcinkach to obejrzy. Dementuje i po kryjomu ogląda, Zazwyczaj się przyznaje i o tym opowiada. Lubi gadać, nawet nagrywa i wrzuca w formie podcastu na YouTube. Przede wszystkim szuka kreatywności w świecie filmu i telewizji, czegoś nowego, co przyśpieszy bicie jego filmowego serca. W wolnych chwilach ogląda seriale, chodzi do kina i gra na PS4.

Leave a Reply

google.com, pub-1254610672375848, DIRECT, f08c47fec0942fa0
%d bloggers like this: